24.03.2009 18:11

Autor: marcin

Twilite – “Bits & Pieces”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


twilite.jpg Twilite – “Bits & Pieces”

Akustyczny duet rodem z Polski, przebywający i tworzący w Dublinie. Mając do dyspozycji dwa głosy i dwanaście strun, objawili się światu na wydanym pod koniec ubiegłego roku debiucie. Z jakim skutkiem?

Muzyczna droga duetu (w składzie Paweł Milewski i Rafał Bawirsz)  rozpoczyna się w olsztyńskich formacjach rockowo hardcorowych. Ostatecznie grupa, po kilku zmianach lokum, zatrzymała się w najbardziej polskim z polskich miast na zachodzie Europy – Dublinie. Tam właśnie powstała większa część materiału zgromadzonego na “Bits & Pieces”. Wcześniej, bo w okolicach 2006 roku powstały pierwsze nagrania demo, przedstawione światu poprzez portal MySpace. Widać potrzeba było dwóch lat, by grupa zajrzała do studia i nagrała album. Wszystko z pomocą braci Kapsa (znanych z formacji nu-jazzowych “Something Like Elvis” oraz “Contemporary Noise Sextet”; ostatnio wspomagających produkcją sporą część rodzimej twórczości alternatywnej), którzy zrealizowali utwory wchodzące w skład “Bits & Pieces”.

Nie ma co ukrywać, zespół polski, produkcja polska, ale to, co słychać na krążku odsyła nas gdzieś dalej, za ocean. Niewiele tutaj dźwiękowych podobieństw z polską sceną alternatywną. Jednakże, pomimo wyraźnych dźwiękowych różnic, muzyka Twilite w jakimś stopniu zostawia na polskiej scenie ślad. Muzycy umiejętnie przenoszą na rodzimy grunt ducha nurtu “songwriters” – u nas będącego w fazie rozruchu. Graftmann, Iowa Super Soccer, Kulesza – to aktualnie główni artyści przychodzący na myśl. Oni, a także inni zazwyczaj zdani są na siebie, jeśli chodzi o promocję i finansowanie wydawnictw, ale widać powoli sytuacja zaczyna się zmieniać.

Płytę rozpoczyna wyraźnie zarysowany utwór “Take What You Want”. Mamy tutaj wszystko czego potrzeba – wyraźną linię melodyczną, całkiem nieźle odśpiewany tekst i najważniejsze – utwór ten pokazuje, że Twilite nie wzięli się z kosmosu. Słychać, że chłopaki grają na gitarach nie od dziś, a ich inspiracje wychodzą daleko poza harcerskie śpiewniki. Od Grega Dulli’ego, przez Elliota Smitha, po subtelność Bon Iver – ich muzyka z pewnością była blisko, gdy duet komponował. Utwór ładnie się rozwija, partie gitar wzajemnie się uzupełniają tworząc przyjemny kolaż dźwiękowy. Dalej jest podobnie. Ascetycznie – bo poza gitarami akustycznymi nie słychać innych instrumentów (a szkoda, czasem aż się prosi o urozmaicenie brzmienia). Można zrozumieć intencję – zespół zaprezentował się tak, jak prezentuje się na żywo, jednak praca w studio daje spore pole manewru i można było z tego skorzystać, dopełniając kształtu płyty o prostą elektronikę, klawisze czy partie smyczkowe. Co do wspomnianych gitar – brzmią bardzo sterylnie. Każde uderzenie w struny przypomina nam o tym, że zostało zarejestrowane w wyciszonym pomieszczeniu na czystej komputerowej ścieżce. To w zasadzie nie jest zarzut, ale z uwagi na to, że na płycie nie pojawiają się żadne inne instrumenty, to jednostajne brzmienie z czasem lekko nuży. Aż prosi się, żeby czasem pojawiła się jakaś dźwiękowa pomyłka, niedociągnięcie, mocniejsze uderzenie.

“Disobey” (na balkonie)
If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Po wysłuchaniu albumu pozostaje lekki niedosyt. Nie jest tak, że usłyszane melodie gdzieś ulatują, że płyta znika z pamięci, ale brakuje tutaj mocy, która jest słyszalna oraz dostrzegalna w występach Twilite na żywo. O ile na początku wokal “rządzi”, to jednak czym dalej, tym wydaje się on zanikać. W takim “The Brightest Light” brakuje większej ekspresji, podkręcenia głosu, emocjonalnej podbudowy jak w boniverowskim “Disobey”. Czasem warto podpatrzeć jak robią to inni, zwłaszcza, że wyraźne inspiracje aranżacjami Kings Of Convinience słychać chociażby w “Don’t”, z kolei lekkość Fleet Foxes ujawnia się w “Faces”.

Powstała zgrabna i ładnie brzmiąca płyta. Jeśli pominąć kilka niedociągnięć, otrzymamy całkiem przekonujący materiał, podkreślający artystyczną odrębność jednego z najciekawszych – o ile nie najciekawszego – polskiego projektu gitarowego ostatnich lat.

Marcin Bieniek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (77 głosów, średnio: 7,78 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.