17.04.2015 08:00

Autor: Michał Stępniak

Twin Shadow – “Eclipse”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Twin Shadow – “Eclipse”
Warner/2015

Z hipsteriady do remizy.

George Lewis Jr., ukrywający się pod pseudonimem Twin Shadow, kilka miesięcy przed premierą “Eclipse” stracił zapewne kilku fanów, mogących mu zarzucić “zdradę”. Dotyczy to osobników, odbierających muzykę niekoniecznie jedynie uszami, a transfer z niezależnej wytwórni do wielkiej korporacji uznających jako gigantyczną zbrodnię (w tym przypadku 4AD zamienione na Warner). Dodatkowo Lewisowi zdarzyło się nieco skrytykować swoje dotychczasowe dokonania i ludzi związanych z tzw. sceną niezależną, zaś nową drogę określić jako najwłaściwszą. Jak dla mnie mógłby nawet powiedzieć, że chce konkurować z Justinem Bieberem czy Samem Smithem, bo przecież kluczowy zawsze pozostaje fakt, iż to muzyka powinna bronić się sama, a aspiracje do mainstreamu to nic złego. Na nowej drodze artystycznej nawet mu nieco kibicowałem, ale nic dobrego z zaciskania kciuków nie wyszło.

Twin Shadow na “Eclipse” postawił na “piosenkowość”, ale pozytywów trudno w związku z tym się dopatrywać. Utwory w przeważającej części są mocno przeciętne czy wręcz słabe. Niby Lewis w dalszym ciągu decyduje się na penetrowanie lat 80., ale tym razem wyciągnął z nich coś, czego ożywić w interesujący sposób nie potrafił. W miejscu urzekającego, nieco kameralnego klimatu pojawiła się dopieszczona produkcja, efekciarstwo i patos, ściśle wiążące się z nijakością. Do uszu dobiegają rozbudowane aranżacje i refreny napisane jakby według ściśle określonego klucza. Po przesłuchaniu całości pozostaje pustka w głowie, a ochotę do ponownego naciśnięcia ‘play’ można porównać do chęci sięgnięcia po ciepłego “Żubra” po skonsumowaniu dobrego, niemieckiego piwa. Zamiast ciekawych ukłonów w stronę synth-popu, Lewis odwraca się w kierunku popu masowego. Szuka tym samym swojego miejsca na listach Billboardu. Tyle, że zasadniczy problem w tym przypadku polega na tym, iż by się tam znaleźć, musiałby się cofnąć o ponad trzydzieści lat. Brakuje charakterystycznego napięcia i pewnej swobody zauważalnej wcześniej na “Forget” czy “Confess”. Lewis po gitarę sięga zdecydowanie rzadziej i proponuje stylistyczną przewidywalność.  Pewna rzecz nie uległa jednak zmianie – teksty tak jak były kiepskie, takie też są nadal, a ich tematyka nieustannie oscyluje wokół relacji męsko-damskich, w bardzo banalnym wydaniu. Ostatecznie jednak nie można póki co Lewisa definitywnie spisywać na straty, bo kiedy próbuje swoich sił w ciekawszej odmianie r&b, to już tak okropne to nie jest, czego doskonałym przykładem zaśpiewana w duecie z Lily Elise ballada “Alone”. Tutaj jednak pojawia się wątpliwość, bo gdzie tej piosence do np. “Five Seconds”?

Lewis chciał rozszerzyć grono swoich odbiorców i zdecydował się na “strategię masowości”. W wieku 32 lat zaczął tworzyć muzykę, która może się jednak spodobać przede wszystkim kobietom o trzydzieści, czterdzieści lat od niego starszym. Strategia może i ciekawa, ale jeśli wymagania odbiorców są minimalne. Póki co totalnej żenady jeszcze nie ma, ale jeśli Twin Shadow będzie podążać dalej tą stylistyką, to można się już tylko bać. Tym samym łatwiej go będzie można sobie wyobrazić w programie “Jaka to melodia?” niż na normalnym, klubowym koncercie.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 5,63 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.