12.01.2009 21:43

Autor: sendar

Żywiołak – “Nowa Ex-tradycja”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


nowa-ex-tradycja.jpg Żywiołak – “Nowa Ex-tradycja”

Folk w Polsce stoi na dobrym poziomie, nieprawdaż? Metal ma się nie gorzej, tak? A gdyby je tak połączyć… Kapela Żywiołak właśnie tak zrobiła. Na polskiej scenie powiało świeżością. Na scenę wkroczyła energia, jakiej dotąd nie było. Ku zadowoleniu fanów, ku chwale tradycji (wyznawców Świętowita…), nareszcie – ukazał się album.

Zespół, który zdobywa rzesze fanów koncertując przed ukazaniem się jakiegokolwiek materiału studyjnego (no dobra, była EPka, ale tylko podsyciła apetyt) zaczyna sam na sobie wywierać presję. A tak właśnie zrobił Żywiołak. Kto był na ich koncercie, zrozumie, o co mi chodzi. A kto nie był – niech żałuje. Energia, która bije ze sceny podczas ich grania, jest nie do opisania; publiczność należy do zespołu od pierwszego do ostatniego dźwięku. Po koncercie, w domowym zaciszu, chciałoby się powrócić do muzyki, a tu albumu nie ma… Ale w końcu się pojawił (i w tym miejscu jedyne krytyczne zdanie, jakie w jego sprawie wygłoszę: stłumione brzmienie odrobinę niszczy energię tej muzyki! Ale z drugiej strony rozumiem, że ciężko oddać na albumie moc koncertowych wykonań…).

Przechodząc do muzyki, pragnę na samym wstępie zaznaczyć: Żywiołak nie jest zespołem metalowym – takie ich zaklasyfikowanie to nadużycie i straszy tylko potencjalnych słuchaczy. Żywiołak gra folk. W zasadzie neofolk (a najlepsze spotkane przeze mnie określenie to: heavy-folk). Folk mroczny, wymieszany z (owszem, czasem dość ciężkim…) brzmieniem gitar. Ale z metalu ma jedynie energię i część pocieszności. Podsumowując, Żywiołak to taka Kapela ze wsi Warszawa z dodatkiem gitar i przedchrześcijańską tradycją tekstów. W efekcie otrzymujemy baśniową wręcz mieszaninę muzyki z liryką, czasem mroczną i tajemniczą, rodem z krainy stworów z pogańskich podań; czasem odrobinę skoczniejszą i weselszą, rodem z karczmy.

Powyższy opis wystarczy, aby zachęcić (bądź zniechęcić, zależnie od gustu) do zapoznania się z Żywiołakiem, co celem niniejszej recenzji było. Udostępnione w sieci utwory “Oko Dybuka” i “Latawce” (najlepsze, moim zdaniem, na albumie) pokazują, co w tej kapeli najlepsze. Jeżeli kogoś zachęciłem (zaciekawiłem), a muzyka się spodoba, to zalecam obowiązkowo koncert. Bo energia nagrań to (w tym przypadku) jedynie 30% energii ich koncertowych wykonań…

Marcin Szczepanek


zywioaak.jpg Debiut Żywiołaka to najbardziej wyczekiwana przeze mnie polska płyta zeszłego roku. Z kilku powodów. Po pierwsze – kibicuję im już od dłuższego czasu, po drugie – nie ma u nas zbyt wielu zespołów inspirujących się słowiańskimi tradycjami, wreszcie po trzecie – wygrali kilka konkursów dla młodych zespołów. Zacznijmy od próby umiejscowienia Żywiołaka w muzycznym kontinuum. Sami swoją muzykę nazywają “biometalem” i “polską muzyką neoludową”. Czyli z grubsza rzecz biorąc mamy do czynienia z łączeniem metalu ze słowiańskim folkiem z przewagą tego drugiego, co jest na naszej scenie ewenementem. Żywiołak, w odróżnieniu od Kapeli ze Wsi Warszawa, drugiego zespołu z podobnych, ludowych (ale nie metalowych) rejonów, postawił przede wszystkim na autorskie kompozycje, jednak album zaczyna się ich aranżacją “Oj a na Jana Kupała”, ludowej pieśni ukraińskiej, w połowie znajduje się “Oj ty Pietre, Pietre” również z Ukrainy, a album kończy “Oj ty Janie Sobótkowy”. I tak szybko przelecieliśmy cały krążek, czas więc przyjrzeć mu się z bliska.

“Latawce” zaczynają się folkowo, ale z czasem coraz większą rolę odgrywają w nich metalowe brzmienia, tak, że pod koniec, prawie niezauważalnie stają się po prostu metalowym kawałkiem z zawodzącym, folkowym wokalem.Właśnie, wokale na tej płycie są niesamowite. Żywiołak ma dwie wokalistki: Anię Piotrowską i Izę Byrę, które potrafią zawodzić niczym prawdziwe wiejskie baby (i w tym wypadku jest to komplement), a poza tym szepczą, krzyczą, śpiewają, śmieją się, straszą i Bóg jeden wie, co jeszcze robią swoimi głosami. I także one najbardziej decydują o słowiańskim charakterze tej płyty. W “Epopei Wandalskiej” śpiewa Robert Jaworski i słowiański czar pryska, zostaje tylko celtycki folk rock, którego wszędzie pełno. Za to w podobnie brzmiącej “Feminie” śpiewają panie i mimo celtyckiego brzmienia, bliżej jej do ukraińskich stepów niż szkockich wrzosowisk. “Oko Dybuka” pokazuje jak można wykorzystać dwie wokalistki, jedna odgrywa rolę opuszczonej kochanki, a druga wiedźmy, pojawia się także Jaworski, ale niestety, zupełnie do nich nie pasuje.

Teraz, przy okazji męskich wokali, czas na coś mniej przyjemnego. Największą wpadką na płycie jest “Żywiołak”. Po pierwsze tekst. Odstaje od reszty płyty traktującej o zamierzchłych czasach i rodzimowierstwie, w zamian za to dostajemy pretensjonalny i banalny komentarz dzisiejszej rzeczywistości. “Przestępca alkoholik/Polak katolik”, jak można dać taki tekst na płycie mającej wskrzeszać przedchrześcijańskie tradycje? Po drugie, Jaworski śpiewa (a raczej melorecytuje) z kazikową manierą. No i wreszcie po trzecie, nie ma tu prawie wcale folku, zostaje tylko przeciętny metal. Naprawdę nie wiem, czemu umieścili go na płycie.

Za to najbardziej magiczne momenty to dwie z trzech tradycyjnych pieśni ludowych “Oj ty Pietre, Pietre” i “Oj ty Janie Sobótkowy”, w których warszawiacy nie dodawali elementów metalu, pozostawiając tylko stare instrumenty. Czysta magia, wystarczy zamknąć oczy, żeby przenieść się 1500 lat wstecz.

Już na samiutki koniec zostawili niespodziankę, nie tylko dlatego, że nie uwzględnili jej na trackliście, bowiem jest to remiks “Ballady o Głupim Wiesławie” utrzymany w rytmach dubowo-reggae’owych.

“Nowa Ex-Tradycja” zgodnie z tytułem łączy nowe ze starym, zapomnianym w bardzo zgrabny sposób. Poza wspomnianym “Żywiołakiem” nie ma się do czego przyczepić, no może do tego, że album nie powala na kolana, a jest tylko (albo aż) bardzo solidny.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (29 głosów, średnio: 7,83 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.