01.12.2009 22:45

Autor: marcin

Yo La Tengo i ich popularne piosenki w Hipnozie

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


Yo La  Tengo Yo La Tengo i popularne piosenki w Hipnozie

Na fali swojego ostatniego albumu “Popular Songs” grupa z New Jersey dotarła także do Katowic. Zjawienie się  w Polsce zajęło im ładnych kilkanaście lat. Zrekompensowali to wykonaniem utworów zarówno z początku swojej kariery, jak i z ostatniej płyty.

Niespodzianek było więcej. Już przy wejściu do klubu można było zakupić płyty zespołu sprzedawane przez… samych jego członków. Co szczęśliwsi mogli od razu zgarnąć autograf. Po wejściu na salę było widać, że koncert wzbudził spore zainteresowanie – jak się później okazało – nie tylko fanów zespołu.

Jednak zanim trio z Heboken odpaliło wzmacniacze, na scenie pojawił się tajemniczy duet Wreckless Eric & Amy Rigby. Jeśli tylko wierzyć Google, to z informacji, które krążą na temat męskiej połowy duetu wynika, że w latach 70 obrósł niemałą legendą. Wszystko za sprawą jednego utworu. Muzyk pochodzący z Newhaven zdołał w roku 1978 (!) wylansować ponadczasowy hit “(I’d Go The) Whole Wide World”. Nie zabrakło go również na koncercie. Razem z Amy zaprezentowali kilka prostych rockowych numerów w starym dobrym stylu. Większość z nich pochodziła z ich wspólnego krążka. Eric  to postać charyzmatyczna, która dobrze wie, jak zachować się na scenie. Ubrany w koszulę i spodnie z garnituru wyglądał jak bankowiec po 50. Życzył wszystkim, żebyśmy w jego wieku wyglądali i zachowywali się podobnie. Ich poniekąd anonimowy występ był bardzo pozytywnym doświadczeniem.

Koncert Yo La Tengo okazał się być zaskakująco różnorodny. Rozpoczęli hałaśliwym “From a Motel 6″ i od razu dali do zrozumienia, że należy nastawić się na wytężony odbiór. Kto spodziewał się usłyszeć łagodniejszą wersję zespołu musiał poczekać na środek koncertu. Show rozwijał się powoli. Utwory, które usłyszeliśmy na starcie były mocne i psychodeliczne. Po “More Stars Than There Are In Heaven” zabrzmiała rozciągnięta w czasie wersja “Little Eyes”. Spokojniej zrobiło się dopiero przy pochodzącym z ostatniego albumu “Avalon or Someone Very Similar”. Nie da się ukryć, że zespół jest dumny z “Popular Songs”. Poza wspomnianymi dwoma pojawił się szereg innych, jak “Here To Fall”, który udowodnił, że przestery i ściany dźwięku to nie jedyne pole do popisu na którym dobrze się sprawdzają. Od tego utworu muzycy z większą częstotliwością zamieniali się instrumentami, przechodząc w bardziej nastrojowe utwory, gdzie główną rolę odgrywała gitara akustyczna.

Lekkiego “If It’s True” dopełnił “I’m On My Way”. I wszystko brzmiałoby idealnie, gdyby nie obecność kilku(nastu?) osób, które, nie wiedzieć czemu, przyszły na koncert, żeby wyłącznie pogadać. Było to na tyle uciążliwe, że aż dziwię się, że zespół dawał radę przejść obok tego obojętnie. Nie wiem czy to wina klubu, który przyciąga nie tylko fanów zespołu, ale i stałych bywalców, czy po prostu połowa publiki zjawiła się na koncercie przypadkowo. Bardzo dobrym pomysłem była prośba o ciszę przed koncertem Micah P. Hinsona. Rzeczywiście dało to efekty. No cóż, wstyd, że trzeba o takie proste rzeczy prosić. Zaważyło to niestety na atmosferze całości. Część właściwą koncertu zamknęła imponująca 10-minutowa wersja “I Heard You Looking”.

Po zejściu ze sceny zespół udało się jeszcze wywołać na obowiązkowe bisy. Muzycy pozwolili na “requests” od publiczności. Ktoś z pierwszego rzędu rzucił “You Can Have It All”. No i poszło. Następnie pojawił się odegrany po raz drugi “Nothing to Hide” – tym razem w akustycznej wersji. Na zakończenie muzycy stwierdzili “nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy w takim miejscu nie zagrali jakiegoś jazzowego kawałka”. Po tych słowach wykonali utwór Sun Ra “Nuclear War”. Muzycy ponownie zeszli ze sceny, jednak publika zdołała wywołać ich jeszcze raz na dodatkowe trzy numery, wśród których zabrzmiała m.in. rzadko grana na koncertach “Griselda” pochodząca z wydanego w 1990 roku albumu “Fakebook”.

Dobrze było zobaczyć ten koncert na scenie klubowej. Miejmy nadzieję, że następnym razem na koncert przyjdą osoby, którym naprawdę zależy na usłyszeniu zespołu. Oby tym razem nie kazali na siebie czekać tak długo.

Marcin Bieniek

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Zdjęcia z koncertu autorstwa Piotra Rogozińskiego:

Yo La  Tengo

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.