18.12.2010 11:12

Autor: Kuba

Yann Tiersen we wrocławskiej Kultowej

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


yann-tiersen.jpg Yann Tiersen we wrocławskiej Kultowej

Francuski kompozytor zaprezentował się w zupełnie odmienionej formie, prezentując mocny rockowy materiał, który na żywo sprawdza się idealnie.

Yann Tiersen – wszystkim kojarzony przede wszystkim z dwoma tytułami – “Amelia” i “Good Bye, Lenin!”. Do obu napisał świetne, instrumentalne utwory. Oba wpłynęły na narastającą falę popularności kompozytora, który tworząc proste melodie, bogato urozmaica je przeróżnymi instrumentami tworząc niesamowity klimat. W tym roku postanowił  zaskoczyć swoich fanów. Wydał album “Dust Lane” pełen gitar i nastrojowości bliskiej zespołom pokroju Joy Division. Z tym albumem ruszył w trasę promującą po Europie. Traf chciał, że Tiersen dotarł także do mojego rodzinnego Wrocławia, co pozwoliło mi osobiście przetestować jego muzykę w wykonaniu live.

Koncert rozpoczął się od występu niemieckiego duetu Lonski & Classen. Dwóch panów zaprezentowało niezwykłą mieszankę gatunkową skacząc między ciężkim, przesterowanym, grunge’owym brzmieniem, radosnym surf-rockiem, na delikatnych i skocznych indie popowych balladkach kończąc. Dla mnie swoją rolę supportu spełnili wyjątkowo porządnie, gdyż udało im się zawiesić moje ucho na ich muzyce, zagnieździć ją wewnątrz i spowodować uśmiech na twarzy. Były jednak jednostki, którym ta muzyka przeszkadzała w rozmowie, ale cóż, widocznie przybyli tylko na koncert Tiersena.

Wraz z wybiciem godziny 21 na scenie pojawił się Yann Tiersen ze swoją muzyczną świtą i od pierwszych sekund wprowadzał nas w hipnotyczny, elektroniczno-rockowy, odmieniony klimat swojej twórczości. Muzyk w całości wykonał swój ostatni album, zdecydowanie wyróżniający się mocniejszym  brzmieniem. Pięknie wybrzmiewał psychodeliczny “Dark Stuff”, rozbawił mnie “Fuck Me”, wzruszyła “Amy”. Lecz oprócz utworów z “Dust Lane” pojawiły się także starsze rzeczy, które zostały przedstawione w mocniejszej, bardziej rockowej i surowej wersji. “Le Train” uderzył mnie swoją punkowością połączoną z piękną partią skrzypiec jazgoczących, jak porządna gitara elektryczna. “Kala” stanowiła piękne połączenie muzyki wschodniej z gitarową ścianą dźwięku. Połączenie tego z delikatnymi syntezatorami i genialnym wokalem spowodowało, że w moim przekonaniu był to jeden z najmocniejszych punktów całego koncertu.

Fani starszych “tiersenów” niestety byli troszkę zawiedzeni, gdyż muzyk rzadko sięgał po swój dawny repertuar. Wyjątkiem jest tutaj chociażby wykonanie “Sur De Fil”, które mnie osobiście powaliło na kolana. Tiersen nie szczędził smyczka, uderzał nim tak prędko i mocno, aż zerwał ogromną część włosia. Szczerze powiedziawszy, obawiałem się, że w końcu może pójść mu struna. Chociaż prawdopodobnie mimo tego, niczym mistrz Paganini doprowadziłby swoją uwerturę do końca. Świetnie został wykonany jeden z najsłynniejszy z utworów – “La Valse d’Amelie” w zdumiewająco chwytającym za serce wykonaniu. Intensywnym, krwiożerczym, ale przez to wszystko przepięknym.

Yann Tiersen pokazał, że jest jednym z ciekawszych kompozytorów współczesnych. Jego muzyka obok takich osób, jak Tom Tykwer czy Hans Zimmer wciąż żyje, na swój sposób przemienia się i modyfikuje. A koncert taki, jak we wrocławskiej Kultowej udowodnił, że ten artysta tworzy coś nad czym warto zatrzymać się przez chwilę, posłuchać, przeżyć.

Kuba Serafin

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.





Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.