15.03.2011 20:41

Autor: Katarzyna Borowiec

White Lies – “Ritual”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


white-lies-ritual.jpg White Lies – “Ritual”
Fiction/2011

Zabawa w coldwave.

Harry McVeigh ma ładny, głęboki głos, grać wszyscy trzej panowie potrafią, pomysłów nie mają złych. Jako główną inspirację wymieniają Talking Heads. Co jest z nimi nie tak? Ponieważ coś jest niewątpliwie. “Unfinished Business” był całkiem interesującym wstępem, ale debiutancka płyta zawierała niewiele ponad ten kawałek. Również na “Ritual” tak naprawdę można usłyszeć jedną, góra dwie niezłe piosenki.

Brytyjscy młodzieńcy są nadal ponurzy i nieczuli, poruszając się konsekwentnie w stylistyce zimnej fali. Katedralne klawisze, ciężkie basy, mroczne gitary i rytmiczna perkusja nie do końca jednak dają oczekiwany efekt obcości i chłodu. Ciężko na tej płycie o utwór nie zawierający słowa love, a smutek nie sięga zbyt głęboko, łagodzony chwytliwymi refrenami. W aranżacjach ścieżek słychać doświadczenia z supportowania takich koncertowych monumentalistów jak Coldplay czy Muse. To muzyka potrzebująca przestrzeni, chłopcy pewnie już nie mogą doczekać się chwili, kiedy będą grać ją na wielkich arenach. A publiczność będzie śpiewać i tańczyć.

Melodie na “Ritual” są na tyle wpadające w ucho, że każda piosenka mogłaby być singlem. Przy czym chyba mało kto zorientowałby się, który akurat słyszy. Podobnie jak debiut, druga płyta White Lies jest rozczarowująco nudna. Nie są to złe piosenki, są po prostu radiowe – nie angażują słuchacza, pobrzmiewają sobie sympatycznie, idealnie wtopione w tło; ani się człowiek obejrzy, a już pierwszy kawałek zamienia się w ostatni.

Zdecydowanie lepiej posłuchać źródeł, z których panowie obficie czerpią (choć zarzekają się, że nie jest to Joy Division). Osobiście do tej kolekcji zespołów z lat 80. dodałabym Venus in Furs, których słychać zwłaszcza w “Turn the Bells”, według White Lies “najdziwniejszym” kawałku na płycie. Rzeczywiście, mocna perkusja wyróżnia go odrobinę od pozostałych, ale to trochę za mało na bycie nietypowym, biorąc pod uwagę popowość tych utworów. Przejście w “Come Down” prawie nadawałoby się dla boysbandu (jeśli je wesprzeć odpowiednim układem tanecznym).

Słuchanie tych rytuałów jest bezbolesne, a nawet może być przyjemne, ale zupełnie niesatysfakcjonujące. Czegoś tutaj strasznie brakuje, i nie chodzi o dekadencką pustkę post-punkowego emploi. Raczej o to, że White Lies chcą “być jak Kings of Leon”, zamiast po prostu tworzyć muzykę.

Katarzyna Borowiec

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (13 głosów, średnio: 5,92 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.