16.03.2010 23:20

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Wywiad z Bartłomiejem Wołyńcem

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


bartwoayniec.jpg Bartłomiej Wołyniec wydał parę miesięcy temu zaskakująco dojrzały debiutancki album pt. “Wirmentacha“. Pewnego zimowego wieczora, podczas jednej z odsłon gdańskiej imprezy “This Is Not Another Typical Party”, miał on zaprezentować ten materiał w wersji koncertowej. Niestety, po zagraniu kilku utworów Bartek był zmuszony zejść ze sceny z powodu usterki technicznej jego gitary. Mimo pesymistycznej atmosfery, muzyk udzielił nam wywiadu, w którym wyczerpująco opowiedział o sobie i swojej twórczości.

Uwolnij Muzykę!: Epka “Hypochondriac Queen” reprezentowała szeroko pojęty sing/songwriting wraz z elementami, które w pewnym stopniu odchodziły od stereotypowego spojrzenia na ten gatunek. Kiedy słuchałem płyty “Wirmentacha” zauważyłem wielką zmianę – mnóstwo eksperymentów, w wielu momentach warstwa instrumentalna jest ważniejsza od wokalu. Skąd ten zwrot?

Bartłomiej Wołyniec: Już kawałek “Pulse” z epki był w jakimś stopniu instrumentalny. Lecz kiedy nagrywałem epkę warstwa instrumentalna mnie nie obchodziła. Były pomysły na piosenki, ale poszczególne partie gitar itd. były doimprowizowane. W wypadku albumu po prostu zacząłem pisać piosenki w całości i w naturalny sposób to wyszło. Materiał na epkę był wymyślany na poczekaniu.

Uwolnij Muzykę!: Czy to jest forma, która najbardziej Tobie odpowiada? Komponowanie utworów w całości, przemyślanych od początku do końca?

Bartłomiej Wołyniec: W chwili, gdy miksowałem materiał, już nie lubiłem tej płyty. Po prostu mi się przejadła. Wiesz jak to jest, nawet słuchając Coltrane’a wiele razy, w końcu się nim znudzisz. Teraz chciałbym tworzyć coś, co bym nazwał psychodelicznym soulem – tak opisuję piosenkę “Jupicale”. Obecnie słucham dużo Gnarlsa Barkleya, głównie czarnej muzyki i takim tropem teraz chciałbym pójść. Nie ma czegoś takiego, jak moja forma – są emocje, które towarzyszą tej muzyce. Chciałbym, żeby moje następne rzeczy były inne.

Uwolnij Muzykę!: Zamierzasz pójść w stronę jeszcze większych eksperymentów? Mam na myśli piosenkę “It Is Representing the Force of the Millions Birds Eaten by the Cats”. Wszystkie inne kawałki na “Wirmentacha” można w jakiś sposób odnieść do epki, a tutaj mamy do czynienia z 8-minutowym transem.

Bartłomiej Wołyniec: W tym utworze nie ma elektroniki i przyznam, że stworzyłem go poniekąd przez przypadek, bawiąc się efektami gitarowymi. Akurat wtedy miałem możliwość siedzenia przez tydzień w studiu Radia Koszalin, gdzie do mojej dyspozycji były piękne fortepiany. Puściłem sobie to sprzężenie i zacząłem grać na fortepianie. Udało mi się to nagrać za drugim podejściem, całkowicie na żywo, bez poprawek. Starałem się żeby ten utwór był, jak powiedziałeś, transowy.

Uwolnij Muzykę!: Teraz chyba zmieni się Twoje podejście do koncertów, prawda? Pamiętam Twój koncert sprzed niecałego roku w gdańskim Żaku: wtedy to był Bartłomiej Wołyniec, singer/songwriter grający na gitarze akustycznej i prezentujący swoją muzykę za pomocą charakterystycznego wokalu. Teraz doszło wiele nowych elementów, jak choćby przesterowany bas czy keyboardy.

Bartłomiej Wołyniec: Zawsze, gdy ktoś mnie pytał na czym gram, odpowiadałem, że gram na basie, bo to instrument który opanowałem najlepiej, choć samego basu czasem nawet nie miałem w domu. To jest właśnie to, co chciałbym na scenie robić: grać na basie i śpiewać. Potrzebny jest mi zespół, czyli dobra sekcja rytmiczna i gitarzysta. Chciałbym, aby zabrzmiało to soulowo i jazzowo – od kilku lat jestem pod wielkim wrażeniem wczesnego The Police. Psychodeliczna energia sama pewnie przyjdzie. Szukam ludzi, którzy weszliby do składu. Przyznam, że bardzo się tym martwię, ponieważ chciałbym znaleźć kogoś, z kim będę się rozumieć. Jeśli kogoś nie rozumiem, to muszę na niego krzyczeć, a ja nie lubię krzyczeć (śmiech).

Uwolnij Muzykę!: Masz tendencję do używania długich i trudnych wyrazów. Czy możesz powiedzieć jaka jest etymologia słowa “Wirmentacha”, czyli nazwy Twojego debiutanckiego albumu?

Bartłomiej Wołyniec: Przyznam się, Google mi pomogło. Jeśli czegoś nie ma w Google to nie istnieje, prawda? “Wirmentachy” nie było. Na początku płytę miałem zatytułować “Zotonus Sky Parlour”, ale musiałbym dorabiać do tego filozofię, a to było głupie. “Wirmentacha” jest zlepkiem głosek, które świetnie brzmią i oddają coś, co ta płyta przekazuje.

Uwolnij Muzykę!: Wymyśliłeś ten wyraz na samym początku, było to pewnego rodzaju hasło, które przyświecało powstawaniu płyty, czy powstał on później?

Bartłomiej Wołyniec: Słowo “Wirmentacha” powstał w czasie miksów. Na początku była część “Wir-”, potem przy małej pomocy Google wykombinowałem resztę. Tak samo było z tytułem piosenki “Jupicale”, to dość śmieszna historia. Pomysł ten powstał, kiedy nagrałem demo – jest to zlepek wyrazów “jupi”, czyli hurra, i “cale”, czyli skończone. Jupicale – jupi, mam już całą piosenkę nagraną (śmiech).

Uwolnij Muzykę!: Wszystkie instrumenty, które słychać na płycie nagrałeś sam?

Bartłomiej Wołyniec: Wszystkie oprócz saksofonu, który pomogła mi nagrać Iza Nieszporek.

Uwolnij Muzykę!: Przyświecała temu określona filozofia, jesteś zwolennikiem DIY?

Bartłomiej Wołyniec: Nie, jeśli ktoś zagra partie jakiegoś instrumentu lepiej ode mnie, z większym feelingiem, to wolę, żeby to właśnie ta osoba to nagrał. Nie znalazłem nikogo ani w Szczecinku, ani w Koszalinie, kto poczułby tę muzykę. “I Wanna Be”, pierwszy kawałek na płycie, jest zagrany nierówno i zrobiłem to specjalnie. Mój kolega, który jest pianistą jazzowym i miał mi pomóc w nagrywaniu, grał to zbyt idealnie. Innym trudno czasem takie rzeczy zrozumieć. Jeśli umiesz zrobić coś samemu, to czemu masz to oddawać innym ludziom (śmiech).

Uwolnij Muzykę!: Odwoływałeś się w czasie nagrywania do jakichś konkretnych inspiracji? Przyznam, że mi “Wirmentacha” nasuwa skojarzenia z solową twórczością Johna Frusciante. Ten sam gęsty, psychodeliczny klimat.

Bartłomiej Wołyniec: Frusciante słucham od wielu lat, porusza mnie w jego muzyce wszystko, melancholia, gniew i psychodelia. Sięgnąłem po gitarę, ponieważ on grał na gitarze. Jest także Pink Floyd, których twórczość  według mnie jest efemeryczna i nieskończenie piękna. Jest Emily Haines, Joanna Newsome, The Do … Wiesz kiedy zacząłem słuchać Radiohead? W lutym zeszłego roku. Jest dużo muzyki, która na mnie wpłynęła, której słuchałem też w dzieciństwie.

Uwolnij Muzykę!: To co, teraz tylko wyruszyć w trasę i promować album.

Bartłomiej Wołyniec: Bardzo denerwuję się przed koncertami. Przed występem, jestem niby zły, niby wyluzowany, ale zawsze mam tremę. Chciałbym zebrać zespół, aby móc zagrać materiał z płyty na żywo, bez upraszczania aranżacji. Szukam perkusisty i gitarzysty: perkusisty, który myśli i nie jest metalowcem i gitarzysty, który nie lubi grać na gitarze (śmiech).

Uwolnij Muzykę!: Dzięki za wywiad.

Bartłomiej Wołyniec: Dziękuję.

Rozmawiał Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.