09.03.2009 19:30

Autor: Krzysztof Kowalczyk

U2 – “No Line On The Horizon”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


u2-no-line.jpg U2 – “No Line On The Horizon”

Oni już dawno mają za sobą okres eksperymentów oraz rewolucji, których i tak posiadają na swoim koncie co najmniej kilka. Dziś Irlandczykom pozostało tylko polerowanie swojego własnego, wypracowywanego przez prawie trzy dekady stylu.

Przeszli bardzo długą drogę. Od post-punku (“War”), przez gospelowo-rockowe hymny (“The Josuha Tree”), aż po łączenie Village People z melancholijnym klimatem  (“Pop”). W między czasie powstały plotki o nominacji Bono na prezesa Banku Światowego, a Larry Mullen Jr. i Adam Clayton nagrali jeden z najbardziej rozpoznawalnych motywów muzycznych w historii kina, czyli Mission Impossible. Oczekiwanie, aby nagrali piątą rewelacyjną płytę w ich dorobku byłoby po prostu niehumanitarne.

Przyznam, po pierwszym przesłuchaniu “No Line On The Horizon” byłem trochę zawiedziony. Na przykład, znacznie bardziej podobała mi się wersja tytułowej piosenki zamieszczona jako b-side na singlu “Get On Your Boots” niż ta znajdująca się na albumie. Wiele przesłuchań później moje odczucia są już inne. Od razu należy zaznaczyć, że wymieniony singiel w rzeczywistości ma się nijak do tego, jak prezentuje się całość – nad większością kompozycji unosi się bowiem duch “The Joshua Tree”. W wykonaniu każdego innego zespołu ponad siedmiominutowe “Moment Of Surrender” pewnie powodowałoby nagły atak senności lub namolną chęć sprawdzenia skrzynki mailowej. Ale nie w wypadku U2. Nie wiem czy to sprawa charakterystycznego głębokiego basu Claytona, czy świetnego refrenu, ale naprawdę przyjemnie płynie się razem z tym utworem.

Przestrzeń, wszędobylskie klawisze i liczne smaczki, które wyłapujemy dopiero z czasem… Słowem Brian Eno. Nawet w tak nieskomplikowanym “I’ll Go Crazy If I Don’t Go Crazy Tonight” czuć jego rękę. Prawdziwym popisem producenckich umiejętności jest “FEZ – Being Born”, kilkakrotnie zmieniające swoje oblicze o 180 stopni.

Odważnym posunięciem było odwrócenie tradycyjnego rozkładu piosenek. Zazwyczaj albumy otwiera się żywszymi przebojami, aby w dalszej części umieścić wszystkie kołysanki. W tym wypadku to właśnie kilka pierwszych piosenek należy do tych spokojniejszych. Jednym z najmocniejszych punktów “No Line On The Horizon” jest sama końcówka, czyli “Cedars of Lebanon”. Od czasu “Pop” żadna płyta U2 nie miała utworu tak fantastycznie spinającego całość. Z kolei “Stand Up Comedy” z pewnością wywoła szeroki uśmiech na twarzy fanów “Achtung Baby”.

Zawsze mam obawy co do albumów urzekających mnie od pierwszego przesłuchania, gdyż jest spora szansa, że po początkowym zachwycie szybko odstawię je na półkę. W przypadku “No Line On The Horizon” jest wprost przeciwnie. Warto temu albumowi dać drugą, trzecią, a nawet piątą szansę. Źle by się stało, gdyby ten krążek podzielił losu “Pop” i nie został należycie doceniony. Ale chyba najważniejsze jest, że teraz U2 ma porządny pretekst do wyruszenia w kolejną niezapomnianą trasę koncertową.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (48 głosów, średnio: 6,04 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.