23.12.2008 23:33

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Wolne Miasto Gdańsk

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | |


s21.jpg Wolne Miasto Gdańsk

W mieście sławnym z bursztynu po 4 latach ponownie rusza dwudniowy festiwal Wolne Miasto Gdańsk. Festiwal dość ambitny, bowiem w zamiarach twórców łączyć ma on ciekawą, polską muzykę z poezją. Ponieważ dzień pierwszy był dniem najbardziej charakterystycznym dla tej imprezy, to właśnie jego opis znajdziecie poniżej.

Cel tego wydarzenia wydawał się bardzo szlachetny. Jeśli miłośników ambitnej muzyki jest w naszym kraju wciąż dość niewielu, to miłośnicy poezji są jak garstka rebeliantów walczących o wolność. Sprytnym zagraniem ze strony organizatorów było wplecenie slamu poetyckiego pomiędzy występy muzyczne. W taki sposób uniknięto sytuacji, kiedy to część publiczności przychodzi tylko na tę część imprezy, która ich najbardziej interesuje – i przypuszczam, że z reguły nie byłby to slam.

Alternatywny był nie tylko sam program festiwalu, ale i jego miejsce. Modelarnia na terenie Stoczni Gdańskiej to miejsce raczej offowe, można by rzec. Dla uzmysłowienia czytelnikom spoza Trójmiasta wielkości terenu stoczni, wyjaśnię, że zajmuje on 150 ha. Sama Modelarnia znajduje się w jednym z jej oddziałów, ale nie zmienia to faktu, że dotarcie do miejsca przeznaczenia było dużym wyczynem dla osób udających się tam pierwszy raz. Sprawie wcale nie pomagał fakt, że aby się tam dostać, należało przebić się przez iście postapokaliptyczne scenerie. Za to atmosfera była naprawdę pierwszorzędna i to ona liczyła się najbardziej.

A o to jak prezentowali się występujący tego wieczoru artyści:

Parosovl - przyznam, że słyszałem ich po raz pierwszy i niestety nie wróżę im zbyt dużego sukcesu. Gdańskie trio tworzące alternatywny rock okazało się grać bez żadnego polotu i pomysłu. Do tego denerwująca maniera wokalna lidera zespołu powodowała, że teksty przez niego śpiewane były kompletnie niezrozumiałe.

s19.jpg Po koncercie Parosovl miał miejsce slam poetycki, którego uczestnicy musieli być obowiązkowo przebrani. Dla niezorientowanych napiszę, że slam to rodzaj konkursu poetyckiego, w którym w wyniku kolejnych rund wyłaniani są finaliści (oceniani przez jury albo publiczność). Poziom slamu był delikatnie mówiąc niski. Na szczęści zaangażowanie publiczności w wybieraniu zwycięzców kolejnych rund trochę uratowało wizerunek tej części festiwalu. Atrakcyjność podniosły także przebrania uczestników, jak np. kreacja a’la Jezus lub panna młoda z rogami jelenia przymocowanymi do biustu. Nie popisało się jury, które zamiast kwitować kolejne występy inteligentnymi i ciętymi uwagami, dawało nudne wywody. Sami poeci próbowali opierać się głównie na pseudoskandalizującej twórczości, jakby jeszcze na kimś robiło wrażenie słowo “pieprzyć”. Konkurs zasłużenie wygrał Michał Ratajczak, ukrywający się pod pseudonimem Adam Mickiewicz. Ale wróćmy do tego, co interesuje nas najbardziej.

Ballady i Romanse – siostry Wrońskie nie zawiodły. Ich muzyka stworzyła w Modelarni osobliwą, trochę rozlazłą atmosferę, która zdołała zmniejszyć niesmak, jaki został po slamie. Piosenki, swobodne opowieści o codzienności człowieka dzisiejszych czasów wypadły bardzo przekonująco, udowodniając, że materiał z płyty na żywo brzmi równie dobrze.

19 wiosen – z całym szacunkiem, to nie była moja bajka. Lubię hałaśliwy, ciężki punk, ale brakowało mi czegoś więcej poza chropowatością, jaki niosą ich kompozycje. Szukałem jakiegoś intrygującego pierwiastka, czegoś poza manifestem i krzykiem, wyrażającym okrucieństwo tego świata itd. Jak kto lubi, do mnie to kompletnie nie przemawia.

Muariolanza - najmilsza niespodzianka wieczoru. Członkowie Muriolanza zaprezentowali chwytliwy i do tego nietuzinkowy jazz, który miło rozbujał publiczność. Lekko transowe brzmienie i pomysłowe wizualizacje spowodowały, że to był jeden z jaśniejszych punktów pierwszego dnia Wolnego Miasta Gdańsk.

s46.jpg Bajzel - ach ta technika! “Patrzcie do czego to doszło!” – mogą narzekać malkontenci.  – “W dzisiejszych czasach jakieś tam urządzenia mogą zastępować żywych muzyków.” Ano mogą, a efekt tego jest co najmniej niecodzienny. Bo muzyka tego artysty to właśnie taka trochę zabawa dźwiękami. Specyficzne teksty i taneczno-elektroniczna twórczość Bajzla dobrze zwieńczyła ten pełen nowych doświadczeń kulturalnych dzień.

Była to pierwsza odsłona festiwalu po tak długiej przerwie, więc na pewne niedociągnięcia organizacyjne póki co można przymknąć oko. Mam nadzieję, że w przyszłym roku te niewątpliwie ciekawe wydarzenie zyska bardziej zwartą formę. Dobrze by było postarać się o większa ilość atrakcji, tak, aby także pomiędzy kolejnymi występami działo się coś ciekawego. A że ambicje organizatorów są dość spore, nie pozostaje nic innego jak trzymać kciuki za kolejne edycje.

Krzysztof Kowalczyk

Zdjęcia z festiwalu autorstwa Dominiki Wężowskiej:

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.