22.05.2009 08:44

Autor: przemek

Wojtek Grabek – wywiad

Kategorie: Czytelnia, Wywiady, festiwale

Wykonawcy:


wojtek-grabek.jpg Wywiad z Wojtkiem Grabkiem po jego koncercie w Dobrej Karmie w Warszawie.

Rozmawiają: Monika Przybecka i Tomasz Wojtach z Radia Aktywnego (www.radioaktywne.pl).

Monika Przybecka: To może zaczniemy od bardziej ogólnych pytań? Ostatnio zrobiło się o tobie bardzo głośno, widać na mieście twoje plakaty, promujesz swoją płytę, grasz koncerty. Tymczasem nic nie słyszeliśmy o twoich poprzednich projektach. Czy mógłbyś nam coś powiedzieć o swojej karierze muzycznej?

Wojtek Grabek: Moja kariera muzyczna jest pozornie prosta. Uczyłem się w szkole muzycznej osiem lat, ale nie wytrzymałem tego reżimu, bo miałem reżim w szkole i w domu – moja mama jest skrzypaczką. Potem odłożyłem skrzypce na ładnych parę lat, byłem zbyt rozczłonkowany na różne bodźce muzyczne, nie mogłem się skupić na jakiejś wirtuozerii, tylko chciałem słuchać wszystkiego, interesowało mnie absolutnie wszystko co dotyczyło muzyki. Zaowocowało to tym, że czerpałem inspirację z różnych źródeł i tak po prostu powstał Grabek. I jeżeli chodzi o moją muzykę, to jest pierwszy projekt tego typu, więc tym bardziej cieszy mnie fakt, że zaczyna być o mnie głośno… Widzę również, że skutkuje współpraca z panią Anią (pani Ania to jest na razie mój mały sekret, ale pozdrawiam ją serdecznie).

MP: Mówisz, że odłożyłeś skrzypce, to znaczy, że grałeś jeszcze na jakichś innych instrumentach?

WG: Troszkę na fortepianie, ale raczej dla zabawy. Interesowałem się też elektronicznymi sprzętami, budowałem swój warsztat, bo jak widzieliście, nie gram tylko na skrzypcach, ale też na sekwencerze, looperze, efektorze, który też nie jest taki super prosty. Nie powiem jego nazwy, żeby nie było reklamy, ale ma taki dotykowy pad.

MP: A skąd pomysł akurat na skrzypce? Dlatego, że mama jest skrzypaczką czy był jakiś inny powód?

WG: Najpierw na pewno. Ale ja generalnie uwielbiam skrzypce, wydaje mi się, że to najfajniejszy instrument. Oprócz paru innych. [śmiech - przyp. red.] Skrzypce mają piękny dźwięk, a skrzypce klasyczne to jest w ogóle inna bajka. Nie da się ich porównać do skrzypiec, których ja używam, do tej “transgenicznej kuszy”, jak to powiedziała moja koleżanka. A używam tych skrzypiec tylko dlatego, że nakładam na nie multum efektów, co jest niemożliwe przy skrzypcach klasycznych.

MP: A nie marzyłeś na przykład, żeby grać na gitarze? To takie typowe marzenie każdego nastolatka.

WG: Nie. Nigdy mi to nie przyszło do głowy, powiem szczerze. Bo wiecie jak to jest ze skrzypkami, my gardzimy takimi instrumentalistami jak gitarzyści, bo oni mają progi. I to jest takie łatwe, bo wystarczy palec wsadzić między jeden a drugi próg i już mamy dźwięk, a w skrzypcach trzeba. Wytnijcie to, to jest żart. [śmiech - przyp. red.] Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że w wieku 14 lat, chodząc ze skrzypcami, wyglądałem jak nie powiem co i nie wzbudzałem jakiegoś wielkiego entuzjazmu ani wśród płci pięknej ani wśród moich kumpli, zresztą, pamiętam to doskonale, to był jeden z powodów, dla których przerwałem granie: nie mogłem sobie poradzić z presją środowiska w młodym wieku. Ale proszę, wszystko się przydaje, jak widać.

MP: Teraz może mój taki osobisty komentarz do twojej muzyki. Jeszcze jak jej słuchałam przed koncertem, skojarzyła mi się z jakimś soundtrackiem do filmu albo z muzyką do gry komputerowej. Czy myślałeś kiedyś, żeby się zaangażować w taki projekt albo może już coś takiego robiłeś kiedyś?

WG: Faktycznie, słyszę takie opinie z różnych stron, najpierw od mojej żony ukochanej, której na początku nie wierzyłem, gdy mówiła, że robię muzykę filmową. Stąd wizualizacje. Szkoda, że w ogóle nie ma z nami w tej chwili Kasi, czyli Panipavlosky, ona robiła dziś dla mnie wizualizacje. Od stycznia na stałe współpracujemy. I myślę usilnie o tym, żeby coś zrobić w kierunku filmu. Nie jest to proste, ale jest to, jak wszystko, do zrobienia.

MP: Tak a propos Panipavlosky, która jest autorką tych wizualizacji. Jak właściwie wygląda wasza współpraca? Masz jakiś wpływ na to, co jest pokazywane podczas koncertów czy zostawiasz jej po prostu wolną rękę?

WG: Z Kasią jest tak, że my dzwonimy do siebie, rozmawiamy, ja jej sugeruję, żeby ściągnęła sobie (legalnie, oczywiście) kilka wytypowanych przeze mnie filmów, obejrzała je, pocięła. Kasia mówi wtedy: dobrze, a potem i tak robi swoje, bo ona jest po prostu fenomenalna w improwizacji, wszystko co widzieliście, to naprawdę było robione jej własnymi rękami. Przed ostatnim koncertem w Katowicach faktycznie siedzieliśmy parę godzin i wybieraliśmy różne klipy, które mi się podobały, “Pies andaluzyjski” i tego typu psychodeliczne rzeczy, a Kasia to wykorzystała. Natomiast ona lubi swobodę i przede wszystkim czuje moją muzykę, zresztą, jest taką osobą, która nie współpracowałaby ze mną, gdyby nie czuła tego, co robię, więc staram się nie ingerować w to, co robi Kasia.

Tomasz Wojtach: Czy nie uważasz, że ten świat w wizualizacjach jest pokazany z takiej matrylinearnej perspektywy?

WG: [konsternacja - przyp. red.] Może, może? Ale mi to nie przeszkadza, ja mam strasznie dużo kobiety w sobie. [śmiech - przyp. red.]

MP: Czyli na kolejnych koncertach promujących twoją płytę będziecie razem współpracować, tak?

WG: Tak, na pewno, jeśli tylko terminami się dogramy, bo mieszkamy w zupełnie innych miastach, ja w Poznaniu, a Kasia w Szczecinie. Na razie nam się to udaje, jest to o tyle proste, że jest nas tylko dwoje, nie jesteśmy wielkim bandem. Więc jeśli tylko zgramy się czasowo, to będziemy nadal to robić, bo oboje tego chcemy i widzimy, że są pozytywne efekty.

MP: Ok, to porozmawiajmy może o formie promocji muzyki, jaką wybrałeś. Bardzo nam to zaimponowało, że rozdajesz swoje płyty praktycznie za darmo, tzn. że w cenie każdego biletu na koncert dostaje się płytę. Ale również nas to zdziwiło, bo jednocześnie te utwory można pobrać za darmo z Internetu, za pośrednictwem portalu last.fm. Czy te dwie formy promocji jakoś sobie nie przeczą, nie szkodzą?

WG: Ja jeszcze jestem z tego pokolenia, które uwielbia mieć muzę na krążku, ściągać z półeczki, wsadzić do odtwarzacza i mieć lepszą jakość niż to 192 kbps. Natomiast wiem, że młodsi ode mnie nie czują tego i pewnie dla nich to jest bez sensu, że tutaj jest to za darmo, a tu w cenie biletu. Ale ja uważam, że to jest fajne.

MP: No tak, dla ludzi to jest czasem wielki problem, żeby zapłacić 5 lub 10 zł za koncert, a płyta rzeczywiście może ich zachęcić. A jakie są twoje dalsze plany? Chcesz nagrywać dalej płyty czy promować się przez Internet?

WG: Planuję inwazję na Polskę w ogóle. Mam panią Anię?

MP: Kim jest tajemnicza pani Ania?

WG: Tajemnicza pani Ania jest specjalistką ds. czarów. Efekt piorunujący. A teraz odpowiadając stricte na twoje pytanie. Chcę koncertować do połowy lipca, robię sobie potem przerwę na wakacje, a od października myślę nad jesienną trasą. Wracam na pewno do Warszawy w czerwcu. Promocja w Internecie jak najbardziej, ale nie ograniczam się wyłącznie tego medium.

MP: A myślałeś też może, żeby dotrzeć do słuchaczy za granicą?

WG: Tak, tylko teraz jest zły czas. Za późno, żeby jeszcze coś planować na ten rok. Ja chciałem zrobić inwazję na Skandynawię, bo Dania jest moją drugą ojczyzną, spędziłem tam trochę życia, ale myślę, że to przyszłościowa sprawa. Nie mam wielkiego parcia, żeby koniecznie pojechać z koncertami za granicę. Wolę zacząć od naszego podwórka. Nie uważam, żeby rynek muzyczny polski był inny niż zagraniczny. Wszędzie jest tak jak tu. Nikt z ulicy nikogo nie przyjmie na scenę i nie zrobi mu koncertu. Trzeba umieć się sprzedać, nie mówię tego w negatywnym znaczeniu, ale trzeba po prostu wyjść do ludzi.

MP: To może jeszcze kilka słów o twojej muzyce. Jak opowiadaliśmy o niej na antenie, to było nam bardzo ciężko ją zdefiniować. Czy ty sam siebie jakoś klasyfikujesz, myślisz, że należysz do jakiegoś konkretnego gatunku muzycznego?

WG: Nie. Słyszałem, że gram trip-hop. Czy to jest trip-hop, nie mam pojęcia. Ambient? Może. W ogóle to jest dziwne, ale ja właściwie nie słucham muzyki elektronicznej, może oprócz Massive Attack, Thoma Yorke’a i Björk. Teraz zacząłem się dopiero interesować polską muzyką elektroniczną, której przedstawicieli mamy wręcz rewelacyjnych, nierzadko lepszych niż za granicą. Natomiast moja muzyka – ja gram po prostu to, co mnie rusza. Gdybyście spojrzeli na moją półkę z płytami, to myślę, że byłoby wielkie zaskoczenie, ja mam np. płyty Behemotha, Deep Purple, Led Zeppelin, Black Sabbath, Death, Opeth, ale też Björk, Tori Amos, Henryka Mikołaja Góreckiego. Ja po prostu słucham wszystkiego, po czym mam ciarki na plecach. I tyle. Dla mnie podziały to tylko marketingowa sprawa, natomiast to, co ja gram, to nieważne. To jest muzyka z duszą.

TW: Czy na półce masz też płyty Stworów?

WG: Nie.

TW: Wszystkie płyty, które wymieniłeś, muzycy Stworów mają na swoich półkach.

WG: No proszę. [śmiech - przyp. red.]

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.