13.03.2011 20:09

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Wywiad z Kristen

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Tylko u nas, Wywiady

Wykonawcy: |


kristen.jpg Wywiad z Kristen

Wydając w zeszłym roku “Western Lands” Kristen po raz kolejny potwierdziło, jak istotnym i ciekawym zespołem jest na polskiej scenie. W  poniższej rozmowie dobitnie pokazują, że muzyka grupy czerpie pełnymi garściami z wielu dziedzin życia i sztuki, poszukując wciąż nowych inspiracji i punktów zaczepienia. Wywiad przeprowadziliśmy z 2/3 Kristen, czyli z Michałem Bielą (gitara i wokal) oraz Łukaszem Rychlickim (gitara).

UwolnijMuzykę! Wszystkie utwory na nowej płycie spięliście nazwą “Western Lands”, czyli “Ziemie Zachodnie”. Jak należy to rozumieć? Chodziło wam o krainę geograficzną, czy bardziej sens metaforyczny?

Michał Biela: Chodzi o tzw. Ziemie Odzyskane, czyli całe zachodnie połacie Polski, w tym Wrocław, Szczecin… Ten region jest zupełnie inny od reszty kraju, głównie ze względu na to, że to Niemcy kształtowali ten cały obszar przez przynajmniej kilkaset lat, zwłaszcza w XIX i XX wieku. Ludzie, którzy tam mieszkają, tam przyjechali lub tam się urodzili (tak jak my), pod pewnymi względami są trochę inni, niż ludzie żyjący na ziemiach rdzennie polskich.

Łukasz Rychlicki: Całe życie mieszkałem w Szczecinie i nie da się ukryć, że jest w tym mieście coś specyficznego. W znacznej mierze polega to na tym, że (po Drugiej Wojnie Światowej ? przyp. red.) nagle wszyscy z tego miejsca się wynieśli i na ich miejsce przyszli nowi ludzie, a to spowodowało ciąg różnych konsekwencji. Panował brak pewności, czy nowi mieszkańcy pozostaną tam na stałe, nikt nie przykładał się za bardzo do dbania o zastane rzeczy, nie wiadomo było, jak dalej historia się potoczy. Zanim Polacy na stałe weszli do Szczecina, trzy razy musieli miasto opuszczać, bo ustalenia w Jałcie niezbyt precyzyjnie wskazywały, jak daleko na zachód ma sięgać polska granica. Ludzie to pamiętali, jak nie osobiście, to z opowieści rodziców. Był tutaj specyficzny klimat zagrożenia, ludzie ciągle szukali jakiegoś potwierdzenia, że to już na zawsze. Pamiętam, że kiedy zaczęto mówić o możliwości zjednoczenia Niemiec różne niepokoje się ujawniały, nawet rozmawialiśmy o tym z nauczycielami w podstawówce.

Michał Biela: Ale nie jest to koncept album w tym sensie, że tworzyliśmy płytę z pewnym założeniem. Ziemie Zachodnie, “Odzyskane” cały czas gdzieś tkwią w nas i również w naszej muzyce. Pierwszy tekst jaki powstał (“Down Underground”) traktuje bezpośrednio o Ziemiach Zachodnich i pomyślałem, że można by tak dobrać utwory i ich tytuły na tej płycie, żeby pasowały z grubsza do tego tekstu. Pomyślałem, że to będzie dobra klamra, spinająca bardzo różne pomysły muzyczne, które mam nadzieję w jakimś tam stopniu oddają tajemniczy i niejednoznaczny charakter tych “ziem”.

UwolnijMuzykę!: Dużo się obecnie dyskutuje o podziałach Polski, które pozostały po czasach zaborów. Rozumiem, że według was ten podział nie tylko przekłada się na politykę, ale także na samą kulturę.

Michał Biela: Oczywiście, że kultura w zachodniej Polsce jest trochę inna niż we wschodniej. Nie lepsza czy gorsza, ale po prostu inna. Wrocław był największym w całości ewakuowanym miastem w historii ludzkości – to było 600 tys. miasto! To, co zostało po Breslau, zostało zasiedlone przez Polaków. To jest naprawdę dziwne, jak się nad tym zastanowić.

UwolnijMuzykę!: To samo zdarzenie opisuje Norman Davis w “Mikrokosmosie”.

Michał Biela: Jest taka świetna wrocławska oficyna Via Nova, wydająca świetne książki o historii tego miasta, np. “Obce Miasto. Wrocław w 1945 i potem”. Niesamowite jest zdać sobie sprawę, jak dużym i ważnym niemieckim miastem był kiedyś Wrocław i jak tu wyglądało ostatnie kilka miesięcy wojny – bo praktycznie do początku 1945 miasto nie doświadczyło żadnych nalotów. Paromiesięczne oblężenie i bezrozumna obrona za wszelką cenę przyczyniły się do wielkich zniszczeń. Wydaje mi się, że w ludziach z Ziem Zachodnich pozostał ślad traumy ludzi wygnanych ze wschodniej Polski, zmuszonych do jechania w nieznane, często w zrujnowane, zupełnie obce im miasto, sto, dwieście i więcej kilometrów wgłąb Niemiec. To skomplikowane, ale bardzo fascynujące i mam nadzieję, że ludzie, którzy będą słuchać tej płyty, choć w małej części zaciekawią się i spróbują się czegoś na ten temat dowiedzieć.

Łukasz Rychlicki: W Szczecinie najwięcej przesiedleńców było z centralnej Polski, nie z Kresów, jak się często sądzi. I byli to ludzie niewykształceni, co dla kultury miało istotne znaczenie. Było to na tyle problematyczne, że komuniści robili dość groteskowe akcje jak desant literatów, kiedy to próbowali jakieś znane nazwiska ściągnąć do tego miasta, ale raczej nikt nie chciał tu mieszkać. Także kultura też rozwijała się tu nieco innym torem niż w reszcie kraju.

Michał Biela: Wydaje mi się, że w zachodniej Polsce jest też specyficzna mentalność – podobno jest tutaj wyższa przestępczość, ale z kolei społeczeństwo jest mniej konserwatywne i nie tak zasiedziałe. Może trudniej się w tych miastach żyje pod pewnymi względami, były one bardziej zniszczone podczas wojny – zwłaszcza Szczecin i Wrocław – i zostały one stosunkowo słabo lub źle odbudowane. Jest jednak w nich coś bardzo specyficznego, co mi się podoba.

Łukasz Rychlicki: Nie ulega wątpliwości, że jest w nich coś interesującego. Nie myślę tu o tak zwanym, modnym obecnie szukaniu tożsamości, co w praktyce często ogranicza się głównie do oglądania pocztówek niemieckich i wzdychania jak tu kiedyś było ładnie. Dla mnie obecnie najbardziej intrygujący jest ten krótki moment, kiedy tu nikogo nie było. Było pusto. Często ludzie wyobrażają sobie, jak by to było być samemu w mieście. A wtedy tak było. Jak urzędnicy polscy wsiadali do samochodu i ruszali na zachód, nie wiedzieli co ich czeka. A było pusto, nie było nikogo. Znana jest historia, jak nie miano kim obsadzić urzędu w pewnym powiecie, to obsadzono go Francuzami, którzy wracali z obozu jenieckiego i byli jedynymi napotkanymi ludźmi. Taka wędrówka ludów wymęczonych wojną, dość surrealistyczny obraz, co też fajnie widać w książce Primo Leviego Rozejm. Ludzie z bardzo odległych stron próbują wrócić do domu, jedno wielkie pomieszanie narodów. Bardzo dobry temat na film albo na piosenkę. Jest w tym coś westernowego, co dobrze uchwycił J. Hen.

UwolnijMuzykę!: Czyli w waszym przypadku jest to pewne poszukiwanie tożsamości, ale raczej podskórne, podświadome. To coś, co siedzi z tyłu głowy.

Łukasz Rychlicki: Nie wiem czy ja szukam jakiejś tożsamości, ale fakt mieszkania w takim miejscu mimowolnie wpływa na życie. Jeśli ktoś się zapyta Ciebie w Szczecinie, w jakiej kamienicy mieszkasz, to odpowiadasz, że mieszkasz w kamienicy poniemieckiej. Pamiętam taką historię, jak znajomy wszedł kiedyś do kamienicy w Berlinie i też powiedział, że jest poniemiecka – dla człowieka mieszkającego w Szczecinie to jest odruch bezwarunkowy.

kristen_foto.jpg UwolnijMuzykę!: Poruszyliśmy temat muzyki, jako sztuki powstającej w konkretnym miejscu. Często wykonawcy wyjeżdżają nagrywać album z dala od swojego miejsca zamieszkania, nie tylko, aby mieć do dyspozycji lepsze studio, ale by być w miejscu oddziałującym na tworzoną muzykę. Jednym z takich miejsc jest na przykład Berlin. Jestem ciekaw, jakby brzmiało Kristen, gdyby nagrywało w miejscu, do którego nie jest przyzwyczajone.

Michał Biela: W naszym wypadku brzmiałoby to inaczej, ponieważ wtedy inni ludzie by pomagali nam nagrywać, albo pewnie nikt. Nie siedziałby przy nas Kuba Suchar, który w OPT ma salę prób, albo nie byłoby znajomych, którzy mogliby dograć różne rzeczy, tak jak np. Marcin Ciupidro czy Gerard Lebik. Nie nagrywałby tego Michał Kupicz.

Łukasz Rychlicki: Wydaje mi się, że powstałaby inna płyta, ponieważ zawsze to, gdzie przebywasz, wpływa na ciebie.

Michał Biela: Najważniejsi są ludzie, którzy robili z nami to wszystko, a nie fakt, że siedzieliśmy na osiedlu we Wrocławiu, ponieważ to osiedle mogłoby być równie dobrze w Rzeszowie.

Łukasz Rychlicki: Ale tu nie chodzi o proces nagrywania, tylko o to, co wymyśliłeś, same piosenki.

Michał Biela: Ale zobacz, wymyślaliśmy głównie w Poznaniu.

UwolnijMuzykę!: Nagrywanie w konkretnym miejscu jest jednym z przykładów oddziaływania miejsca na muzykę. Równie dobrze mogłem zapytać was o miejsca odwiedzone podczas różnych podróży.

Michał Biela: Ja jestem przekonany, że miejsce ma olbrzymi wpływ na muzykę – ludzie, którzy żyją w kontakcie z naturą robią inną muzykę, niż ludzie, którzy żyją w wielkiej aglomeracji. Energia miejsca naprawdę na ciebie wpływa, inaczej się nastrajasz na bodźce. Inne rzeczy masz do powiedzenia, gdy mieszkasz w Warszawie, niż gdy mieszkasz gdzieś w głuszy.

Łukasz Rychliki: Inne rzeczy są wymyślane gdy mieszka się w bezpiecznym miejscu, “dobrej” dzielnicy, gdzie człowiek jest spokojny, a inne, gdy okolica jest niebezpieczna i trzeba rozglądać się na boki czy nic ci nie grozi.

Michał Biela: Gdybyśmy mieszkali w Szwajcarii, to nie wiem co by było (śmiech).

UwolnijMuzykę!: Jesteście zespołem, który tworzy demokratycznie – każdy z członków musi zaakceptować dany utwór, aby był on grany, nagrywany itd.

Michał Biela: Tak, to jest takie liberum veto.

UwolnijMuzykę!: Mieliście dużo materiału, który nie przeszedł dalej, ponieważ poszedł w stronę nie akceptowaną przez całą trójkę? Długo musieliście się wzajemnie dostrajać, aby stworzyć “Western Lands”?

Michał Biela: Materiał zaczął powstawać w 2008 roku. Przez te trzy lata powstało dużo utworów, których już nie gramy, a także wiele utworów, które nagraliśmy, lecz nie zmieściły się na płycie. Nie czujemy, że dopiero co wróciliśmy, ponieważ funkcjonujemy i koncertujemy od trzech lat; myślimy sobie tylko, że kiedyś tam, dawno temu, mieliśmy dwuroczną przerwę w koncertach, ale trudniejsza była przerwa we wspólnym komponowaniu – 4 lata.

Do dzisiaj jest tak, że każdy z nas ma bardzo różne opinie na temat tego, jak coś powinno brzmieć, więc to, jak gramy, jest mozolnie wypracowanym kompromisem. Każdy ma inną wizję, często po omacku szukamy wspólnego mianownika. Czasem nagrywamy kawałek, okazuje się, że coś nie gra i nawet nie próbujemy go ulepszać, po prostu zapominamy o nim. I w taki sposób w historii naszego zespołu odrzuciliśmy bardzo dużo numerów. Na końcu zostaje wielokrotnie filtrowany destylat.

Łukasz Rychlicki: Po latach okazuje się, że niektóre z tych odrzuconych utworów są całkiem fajne.

kristen_foto1.jpg UwolnijMuzykę!: Na “Western Lands” jest niewiele utworów z wokalem, czasem stanowi on raczej rodzaj ozdobnika, aniżeli elementu dominującego. Czy był to zamierzony efekt, czy też może stworzyliście więcej utworów z wokalem, lecz koniec końców nie znalazły się one na albumie?

Michał Biela: Zawsze układaliśmy utwory w ten sposób, że najpierw powstawały partie instrumentów, a potem wokal. A po przerwie miałem dodatkową trudność, aby coś wymyślić, ponieważ Łukasz gra teraz o wiele gęściej i głośniej, Mateusz również gra głośniej i nagle się okazało, że trudno jakoś się wcisnąć. Teraz się to zmienia – jutro będziemy nagrywać u Maćka Cieślaka cztery nowe kawałki (rozmowa miała miejsce w grudniu – przyp. red.) i w nich mój głos jest dosyć ważny. Inną rzeczą jest, że Todd Carter i Ray Harmon, którzy miksowali “Western Lands”, zdecydowali, że głos ma być schowany i posiadać duży pogłos. Na początku to było dla mnie trochę dziwne, ale przekonałem się do tego i uważam, że pasuje to do klimatu płyty.

UwolnijMuzykę!: Jak wyglądało zapraszanie kolejnych gości na album? Wiem, że część z nich była we Wrocławiu, gdzie nagrywaliście płytę, ale są także muzycy z zagranicy. Tworzyliście kawałki z myślą o kimś konkretnym, kto by mógł się na nich udzielić, czy raczej była to kwestia przypadku?

Łukasz Rychlicki: Znaczna część to przypadek, choć sporo mieliśmy w głowie, np. gdzie i jakie mają być saksofony, albo gdzie ma być wibrafon.

Michał Biela: Przypadek, ale też sugestie znajomych – na przykład Kuby Suchara – którzy słuchali utworów podczas tworzenia krążka. W przypadku grającego na wibrafonie Marcina Ciupidro odbyło się to w taki sposób, że powiedzieliśmy mu, żeby zagrał oszczędnie. On sam wybrał sposób, w jaki ma zagrać swoją partię, nie mieliśmy dokładnie wymyślonych dla niego dźwięków. Podoba nam się, gdy ktoś uczestniczy w nagrywaniu, ponieważ wtedy nie nudzimy się tak bardzo tymi utworami.

UwolnijMuzykę!: Powiedzcie jeszcze, co stanie się z utworami, które nagracie jutro. Złapaliście po stworzeniu “Western Lands” pewne tempo i będziecie teraz częściej wydawać nowy materiał?

Łukasz Rychlicki: Na pewno chcemy wydać to jak najszybciej, nie czekać.

Michał Biela: Chcielibyśmy nagrywać jak najczęściej. Dzięki temu człowiek się z tym procesem oswaja i odczuwa co raz większą swobodę. Ponieważ dotąd nagrywaliśmy co kilka lat, za każdym razem powtarzały się te same problemy, o których zapomnieliśmy, że mogą istnieć w studio. Chcemy nagrywać często również po to, by nauczyć się przenieść na płytę energię, którą generujemy w czasie koncertów.

UwolnijMuzykę!: Jesteście jednym z tych zespołów na polskiej scenie, które cały czas poszukują czegoś nowego, nie próbują zamykać się w ramach stylistycznych. Lecz w przeciwieństwie do kilku tego rodzaju zespołów, nigdy nie udało wam się przebić dalej. Skąd, po tylu latach, nadal posiadacie taką determinację?

Michał Biela: Nigdy nie zakładaliśmy, że odniesiemy “sukces”. Od samego początku, kiedy graliśmy w Szczecinie, prawie nikt się nie interesował taką muzyką i nawet nie braliśmy pod uwagę, że można by się z tego utrzymywać. W tym sensie sukces nigdy nie był brany pod uwagę, dlatego ciężko nas będzie złamać (śmiech).

UwolnijMuzykę!: Dziękuję za rozmowę.

Michał Biela: Dzięki.

Rozmawiał: Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.