25.11.2008 03:07

Autor: fl23

Tuwa w CDQ albo Gendos i Sainkho Namtchylak

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


sainkho-7.jpg Tuwa w warszawskim CDQ albo Gendos i Sainkho Namtchylak

Tuwa – jedna z najbardziej malowniczych republik Federacji Rosyjskiej, wysunięta na północ (obok granicy z Mongolią) od kilkunastu lat jest ponownie odkrywana przez muzyków i słuchaczy z całego świata. Do Tuwy pojechał Peter Kowald – legendarny muzyk free jazzowy, Bart – jeden z członków Masali, Paul Pena – bluesman z USA i wielu innych. A to wszystko, żeby nauczyć się kamłać, śpiewać tak jak śpiewa się w Tuwie od zawsze.

Co takiego kryje się w Tuwie? Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się normalne, kolejna mała rosyjska republika z rdzenną ludnością, której kultura niedługo umrze, przyrodę i krajobrazy przypominające trochę te z rosyjskich bajek, które dzieją się gdzieś na dalekiej Syberii. Problemy wszędzie takie same, a nawet trochę bardziej banalne, gdyby jakiś młody podróżnik przeczytał co się dzieje w Tuwie (http://www.tuvaonline.ru/) mógłby się nawet rozczarować. Na Syberii rośnie popyt na zagraniczną walutę, Antynarkotykowe Biuro Republiki Tuwy zniszczyło przy specjalnej komisji dużą ilość narkotyków pochodzących z przemytu, a poza tym dwustu przedstawicieli władz powiatowych całej Tuwy uczestniczyło w szkoleniu na temat organizacji samorządów terytorialnych. I to co dla nas najważniejsze – znany tuwiński muzykolog Walentin Suzukiej wydał bogato ilustrowaną monografię “Muzyczna kultury Tuwy w XX wieku”.

14 listopada Gendos i Sainkho Namtchylak w warszawskim klubie CDQ przenieśli nas na chwilę do tuwińskich jurt, pustkowi i opustoszałych domów partii, w których młodzi Tuwiańcy mogą kontynuować swoje tradycje…

gendos-3.jpg Gendos, a właściwie Gennady Chamzyryn, urodzony w małej, ukrytej gdzieś w zimnej tajdze wiosce Shuj. Na początku swojej kariery grywał w różnych teatrach rolę szamana (zostało mu to do dzisiaj), później zaczął żyć muzyką – występował najpierw z jazzowym zespołem K-Space, później założył zespół Yat-Kha. Między innymi dzięki Yat-Kha muzyka z Tuwy jest w Polsce tak bardzo popularna, zespół Gendosa nagrywał covery rockowych standardów i przetwarzał je na tuwiński rock.

Gendos zaczął swój koncert od rytualnego wypędzenia duchów, który polega na spaleniu liści różnych ziół (Gendos palił chyba jałowiec) – dym palonego zioła ma odpędzić duchy. Chyba pierwszy raz w historii CDQ zapach papierosów został zabity przez coś innego – gratulujemy Gendosowi. Repertuar Gendosa był o wiele bardziej tradycyjny od tego, który później zaprezentowała Sainkho Namtchylak. Pierwszy utwór był przykładem muzyki szamańskiej wykonanym na olbrzymim bębnie i drumli. Muszę powiedzieć, że byłem przestraszony – nagle w ciasnej klubowej sali wypełnionej ludźmi pojawiły się syberyjskie duchy i zapachniało tajgą, z każdym uderzeniem bębna robiło się coraz bardziej przerażająco. Każdy kolejny utwór prezentował możliwości innego tuwińskiego instrumentu – bizanczi albo igil. Gendos opowiedział nawet po rosyjsku legendę powstania bizanczi:

byzaanchy.gif Było to mniej więcej tak, że bardzo stary i samotny Mongoł miał na tym świecie tylko jedną rzecz: swojego ukochanego konia. Koń po wielu latach chorób zmarł, Mongoł z rozpaczy postradał zmysły, nie wiedział co się dzieje. Nagle odzyskał przytomność i w swoich rękach zobaczył bizanczi – na gryfie był wyrzeźbiony koń, instrument był obłożony skórą konia a smyczek był zrobiony z końskiego włosia. Mongoł zaczął grać na instrumencie i robił to bez przerwy. Po wielu latach wyszedł ze swojej jurty i jego sąsiedzi nie mogli uwierzyć, że żyje: “przecież ty i twój koń od dawna nie żyjecie” mówili. “Jak to? To jestem ja, a to jest mój koń” powiedział Mongoł pokazując na instrument.

Po krótkiej przerwie wystąpiła Sainkho Namtchylak, która jest najbardziej rozpoznawalną tuwińską piosenkarką na świecie. Nie ogranicza się tylko do muzyki ludowej, a właściwie zajmuje się nią najmniej. Zajmowała się awangardą muzyczną, jazzem, elektroniką, współpracowała z wieloma znanymi i szanowanymi wykonawcami (Evan Parker, Peter Kowald).

Jeśli koncert Gendosa dla tych, którzy mają problem z wejściem poza europejską kulturę mógł zalatywać cepelią, Sainkho absolutnie nie można tego zarzucić. Sainkho Namtchylak, która od kilkunastu lat mieszka i tworzy w Europie jest o wiele bardziej wymagająca od innych artystów, niektórzy pewnie powiedzą, że jest kapryśna. Często odwołuje swoje koncerty z powodu złego samopoczucia albo po prostu wychodzi kiedy nie podoba jej się publiczność. W trakcie warszawskiego koncertu na szczęście nie wyszła, ale pod koniec koncertu Sainkho miała do niektórych niezbyt miłe przesłanie.

sainkho-6.jpg Sainkho zagrała prawie godzinny set oparty na płycie “Stepmother City”, a szczególnie na utworze “Lonely Soul”. Spodziewałem się po tym koncercie bardzo dużo, myślałem, że będę mógł napisać tutaj o koncercie swojego życia, wspaniałym wydarzeniu, najlepszym koncercie w Polsce od ostatniej wizyty Sainkho Namtchylak. Wiedziałem, że nie mogę się spodziewać szalonych zawodzeń z akompaniamentem tak, jak na jej płytach sprzed 30 lat ani opowieści o Arżanie… Ale nie spodziewałem się dość zwykłego koncertu, na którym Sainkho zagrała trochę elektronicznej muzyki tanecznej, czegoś na granicy idm’u dopełnianej jej śpiewem i pojedynczymi odgłosami, które potem przetwarzała na swoim Macu. Może miałem zbyt duże oczekiwania, ale ten koncert zdecydowanie mnie nie zaspokoił… Po powrocie do domu musiałem przesłuchać wszystkie płyty Sainkho, jakie posiadam, żeby normalnie zasnąć.

Po koncercie Sainkho powiedziała kilka dość niemiłych słów do warszawskiej publiczności. Najpierw usprawiedliwiła się z wyboru repertuaru (do ludzi, którzy się tu zgromadzili i do tak klubowej sali pasowała jej taka muzyka), a potem zaczęła krytykować ludzi, którzy przychodzą na koncerty tylko, żeby zrobić zdjęcie artyście i utrwalić jakoś swój pobyt… Powtarzała to co w swoich piosenkach – “I’m lonely soul”. Na koncert warto było pójść przynajmniej, żeby posłuchać jak przez kilka minut Sainkho bez przerwy mówi – chyba wszyscy na sali poczuli się chociaż trochę zawstydzeni…

Filip Lech

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.