10.01.2010 22:48

Autor: marcin

Vampire Weekend – “Contra”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


vampire-weekend-contra-cover-art.jpg Vampire Weekend – “Contra”
XL/2010

Muzycy podrośli, a wraz z nimi charakter ich zespołu. Pozostając nadal w tym samym kręgu zainteresowania stworzyli album, który w dobrze znany sposób łączy ze sobą punkową energię z etnicznymi wpływami. Tym razem jednak w dużo bardziej subtelnej formie.

Jak mogliśmy się przekonać z zapowiadającego album “Contra” singla “Cousins”, zespół nie zmienił kierunku działania. Krążek nadal przynosi brzmienia silnie osadzone w etnicznych dźwiękach, których źródeł należy szukać gdzieś pomiędzy Kenią a Indiami. Oczywiście nie jest tak, że prowadzący zespół Ezra Koening tworzy majstersztyki ściśle oparte na motywach czerpanych z muzyki etnicznej. To raczej sięganie po inspiracje głębiej niż poziom muzyki i przetwarzanie tego na coś własnego. Tak było przy tworzeniu kompozycji na debiutancki album. Najbardziej wyrazisty pod tym względem utwór “Cape Cod Kwassa Kwassa” powstał pod wpływem podróży, którą Ezra odbył z Londynu do Indii. Kontakt z zupełnie obcą kulturą, a także kontrast jaki wywołała w stosunku do kultury wytwarzanej przez świat zachodu, zainspirował go do napisania opowiadania pod tym samym tytułem. Po powrocie do Stanów opowiadanie dało początek muzyce Vampire Weekend. Interesujący rytm “Cape Cod Kwassa Kwassa” został zaczerpnięty z muzyki plemion afrykańskich. Jednocześnie muzyk sam przyznał, że ma w sobie coś z muzyki irlandzkiej. W efekcie sięgając po twórczość Vampire Weekend, nie trudno o zakłopotanie w ustaleniu jednoznacznych inspiracji nowojorczyków.

Pewien trop rzuca niezwykle ważny zespół, który równo 30 lat temu wydał 3 płytowy album, będący muzycznym zlewem kilku stylów. Mowa oczywiście o The Clash i ich albumie “Sandinista!”, który wywarł spory wpływ na brytyjską muzykę lat 80. Zarówno sam zespół jak i tytuł płyty nie pozostają bez związku z najnowszym dziełem Vampire Weekend, ale o tym za chwilę. Joe Strummer, autor całego zamieszania, prowadząc The Clash od klimatów punkowych po wielomuzyczny tygiel, znany z ostatnich albumów formacji, w całym swoim twórczym szale udowodnił, że nie warto ograniczać się do jednej muzycznej szufladki. Bo dlaczego nie można za jednym razem wydać 150 minut muzyki, ocierającej się o reagge, dub, rockabilly czy rap? Vampire Weekend nie wydają się wykraczać aż tak daleko i raczej trudno ich posądzić o nadaktywność twórczą, jednak w pewnym podstawowym sensie pracy nad muzyką wydają się rozumieć to co Strummer miał do przekazania. Muzycznie, ale i tekstowo. “Contra” bowiem to opozycyjna nazwa do tytułu “Sandinista!”. Sięgając do historii dowiadujemy się, że Contras byli ugrupowaniem buntującym się przeciwko reformom wprowadzonym przez komunistyczne rządy Sandinistów, którzy sprawowali je w latach 80 w Niakragui. Strummer poruszał tą kwestię w swoich tekstach, jak i sprawę kilku innych konfliktów mających w owym czasie rozgłos w świecie. Vampiry oczywiście nie przeskakują od razu z poziomu tekstów o miłości i swetrach w rewolucyjne protest songi, w to raczej nikt by im nie uwierzył. Wkładają jednak cień rewolucyjnych ideałów w tekst utworu zamykającego album – “I Think Ur a Contra”, którego ostatnie słowa brzmią “You’re not a Contra / You wanted Rock’ n’ Roll / Complete control”.

Odsłaniając już teraz wszystkie karty związane z albumem “Contra”, warto przyjrzeć się samej muzyce. Wspomniany singiel “Cousins” okazał się najbardziej energicznym momentem na albumie. Odstaje on nieco od całości. Słychać w nim spory poryw energii i surowości, obecnej na debiutanckim albumie. “Contra” w całości to zdecydowanie płyta dużo bardziej finezyjna i dopracowana, gdzie podobne momenty zrywu zostają zatuszowane przez liczne smaczki dodane w studio. Słychać to chociażby w utworze “White Sky”, który nie odstając od muzycznych korzeni nowojorczyków, jest bardzo delikatny i nasycony oszczędnie stosowaną elektroniką. Podobnie w balladowym “Taxi Cab”, czy utworach ukrytych w końcowej części albumu – “Giving Up The Gun” oraz “Diplomat’s Son”. Wszystkie one skłaniają do wniosku, że muzyka Vampire Weekend, pomimo oscylowania wokół wielu stylów, to przede wszystkim sprytnie zmontowany pop. Co do samej rytmiki, to dzieje się tutaj sporo. Perkusista Chris Tomson ma pełne ręce roboty, jak w “California English”, bodajże najbardziej “afrykańskim” utworze na albumie. Co do ciekawszych aranżacji, to już po pierwszym dosłuchaniu “Run” nie można się uwolnić od klawiszy imitujących dźwięk trąbek. Także wspomniany “Taxi Cab” łączy balladowość z ciekawie wplecioną w utwór mocną rytmiką. Na tle całego albumu jedynym ważnym mankamentem wydaje się fakt, że “Contra” to w zasadzie niewinne rozwinięcie dawnego pomysłu na granie. Rozwinięcie bardzo udane, jednak jeśli dobrze poznaliśmy debiut Vampire Weekend, to ten album w niczym nas nie zaskoczy. Co najwyżej zauroczy.

Vampire Weekend za sprawą swojego oryginalnego podejścia do grania, opatentowanego w roku 2006 na swoim debiucie, zdołali dojść znacznie wyżej niż stąpający im po piętach koledzy z The Ruby Suns i Ra Ra Riot. Melodyjne punkowe utwory przesiąknięte brzmieniami wykraczającymi poza anglosaskie wpływy były strzałem w dziesiątkę. Podsumowując, “Contra” to krążek udany, nie przynosi jednak tylu zaskoczeń, co debiutancki materiał grupy. Niemniej jednak rok 2010 rozpoczął się wraz z tą płytą bardzo obiecująco.

Marcin Bieniek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (27 głosów, średnio: 6,56 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.