27.11.2016 08:30

Autor: Kuba

Warpaint – “Heads Up”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Warpaint – “Heads Up”
2016/Rough Trade

Amerykański kwartet balansuje na krawędzi sennego rocka i tanecznych melodii. Z raczej pozytywnym skutkiem.

Jak piorun rzekomo nie trafia w to samo miejsce dwa razy, tak w muzyce rozrywkowej dobrze, gdy nie ma sytuacji, kiedy artysta robi coś dokładnie pod nasze oczekiwania. Muzyka ma zaskakiwać, zastanawiać, zmuszać do myślenia. Choć zespół Warpaint starał się trzymać tej zasady od czasów swoich pierwszych wydawnictw, zwykł chować w swoich melodiach smutek i gorzki żal, koniecznie zawoalowany w szereg rozmytych pasaży, basowych plumknięć i okazyjnych bitów, co stało się niejako ich znakiem rozpoznawczym. Wydawać by się mogło, że dziewczęta trafiły na złoty środek na wydanym dwa lata temu “Warpaint” i myślę, że spokojnie mogłyby zrobić kolejny album z hitami pokroju “Disco//Very” czy “Love Is to Die” eksplorując dreampopową wrażliwość, która z pewnością spodobałaby się niedzielnym fanom indie rocka – gatunku, którego sama nazwa sprawia, że włos jeży się na głowie. Okazuje się, że był to tylko punkt wyjścia do dalszych eksperymentów i empirycznego sprawdzenia, na ile słuchacz przyjmie wszystko bez większych skarg.

I tu wchodzi “Heads Up” – z jednej strony kontynuacja sprawdzonych trików i patentów w arsenale kwartetu, z drugiej pójście o krok dalej w kwestii podejścia do muzyki i rozłożenia swojej upopowionej kanonady chorusów i delay’ów nowościami. Swego czasu dziewczyny wyjawiły swoje inspiracje kryjące się za trzecim longplayem – Kendrick Lamar, Q-Tip czy Erykah Badu. Szczególnie echo tej ostatniej odcisnęło największe piętno na kształt “Heads Up”. Zabawa taneczną elektroniką, r’n'b, soulem czy hip-hopem w połączeniu ze smutnym brzmieniem instrumentów kwartetu powoduje, że zespół wkracza na zupełnie nowe terytorium.

Co ciekawe, najważniejszym aspektem tej płyty stało się coś zupełnie innego niż gitarowe pasaże. Tutaj album pisze groove. Stella Mozgawa podeszła do tematu wyjątkowo wszechstronnie i jej rytmy – akustyczne i elektroniczne – napędzają resztę zespołu. Płynne przeskoki między oldschoolowym bitem hip-hopowym a rockowymi fillami czy flirty z estetyką disco pokazują, że bez wahania jesteśmy w stanie wskazać bohatera płyty. Niemniej jednak, pozostałe członkinie Warpaint wykazują się świetną kondycją. Jenny Lee Lindberg ze swoim basem postawiła na kompletny minimalizm i maksymalne zgranie z bębnami Mozgawy. W nielicznych momentach swobody uzupełnia jednak soniczne terytorium grupy, jak chociażby w utworze tytułowym czy bezapelacyjnie najlepszym na płycie “New Song”. Duet Theresa Wayman i Emily Kokal to przede wszystkim wspólne harmonizacje i zaśpiewy, do których przyzwyczaiły nas już na ostatnich dokonaniach. Co ciekawe, wokale zostały czasem skrzętnie schowane na drugi plan, ustępując pola sekcji rytmicznej dzięki bezbłędnej produkcji płyty. Praca gitarowa zwykle ogranicza się do rozszerzenia palety dźwięków, delikatnych plumknięć i spokojnych akordów. Jednak warto pamiętać, by zagrywki  w “Don’t Let Go” czy “Today Dear” nie umknęły uwadze słuchaczy. Dzięki tak sprawnemu podziałowi obowiązków całość brzmi jak dobrze naoliwiona machina słuchających się wzajemnie muzyków, dla których ważniejsze od solowych wybryków jest znalezienie wspólnego mianownika, czyli to, co dziewczyny z Warpaint robią z powodzeniem już od lat.

Trzeba powiedzieć wprost – nie jest to album bez wad. Występujące dłużyzny czy braki kompozycyjne ukryte pod warstwą efektów czasem męczą. Poza tym, nie jest to płyta, której można słuchać przez cały czas. Ale jest to wystarczająco dobre wydawnictwo, do którego można z czystym sumieniem nieraz wracać. Nie tylko z powodu świetnej produkcji, która odsłania poukrywane głęboko smaczki przy kolejnych odsłuchach, ale przede wszystkim dzięki nieśmiertelnej atmosferze smutku, która już chyba zawsze będzie towarzyszyć muzyce Warpaint. Dziewczęta liczą na naszą empatię, otwierając się przed nami. W pełni zasługują na to, by odpłacić im się z nawiązką.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Kuba Serafin


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (9 głosów, średnio: 7,11 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.