18.10.2008 22:47

Autor: Sandra Kmieciak

Vincent Gallo

Kategorie: Czytelnia, Felietony

Wykonawcy:


vincent-gallo.jpg Vincent Gallo

Człowiek iście renesansowy. Kojarzony głównie ze światem filmu, jest bowiem reżyserem, scenarzystą, aktorem, producentem. W swojej biografii może także poszczycić się karierą scenografa, montażysty, producenta. Był modelem u Calvina Kleina oraz malarzem. Dla nas najważniejsze jest jednak to, że od najmłodszych lat zajmuje się też muzyką. I choć tak daleko wstecz nie będę sięgać, to pragnę przedstawić Wam trzy ostatnie płyty Vincenta Gallo.

Trzy płyty z lat 2001, 2002 oraz 2005. Trzy płyty choć z założenia różne, to tworzące zgrabną i bardzo udaną całość. O albumach “When”, “Recordings of Music for Film” oraz “At Home” nagranym wespół z Seanem Lennonem, aż trudno mówić rozłącznie. Łączy je wspólna stylistyka, spokojne, opanowane brzmienie, melancholijna gitara i senne zawodzenie Vincenta. Nieco wyróżnia się z tego klimatu “Recording of…” które jest płytą bardziej zróżnicowaną pod względem zarówno użytego instrumentarium, jak i atmosfery panującej na albumie. 29 utworów swobodnie wędruje pomiędzy somnambulicznym pląsem i bujaniem a ostrymi, krótkimi, elektronicznymi zajawkami. Tylko jedna kompozycja posiada wokal. Płyta jest niezwykła także pod tym względem, że podsumowuje 20 lat pracy filmowej jej twórcy. Znalazły się na niej utwory z takich filmów jak: “The Way It Is”, “If You Feel Froggy, Jump” czy “Buffalo 66″ (w Polsce tytuł filmu dość ciekawie przetłumaczony jako: “Oko w oko z życiem”).

vincent-gallo-recordings-of-music-for-film.jpg

“When” oraz “At Home” utworów posiadają znacznie mniej, ale o równie mocnej sile wyrazu. Kilka utworów z “When” powtarza się na “At Home” w nowej, barowej aranżacji. Jednak czy to w studiu, czy w zadymionym lokalu, gdzieś w bocznej uliczce jednej z nieciekawych dzielnic wielkiego miasta, gdzie porządny człowiek nie zagląda bez szczególnego powodu, muzyka Vincenta brzmi równie tajemniczo i chłodno. Jest w niej coś nieuchwytnego, coś co artyście udało się z języka zupełnie transcendentalnego, niemożliwego do wypowiedzenia przełożyć na język muzyki. Taktownie, bez pośpiechu, Gallo zdecydowanie stawia na jakość dźwięków, a nie ich nagromadzenie na minutę albo bezsensowne walenie w gitary i perkusję, co niestety jest częstą taktyką naszych rodzimych zespołów. Widać przez wszystko trzeba w życiu przejść i poznać muzykę od każdej strony, aby wyssać z niej jedynie esencję. Vince zaczął poznawać ją już w wieku dziesięciu lat, kiedy to rozpoczął współpracę z grupą The Blue Mood, następnie grał z zespołami Zephyr, The Plastics, Pork, Gray Jeana-Michela Basquiata czy Bohack. Był także epizod z hip hopem.

vincent-gallo-when.jpg To, co tworzy w tej chwili można po trosze nazwać muzyką eksperymentalną, po trosze minimalistyczną, postindustrialną albo ambientem. Mniejsza jednak o szufladki, najważniejsze, że muzyka posiada niesamowity, oniryczny klimat. Klimat gęsty jak smoła, do której w dodatku wpadły drobne kamyczki i sprawiły, że jej faktura stała się chropowata. W trzech słowach (nie moich, przyznaję) można określić ją jako: szumy, zlepy, ciągi. Na tym poprzestanę, bowiem i tak nie napisałabym już nic więcej poza dalszym rozpływaniem się nad kompozycjami Gallo. Dla spragnionych nie tylko jego muzyki, ale także samego widoku pięknego jak młody bóg (choć taki młody już nie jest) Vincenta polecam dwa filmy, w zależności od potrzeb indywidualnych: “Arizona Dream” dla marzycieli i melancholików, którzy wierzą w to, że “ryby wiedzą już wszystko i nie muszą już myśleć”. Natomiast spragnionym mocniejszych wrażeń polecam gorąco “Brązowego królika”, film, który wywołał skandal na festiwalu w Cannes. Czemu? Dowiecie się już po kilku pierwszych minutach:-).

Sandra Kmieciak

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.