27.07.2010 22:49

Autor: Michał Stępniak

Uffie – “Sex, Dreams and Denim Jeans”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


uffie-sex-dreams-denim-jeans.jpeg Uffie – “Sex, Dreams and Denim Jeans”
Ed Banger Records/2010

W New Musical Express debiut Uffie oceniono na zero. Recenzent napisał: “Jeśli lubisz Uffie, to naprawdę jesteś idiotą”. Tak więc, drodzy Państwo, właśnie czytacie recenzje napisaną przez idiotę.

Kraków, Selector Festival. To właśnie Uffie jest dla mnie główną gwiazdą pierwszego dnia. Przed dziewczyną trudne zadanie, bo wcześniej fantastyczny koncert zagrali Friendly Fires. Godzina 21, wchodzę do “Magenta Stage”, przez dłuższy czas nasłuchuje, raduję oczy, po czym szybciutko uciekam. “To se ne da”! To jest jakiś koszmar! W tej opinii nie byłem odosobniony. Koncertowe rozczarowanie roku? Raczej nie, bo w sumie można się było tego spodziewać.

Po obejrzeniu takiego występu wypadałoby skreślić, zapomnieć Uffie – wszystko byłoby proste, gdyby nie to, że jej debiut pozostawia zupełnie inne odczucia. Może nie jest to fantastyczna uczta dla ucha czy kandydat do płyty roku, ale płyta jest warta uwagi. Artystka kazała czekać na “Sex, Dreams and Denim Jeans” ponad cztery lata (w lutym 2006 roku ukazał się pierwszy singiel “Pop The Glock”). Szkoda, bo debiutując w tamtym czasie krytycy prawdopodobnie padliby przed Uffie na kolana. Jednak przyczyna opóźnienia leży dość głęboko – piosenkarka po drodze przeżyła kilka poważnych osobistych niepowodzeń. Tym sposobem zamiast być jedną z prekursorek nowej muzycznej mody, stała się kopią.

“I never claimed to be an artist, I can’t even sing” – słyszymy z ust Uffie. To prawda. Nie ma co ukrywać, że panna jest totalnym beztalenciem. Nie potrafi śpiewać, ani rymować. W zamian natomiast jęczy, bełkocze, fałszuje. I choć zabrzmi to nieco absurdalnie – właśnie w tym można dopatrywać się jej uroku. Takie czasy i taki bezczelny egocentryzm. Ona sobie zdaje sprawę z własnych braków i głośno o tym mówi. Natężenie auto-tune’ów nieco przeraża, ale pewnie głównie dzięki temu da się płyty słuchać. Najlepszym rozwiązaniem jest serwowanie “Sex, Dreams and Denim Jeans” w niewielkich dawkach albo wybranie tych lepszych utworów, bo podkłady na dłuższą metę również męczą. Wydaje się też, że zatrudniono do pracy zbyt dużą liczbę producentów (m.in. Feadz, Mr.Oizo, Mirwais). Momentami nic tu się kupy nie trzyma. Mimo wszystko, WARTO. Choćby dla genialnego “MC’s Can Kiss”, “Hong Kong Garden” czy “Pop The Glock” .

Uffie próbuje opowiadać o materialnym świecie, piciu alkoholu, uprawianiu seksu. “Me, me, me all the time”. Można aż tak kochać siebie? Uffie udowadnia, że można. “I wanna hear you scream my name”.

Opinię na temat albumu “Sex, Dreams And Denim Jeans” są diametralnie różne. Od mieszania z błotem po stwierdzenia, że mamy do czynienia z albumem dekady. Ustawiam się gdzieś bliżej tych aprobujących ze świadomością, że każdą recenzję Uffie ma w dupie. Ona wie, że jest fajna. Nikt jej tego nie musi mówić.

Michał Stępniak

wyszperaj coś więcej ▼



Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 5,71 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.