06.02.2009 22:37

Autor: Michał Wieczorek

Zach Gill – “Stuff”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


zach.jpg Zach Gill – “Stuff”

Zach Gill od ładnych paru lat uszczęśliwia świat muzyką pełną ciepła, radości i luzu. Robił to w ramach ALO (Animal  Liberation Orchestra) i jako członek koncertowej ekipy Jacka Johnsona. Jednak, jak to już bywa w życiu artysty, postanowił wreszcie zrobić coś sam. I zrobił, dość dawno już, bo w 2008 roku.

Osoby zaznajomione z ALO i Jackiem Johnsonem, doskonale wiedzą czego można się spodziewać. Muzyka na “Stuff” jest niespieszna, ciągnie się jak guma do żucia, ale nie nudzi, tylko wprawia w stan błogiego rozmarzenia.

Utwór tytułowy, będący czymś na kształt reggae z hawajskim posmakiem, wywołuje uśmiech na twarzy, bowiem jest to mowa obrończa na rzecz bałaganu czy może raczej pozornego nieładu, w którym bez problemu orientuje się Gill. Jeśli kiedykolwiek powstałaby organizacja zrzeszająca bałaganiarzy to “Stuff” powinien być jej hymnem.  “Watch Them Grow” to już Zach szczęśliwy ojciec, śpiewający o radości z posiadania pociech. Większość piosenek dotyka tego, co najważniejsze, czyli spraw damsko-męskich. I jest Zach żałujący za grzechy – w “Small” najpiękniejszej piosence albumu, jest Zach szczęśliwie zakochany w “Back In The Day” czy roztańczonym “Handy Man”. Jest też Zach walczący o czyste oceany w “Poseidon’s Naval”. Jest Zach jazzman w “Lizard’s Bridge”. Jest nawet Zach “kaznodzieja” w “Family”.

Zach jest pianistą, więc dziwnym nie jest, że na płycie dominują właśnie dźwięki fortepianu. Jego drugim ulubionym instrumentem jest akordeon, który również często się pojawia. Nie jest tak, że to jedyne instrumenty, o nie. Często Zacha wspiera zespół, czyli tak naprawdę sekcja rytmiczna. Od czasu do czasu odezwie się gitara, w jednej piosence pojawia się banjo, w innej ukulele. Jest jednak dość skromna muzyka, bez zbędnych fajerwerków.

Podobnie jest w warstwie wokalnej. Zach śpiewa cicho, prawie szepce, nie próbuje się popisywać, choć mógłby, bo wokalistą jest prawie tak samo świetnym, jak pianistą, o czym najlepiej przekonać się na koncertach. Widziałem go raz, na koncercie Jacka Johnsona i Gill skradł koledze cały show.

“Stuff” bardzo zgrabnie łączy dojrzały, bezpretensjonalny pop z jazzem, rockiem czy folkiem. Nie ma żadnej napinki, tylko luz. Jest to też album bardzo liryczny i wyciszony. Idealna płyta do słuchania po ciężkim dniu pracy lub nauki.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 7,14 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.