08.11.2010 17:48

Autor: marcin

“You can call me Ryśka” – Rykarda Parasol i Emily Jane White na Ars Cameralis 2010

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


06-11-2010_hipnoza_foto_radoslaw_kazmierczak_16.jpg “You can call me Ryśka” – Rykarda Parasol i Emily Jane White na Ars Cameralis 2010

Nieoficjalne otwarcie XIX edycji festiwalu Ars Cameralis dokonało się w katowickim klubie Hipnoza, gdzie doszło do konfrontacji dwóch wyjątkowych kobiecych osobowości. Obie pochodzą z San Francisco. Ich muzyka wyrasta z tego samego korzenia, jednak na scenie rozwijają ją w zupełnie różny sposób.

Emily Jane White swoją miesięczną trasę koncertową po Europie otwarła występem w Katowicach. Niestety jej start nie wypadł najlepiej. Artystce przypadła nieszczęsna rola pierwszej gwiazdy wieczoru, przez co napotkała na drobne problemy techniczne. Po pierwszym utworze artystka przerwała koncert. Po kilku próbach szum dobiegający z głośników zmniejszono do minimum i koncert wrócił na właściwe tory. Pomimo mrocznego i nastrojowego repertuaru Emily jest osobą wygadaną, która w przerwach między utworami dziękowała za wyrozumiałość i nawiązywała dialogi z publicznością, przez co złe wrażenie szybko zostało rozwiane. Emily zagrała przekrojowy set, sięgając po utwory ze wszystkich swoich trzech płyt, także z wydanej niedawno “Ode To Sentience”. Na żywo utwory Emily nic nie tracą z uroku zawartego na płytach. Subtelne ballady, zostały wzbogacone dźwiękami wyjątkowego instrumentu jakim jest pedal steel. Znakomicie wypadły “Never Dead”, “Baby” czy zagrany na koniec piękny “Victorian America”.  Cieszy również fakt, że zarówno Emily, jak i Rykarda pojawiły się w Katowicach w pełnych koncertowych składach. Ubiegłoroczne koncerty Micah P. Hinsona i Andrew Birda, chociaż wyjątkowe, z pewnością nabrałyby pełniejszego wyrazu gdyby muzycy pojawili się ze swoimi zespołami. W wypadku Emily o niedosycie nie było mowy.

Po krótkiej przerwie przyszła kolej na Rykardę Parasol. Amerykańska artystka polsko-szwedzkiego pochodzenia odwiedziła Polskę już dwa lata temu, dając koncerty w pięciu polskich miastach. Wtedy praktycznie anonimowa – dziś dobrze znana, o czym świadczy chociażby grono oddanych fanów, którzy przybyli tylko na jej koncert. Jej pojawienie się na festiwalu Ars Cameralis należy do wyjątkowych z kilku względów. Rykarda przyjechała do Katowic z San Francisco na jeden jedyny europejski koncert. Dodatkowo właśnie z drobnym opóźnieniem ukazuje się u nas jej ostatni album “For Blood and Wine”. Szybko okazało się, że na jednym koncercie się nie skończy. Rykarda na wzór Johnny’ego Casha wystąpiła na dwóch koncertach w śląskich zakładach karnych – w Katowicach oraz Wojkowicach. Miałem okazję przyglądać się pierwszemu z koncertów, gdzie artystka z pełnym zespołem wystąpiła dla kilkudziesięciu więźniów w kameralnej więziennej świetlicy. Całość nie różniła się zbytnio od regularnego koncertu. W wyznaczonym miejscu stanął profesjonalny sprzęt, odbyła się próba, po czym do sali weszli więźniowie, na których, jak można się było spodziewać, Rykarda zrobiła spore wrażenie. W ciągu kilku ostatnich lat na więziennej scenie zabrzmieli tacy artyści jak Pogodno czy Czesław Śpiewa. Jednak wysoka blondynka o wyjątkowej urodzie wzbudziła zupełnie inne uczucia niż jaszczurza postać Budynia. Rykarda kupiła więźniów skromnym przedstawieniem swojej osoby “My father was from Częstochowa. You can call me Ryśka”. Artystka zagrała godzinny set, po którym została wywołana na bisy. W zasadzie nic nie wskazywało na to, by chciała szybko zakończyć ten koncert, publika spisała się znakomicie, czas jednak był ograniczony.

Ta ekstremalna rozgrzewka sprawiła, że w sobotni wieczór Rykarda stawiła się na scenie w pełnej gotowości bojowej. W ciemnej, klimatycznej sali klubu Hipnoza wszystko grało jak należy. Mroczne psychodeliczno-bluesowe kompozycje mieszały się z lirycznymi balladami. Agresywny głos Rykardy przeskakiwał z rejestru w rejestr, nie wychodząc poza mroczne tonacje właściwe muzyce folk-noir. Koncert rozpoczął się “En Route”, dalej zabrzmiały m.in. porywające “A Drinking Song”, “Night On The River” czy “Maggie” przypominająca do złudzenia klasyk Linka Wray’a “Rumble”. Nie zabrakło momentów bardzo pięknych, jak przy okazji utworów nawiązujących do lat spędzonych przez artystkę w Teksasie: “Teksas Midnight Radio” oraz “Oh My Blood”. Korzystając z okazji Rykarda zaprosiła na scenę Emily, do wspólnego wykonania “Hannah Leah”. Koncert zakończył podwójny bis, ze sztandarowym “Candy Gold” na finał.

Organizatorzy, podobnie jak w ubiegłym roku, postawili na muzykę zza oceanu. Dwa wyjątkowe kobiece głosy sprawiły, że Hipnoza przeniosła się na moment gdzieś w okolice sennych przedmieść San Francisco. Jak widać amerykański folk niejedno ma imię.

Marcin Bieniek

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym wydarzenia.

informacje o festiwalu

przeczytaj artykuł o zespole Midlake

przeczytaj artykuł o Calexico

foto: Ars Cameralis / Radosław Kazimierczak





Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.