05.03.2009 02:50

Autor: Krzysztof Kowalczyk

“Polska scena jest niezwykle pojemna” – wywiad z Czesławem Mozilem

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Wywiady

Wykonawcy:


czesaaw-mozil-2.jpg “Polska scena jest niezwykle pojemna” – wywiad z Czesławem Mozilem

Czesław Mozil to człowiek, dla którego rok 2008 był okresem wielu sukcesów i ogromnej popularności. Niecały rok temu, praktycznie z dnia na dzień projekt Czesław Śpiewa stał się znany w całym kraju i zaczął gościć we wszelkich możliwych mediach. Mimo zmęczenia (tego wieczoru grał już trzeci koncert w Gdańsku w ciągu ostatnich 3 dni), artysta okazał się bardzo sympatycznym i ciekawym rozmówcą.

UwolnijMuzykę: Grasz mnóstwo koncertów. Praktycznie codziennie występujesz. Musisz zawsze dawać z siebie wiele energii, ponieważ twoje koncerty w dużej mierze opierają się na ciągłym kontakcie z publicznością. Czy nie czujesz się po prostu zmęczony tym wszystkim?

Czesław Mozil: Ja jestem grajkiem i kocham grać. Cały czas uważam, żeby nie występować za dużo. Cóż, czasami nie możesz odmówić (śmiech). W tej chwili jest taki moment, że po prostu dużo gramy i to gramy w różnych miastach. Jeździmy po całym kraju. Mało kto wie, ale z Tesco Value zagraliśmy w Polsce przeszło 300 koncertów. Doskonale znam ten kraj, ale to miłe, że nadal pozostają miejsca, których jeszcze z zespołem nie odwiedziliśmy. I tam trzeba pojechać! Zależy nam (Czesław zawitał do Trójmiasta, w towarzystwie saksofonistki Karen i klawiszowca Martina), aby z projektem Czesław Śpiewa, dotrzeć do jak najszerszej publiczności. Tak na pewno nie będzie w nieskończoność. Teraz dużo osób przychodzi, żeby zobaczyć “żyrafę”, ale wakacje należą się każdemu. Tak, jestem potwornie zmęczony, ale dziś gramy o 22 i tak się cieszę, że przyjdą ludzie, którzy mają ochotę nas posłuchać. Ta motywacja jest ogromna, by dobrze się zaprezentować, by dać ludziom przyjemność. To idzie w dwie strony. Jak publika chce słuchać i my chcemy grać, to jest cudownie. I adrenalina rośnie i jedziesz na kolejny występ. Tak to się wszystko kręci.

Obecnie grasz głównie na akordeonie i na różnych dziwnych instrumentach zakupionych na e-Bayu. Skądinąd, zawsze deklarowałeś, że lubisz punk i muzykę gitarową. Czy jest szansa, że zobaczymy Cię kiedyś z gitarą w ręku?

Może nie z gitarą. Kiedyś już graliśmy w nieco innym składzie. Będzie tak pewnie z nowym materiałem, który nagram w przyszłości. W tej chwili jest fajny układ, bo Karen i Martin są moim przyjaciółmi. Jest mi łatwiej. Oboje, jak ja, grają na instrumentach akustycznych, nie używamy perkusji. Jesteśmy “kompaktowym zespołem”, który nie wymaga dużej sceny. To niewątpliwie atut. Możemy zmieścić się w wielu różnych miejscach. Dzięki temu, także małe kluby mają szansę zaprosić nas do siebie. Zobaczysz, w przyszłości będę jeździł z kwartetem czy kwintetem. Będzie nas więcej na scenie, będzie mniej koncertów, ale będą one inne.

Spytałem o gitary, ponieważ ciekawi mnie czy masz już jakiś koncept na to, jak będzie wyglądała nowa płyta.

Mam, ale może nie będę za dużo o tym mówił. Cierpliwości. To będą moje, dość popowe piosenki, takie jak gramy na koncertach “Proszę się nie bać” czy stare “Mówią mi, że twoje serce”. Chciałbym nagrać płytę pop, ale ze znakiem zapytania, bo co jest popem? Sam tego nie wiem. Mam nadzieję, że będzie w tym po prostu część mojej osobowości, tego jak ja myślę o muzyce i tworzeniu piosenek.

Zastanawiałeś się, w jakim języku będziesz ją nagrywał?

W większości po polsku. Może będzie kilka utworów po angielsku. Jak najbardziej to ma być skierowane na polski rynek i polską publiczność. Jeszcze 5 czy 6 lat temu nie myślałem, że będę śpiewał po polsku. A przyznam, że się zakochałem we własnym języku. Może posiadam ten swój dziwny akcent, może on niektórych śmieszyć, ale dla mnie polski śpiewany, jest po prostu cudowny! Zupełnie inaczej docierają do mnie teksty śpiewane w tym języku niż po angielsku.

Płytą “Debiut”, udało ci się odnieść, w bardzo krótkim czasie, ogromny sukces. Ponad 55 tys. sprzedanych egzemplarzy, to rewelacyjny wynik. Co z planami, przebić się na inne rynki Europy? Jak myślisz, czy ktoś w Anglii potrzebuje “Czesław Śpiewa”?

Nie wiem. Na pewno nie mam takiego planu w tej chwili. Jedna z najlepszych polskich płyt tego roku, “Gospel” Lao Che, bardzo mi się podoba. Dla mnie to jest polski rock’n'roll Anno Domini 2008. U nas odniósł on sukces, ale to nie znaczy, że koniecznie musi to mieć przełożenie gdzieś indziej. Tak się złożyło, że jeśli chodzi o scenę anglojęzyczną, łatwiej dociera on do ludzi, jako że  angielski jest popularnym językiem. Gdyby Lao Che śpiewało po francusku czy niemiecku, jestem pewien, że odnieśliby spektakularny sukces w krajach, gdzie się mówi w tych językach. W małym państwie jak Dania, nie ma takiej sceny jak w Niemczech czy Polsce. W Danii nie ma artystów lirycznej piosenki, jakiejś nostalgii lat 30-tych. W Danii jest hip-hop, jest rock, ale nie ma czegoś takiego, jak jest u nas. Polska scena jest niezwykle pojemna. Ja bardzo chwalę polską scenę. Doceńmy w końcu ten kraj, bo Polacy chyba zbyt mało wierzą w siebie.

Polska scena muzyczna jest według Ciebie różnorodna?

Sądzę, że jest bardzo różnorodna. Wiele rzeczy się zmienia, tak jak Polska się zmienia, to wszystko nie jest takie skostniałe, nie tylko w sensie artystycznym. Np. wiek moich odbiorców. Na koncertach “Czesław Śpiewa”, stykamy się przekrojem widowni: od emerytów po gimnazjalistki. To wszystko tętni, dzięki temu, że jest internet. Pewnie, jest jeszcze wiele “szufladkowania”, ludzie słuchają tego i tego, a co innego mieszają z błotem. Ale mi się podoba wiele rzeczy. Normalnie np. mogę słuchać hip-hopu, ale uważam, że różne rzeczy też mogą być zajebiste. Polski odbiorca, naprawdę znajduje się w korzystnej sytuacji, bo ma z czego wybierać. Są chłopaki z Pogodno, jest Marysia Peszek, jest Hey, znakomici twórcy!

Może takie pytanie na trochę inny temat, odnoszące się do Twojej przeszłości. Czy nie tęsknisz za swoim barem? (Czesław przez kilka lat prowadził bar “Kulkafeen” w centrum Kopenhagi.)

W tej chwili nie, ale chyba w przyszłości będę tęsknił. To była taka ciężka praca. Przez 3 lata harowałem, więc wspominam to jako dziki i dziwny czas. Bar miał mnie uwolnić, miałem być dzięki niemu wolny, żeby grać muzykę. A stało się dokładnie odwrotnie. Byłem bardzo uzależniony od tego lokalu i nie mogłem wygospodarować za wiele czasu dla siebie czy dla muzyki.

Jak u ciebie, ze znajomością rodzimej kultury? Oprócz muzyki oczywiście. Chodzisz do kina, czytasz polskie książki?

Tak, ale przyznam, że szukam za mało, bo nie mam czasu. W Danii całkowicie orientowałem się, co się działo w kulturze. Kocham teatr, pisałem kiedyś muzykę do sztuk teatralnych. Nie jestem intelektualistą, wielu rzeczy nie znam, wiele rzeczy odkrywam dopiero teraz. Na przykład (jeśli chodzi o kino), nie byłem jeszcze na “33 sceny z życia” albo na “Małej Moskwie”, ale bardzo chcę je zobaczyć. Znam podstawy, znam “Dług”, widziałem “Plac Zbawiciela”. Czasami chcąc lub nie chcąc, szukało się tej polskiej kultury.

Kiedyś, podczas audycji w radiowej Trójce, prezentowałeś swych ulubionych wykonawców. Dla wielu ludzi było to szokiem. Niewiele artystów w Polsce by się tak odważyło, grając w jednym gatunku, puszczać coś zupełnie innego. Na przykład Nine Inch Nails. Wiele osób się od tego odcina. Dla nich jest to jakaś nisza. Ty i NIN to coś, na pierwszy rzut oka, nieprzystającego.

Ale ta muzyka jest tak melodyjna! Trent Reznor ma tylu fanów wśród wielkich gwiazd, to świetny artysta. Tu nie chodzi, że to jest ostre i jest w tym ciężka gitara. Ja słucham jego muzyki dlatego, że komponuje doskonałe piosenki. A oto głównie w tym wszystkim chodzi, prawda?

Rozmawiali: Krzysztof Kowalczyk i Radosław Orzeł

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.