02.11.2009 00:10

Autor: marcin

Volcano Choir – “Unmap”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy: | |


volcano-choir-unmap.jpg Volcano Choir – “Unmap”
Jagjaguwar/2009

Justin Vernon, tym razem z pomocą zaprzyjaźnionych muzyków z formacji Collections of Colonies of Bees, skutecznie oddala się od wizerunku melancholijnego barda. Jego muzyka ewoluuje i rozrasta się na naszych oczach. “Unmap” odsyła do rejonów nowych i nienazwanych, gdzie najważniejsze pozostają emocje.

Gdyby ktoś przypadkiem znalazł się pod koniec września w okolicach 1 w nocy, niedaleko cmentarza Hollywood Forever w Los Angeles (niezła nazwa nie?), mógłby się bardzo zdziwić. Dziwny byłby nie tylko widok gromadzących się w jego okolicach młodych ludzi ani nawet dobiegające z okolicy dźwięki muzyki. Dziwny byłby przede wszystkim fakt, że to miejsce i owa specyficzna pora posłużyły za scenerię jednego z ostatnich w tym roku koncertów Justina Vernona znanego szerzej jako Bon Iver. Cel był prosty – zagrać koncert o wschodzie słońca. Jednak zanim blask rozlał się nad wypalonym krajobrazem Kalifornii, szczęśliwcy, którzy zdecydowali się zrezygnować ze snu, byli świadkiem projekcji dwóch filmów – “Bottle Rocket” z roku 1996 oraz dokumentu “Planet Earth”. Oba film oddzielały didżejskie sety samego Vernona. Tuż przed koncertem, w okolicach godziny piątej, nadchodzący wschód zapowiedzieli swoją modlitwą buddyjscy mnisi. Potem na scenie królował już tylko bard z Wisconsin, w towarzystwie wspomagających go muzyków. Każdy kto choć raz zetknął się z dźwiękami zawartymi na “For Emma, Forever Ago” pewnie zgodzi się, że są one stworzone do wykonywania w tak specyficznych warunkach.

To bezprecedensowe wydarzenie zbiegło się z premierą materiału, w którym Bon Iver ma swój spory udział. Album projektu Volcano Choir zatytułowany “Unmap” nie jest zwykłą płytą. To zapis dosyć szczególnego procesu twórczego, powstałego pomiędzy przyjaciółmi na przestrzeni kilku lat. Ważne wydaje się, że jak sama nazwa wskazuje, powstał on na pewnego rodzaju marginesie świata – nie tylko muzycznego, ale i tego znanego z codziennych wiadomości. Wiadomo jak podobna anonimowość wpłynęła na charakter wspomnianego debiutu Bon Iver. Wspólne muzykowanie pomiędzy Justinem Vernonem (wtedy jeszcze muzykiem DeYarmond Edison), a progresywnym zespołem Collections of Colonies of Bees rozpoczęło się w okolicach roku 2005. Kolejne cztery lata przyniosły dosyć istotne zmiany w życiu Vernona. Z marginalnego songwritera wyrósł na gwiazdę o światowym statusie. Nie przeszkodziło mu to jednak w kolaboracji z muzykami z Milwaukee. I tak pod koniec roku 2008 (w czasie gdy powstawała EP “Blood Bank”), doszło do nagrania “Unmap”.

Wspomniałem o koncercie w Los Angeles nie bez powodu. Nakierowuje on w pewnym sensie na to, czego można spodziewać się po tym albumie. Stricte piosenkowe granie ogranicza się tutaj do góra dwóch utworów. Reszta, powstała ze strzępów gitarowych oraz wokalnych melodii, w których największy udział ma falsetowy głos Vernona, tworzy ciekawą mozaikę, która jako całość buduje absolutnie fenomenalny klimat. Ten album ma coś w sobie ze śnieżnych pustkowi, lasu ogołoconego z liści, gdzie świt ujawnia się w całej swojej prostocie. Każdy z tych utworów brzmi jak przebudzanie się ze snu. Otwierający album “Husks and Shells” zwodzi słuchacza na pozór jednostajną melodią, co chwilę wyrywaną z letargu przez przestrzenne, chóralne śpiewy. I tak jest do końca. Wystarczy zgasić światło w pokoju i pozwolić się prowadzić tej muzyce. Oniryczny “Dote” wypadłby w takiej sytuacji lękliwie czy nawet lekko groźnie. Podobnie “Still”, wzmocnionym udziałem perkusji. Utwór jest przearanżowaną wersją “Woods”, numeru znanego ze wspomnianego EP-ki “Blood Bank”. Z kolei jeśli chodzi o penetrację nowych kierunków muzycznych, to w tym wypadku najwyraźniej wypada soulowy “Mbira In The Morass”. Połamany rytm utworu zostaje tutaj oparty na dźwięku cymbałów (liczba mnoga nie jest tutaj przypadkowa).

Jeśli ktoś szuka tutaj piosenek, mających jakieś odniesienie do tego, czym był Bon Iver na swoim solowym debiucie, pewnie znudzi się precyzyjnością tego krążka. Natomiast jeśli ktoś szuka płyty, która pozwoli mu zanurzyć się w nastroju usytuowanym na granicy piękna i prostoty, powinien dać szansę tej muzyce. Czeka go mimowolna podróż po obrzeżach własnych emocji.

Marcin Bieniek

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (32 głosów, średnio: 8,31 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.