03.07.2010 02:44

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Yazzbot Mazut – “Mazut Mazut”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


yazzbotmazutcover.jpg Yazzbot Mazut – “Mazut Mazut”
Multikulti Project/2010

Po roszadach w składzie poznańska grupa powraca z drugim albumem. Debiut ożywił nadzieję krytyków na rozwój post jazzu, na polskim podwórku. Krążek, a raczej jego okładka, wywołał także dyskusje na temat poprawności obyczajowej. Dlaczego? Dlatego.

Zespół wyzwala również emocje u zwolenników hermetycznych gatunków. Muzycy odważnie sięgają po elementy elektroniczne, czym odstraszają admiratorów czystego jazzu. Fanów tupania zniechęcają natomiast piękne w swym jazgocie dźwięki saksofonu altowego (Lena Romul). Niewątpliwie więc z racji strony instrumentalnej Yazzbot Mazut doskonale wpisuje się w ramy konstruktu alternatywa.

I przy drugim wydawnictwie opakowanie wzbudza zainteresowanie, szczególnie entomologów. Każdy członek zespołu jest reprezentowany przez odmianę podjadka z rodziny turkuciowatych (np. Podjadek Szawara = Gryllotalpa guitarus). Nawiązanie do owadów obecne jest także w tytule jednej kompozycji (Turkuć podjadek). Pozostałe nazwy utworów mogą przyczynić się do powstania uśmiechów; czworo muzyków tłumaczy swoją grą słuchaczom jaki jest związek pomiędzy Turniejem Czterech Skoczni, a wszechobecną indukcją. Czy siódemka Romana P. ma coś wspólnego z Chicago, czy raczej z Nowym Jorkiem? Na te i inne ważne egzystencjalne pytania odpowiedź przynosi wcale nie skąpy album mieszkańców Wielkopolski.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Nie ma śpiewu jest jednak dialog. Poszczególne instrumenty wymieniają się rolami wiodącymi. Czasami ich ścieżki stykają się by zabrzmieć quasi-unisono. Atoli tylko na krótko, boć już za chwilę zaczyna się muzyczny chaos. Gitara elektryczna (Andrzej Szawara) rzadko angażuje się w solowe popisy, dominuje umiejętne podłączanie się wraz z efektami. Bas (Szczepan Kopyt) przybywa pod wieloma postaciami, angażując wiele technik (od zwyczajnego szarpania po slap) z korzyścią dla rezultatu końcowego. Pomiędzy tymi elementami okraszonymi dodatkowo saksofonowym dysonansem egzystuje jeszcze perkusja (Piotr Kowalski), która nienachalnie wkomponowuje się w szkielet poszczególnych kompozycji. Ważnym czynnikiem jest elektronika, która zalicza partykularne miejsca w kontinuum od tła do pierwszoplanowego transu.

Słyszalne są zalążki tożsamości zespołu, ich własnego, niepowtarzalnego stylu. In minus zapisać można niezbyt wyszukane bity. Można, lecz nie trzeba. Patrząc powierzchownie: irytuje ich powtarzalność. Patrząc dialektycznie: powtarzalność stanowi idealne dopełnienie improwizacji. Przerwa pomiędzy wydaniem dwóch pierwszych płyt nie była duża, tempo tworzenia słusznie może imponować. Martwi mała ilość koncertów, co w przypadku tego rodzaju muzyki stanowczo blokuje rozwój potencjału. Debiutanckim albumem powiedzieli “A”, drugim krążkiem powiedzieli “B”, czekamy więc na “C”.

Łukasz Stasiełowicz

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (18 głosów, średnio: 8,33 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.