03.05.2010 13:36

Autor: Kamila

We Call It a Sound – “Animated”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


We Call It a Sound – “Animated”
Ampersand Records/2010

we-call-ot-a-sound-animated.jpg Łączenie gatunków w klimacie nowych muzycznych trendów, bogate instrumentarium osadzone w gęstej elektronice… Tak może brzmieć opis co drugiej płyty ukazującej się dziś na rynku fonograficznym. Muzyka z debiutanckiej płyty istniejącego zaledwie 3 lata zespołu We Call It a Sound – “Animated” niby zgadza się z tym opisem, a jednak ma w sobie coś, co wyróżnia ją z szeregu zespołów stających w szranki o uwagę wymagającego słuchacza.

W utworach, które zagościły na płycie “Animated” słychać ambitne podejście do tworzenia muzyki. Na szczęście dla słuchaczy, nie zabrakło tu melodii, które choć nie są przebojowe, to jednak zaprzątają umysł tego, kto sięgnął po krążek na dużo dłużej niż 40 minut jego trwania. Płytę otwiera “Random Ambient”. Bazę tego utworu, tak jak pozostałych dziewięciu, stanowi elektronika. Utwór rozpoczyna się dosyć spokojnie, ale tę senną atmosferę burzą: gitara i mocne, przypominające okrzyki  i nasuwające skojarzenia z Animal Collective wokale Karola i Filipa. Dokładnie w połowie utwór przyspiesza, a karuzela, którą czwórka przyjaciół kieruje rozpędza się, choć, czego czasem trochę szkoda, nie osiąga zawrotnych prędkości. Taka właśnie zgodnie z zamysłem grupy miała być ich muzyka – stonowana. Dlatego, wbrew temu co można usłyszeć na początku płyty, wokale są zwykle delikatne, wpisujące się w łagodny klimat kompozycji.

Ważnym elementem muzyki We Call It a Sound są bogate aranżacje. Dźwięki syntezatora, beaty i loopy stanowią zwykle tło dla gitar czy trąbki i puzonu, które pojawiają się najczęściej jako motyw rozpoczynający lub zamykający kompozycję. Tak jest na przykład, w jednym z ciekawszych na płycie, utworze “Coffee Break”. Dźwięki harmonijki ustnej i dzwonków chromatycznych, a zwłaszcza pojawiającego się w “To Fly a Kite”, nadającego ciepłego tonu instrumentu rodem z Afryki – kalimba, sprawiają, że płyty “Animated” słucha się bardzo przyjemnie. Czasami ta przyjemność przeradza się w prawdziwą fascynację, a to głównie za sprawą tego, co We Call It a Sound przygotowali na zakończenie albumu. We wspomnianym już “To Fly a Kite” orkiestrowa wręcz aranżacja nadaje tej i tak ładnej melodii niezwykłej siły. Ostatnią i chyba najlepszą kompozycją jest pełne mroku i tajemniczości “Hospital Pub Note”.

Oczywiście zdarzają się na “Animated” słabsze momenty. Według mnie wynikają one jednak nie z braku pomysłów, ale z ich nadmiaru, który kłębił się w głowach czwórki przyjaciół podczas nagrywania ich pierwszej płyty. To eksperymentalne podejście przyćmiło gdzieniegdzie wzgląd na dobro słuchacza, któremu muzyka ma się po prostu podobać. Mnogość pomysłów oraz brzmienia, które znalazły się na “Animated” wróżą jednak We Call It a Sound, co najważniejsze, całkiem udaną muzyczną przyszłość.

Kamila Madajczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (17 głosów, średnio: 7,41 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.