tv-2009.jpg

Transvizualia 2009

W klubach, kinach i muzeach uczestnicy trzeciej edycji transvizualiów mieli okazję przyjrzeć się związkowi między muzyką, dźwiękiem i obrazem. Brzmi ambitnie, prawda?

Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Coraz więcej organizatorów imprez kulturalnych w Trójmieście, zaczyna przekuwać jedną z największych wad metropolii w jego zaletę. Chodzi mianowicie o brak ścisłego centrum, co skutkuje, że teren, na którym ma miejsce kulturalny ferment jest rozłożony na wszystkie trzy miasta. W ten trend wpisał się festiwal Transvizualia, który wykorzystuje przestrzeń różnych obiektów w Gdańsku, Sopocie i Gdyni. W klubach, kinach i muzeach uczestnicy mieli okazję przyjrzeć się związkowi między muzyką, dźwiękiem i obrazem. Brzmi ambitnie, prawda?

paristetris.jpg I rzeczywiście, było ambitnie. Momentami może nawet trochę za bardzo. Tegoroczna edycja była już trzecią odsłoną Transvizualiów i w związku z tym obfitowała w znacznie szerszy program niż poprzednio. Postanowiono pójść na całość i zaprosić dwukrotnie większą liczbę artystów – dwudziestu. Niestety, to co miało być głównym atutem, stało się bolączką. Pierwszy dzień koncertowy w gdyńskim Uchu był znakomity nie tylko dla tego, że postawiono na bardzo ciekawą reprezentację polskich wykonawców, ale też dlatego, że zadbano o odpowiednią chronologię. Na samym początku Mananasoko, czyli Maciek Wojnicki udowodnił, że z występu na występ jest coraz lepszy, pięknie kołysząc publiczność swoim śpiewem i smyczkowymi melodiami. Grający po nim Grabek zawiódł mnie, dając koncert nieporównywalnie słabszy od fantastycznego openerowego pokazu budowania niezwykłej atmosfery. Na sam koniec zostawione zostało cream de la cream, czyli Paristetris. Masecki, Moretti i Valiente wraz z ekipą rozsadzili scenę, bawiąc się przy tym chyba jeszcze lepiej niż widzowie.

Od tego momentu zaczyna się podróż przez liczne festiwalowe wzniesienia i, niestety, doliny. Koncerty BibioDj’a Krusha trzymały wysoki poziom, ale wybrana na miejsce tego wydarzenia Versalka kompletnie nie pasowała klimatem do założeń przedsięwzięcia. Pomorski Park Naukowo-Technologiczny świetnie się sprawdził w roli areny, na której gwiazdy elektroniki pokazywały swoje umiejętności, ale w tym wypadku z kolei zapomniano o różnorodności. Gdy 17 października występowało na terenie Parku siedmiu artystów, to już w okolicy czwartego gigu, czyli jednej z największych gwiazd TV, Daedelusa, mój mózg przyjął konsystencję puree.

felix-kubin.jpg W poprzednim roku (przeczytaj relację z TV 2008) pula muzyków była znacznie skromniejsza, ale za to zadbano zarówno o miłośników ambientowych krajobrazów (Oval), jak i dziką zabawę przy electro-rockowym Super Girls & Romantic Boys. Postawienie w 2009 roku głównie na klimaty w stylu IDM czy brakebeat sprawiło, że wiele występów zlało się w jeden. Na mnie największe wrażenie zrobili Clark i Felix Kubin. Ten pierwszy przechodził płynnie od rave do house’u, serwując dodatkowo drum’n'bassowe rytmy, świetnie wyczuwał nastrój publiki. Felix Kubin to klasa sama w sobie. Jego charyzmatyczny występ był znakomitym show okraszonym kilkoma gadżetami takimi jak sztuczna, świecąca róża czy filmy z udziałem samego Niemca.

Muzycznie było nierówno, za to multimedialnie bez zarzutów. Świetnym pomysłem była noc klipów w sopockim arthotelu La La La, gdzie na dużych ekranach i przy odpowiednim nagłośnieniu czekały na gości prawdziwe perełki. W pokoju utrzymanym w kolorze czerni można było wykrzywić sobie psychikę przy obrazach Cunninghama, z kolei w pokoju tonącym w bieli cieszyły oczy klipy Marka Romanka. Chętni mogli zabrać do domu kolejny numer świetnego magazynu Krecha, który jeszcze podczas Transvizualiów miał swoją kolejną odsłonę, pod postacią gazety… Antyfestiwalowej. Na pochwałę zasługuje też ustawiona w Parku Technologicznym scena z pięcioma ekranami i światłami stroboskopowymi.

Rok temu napisałem, że o poziom tego festiwalu jestem spokojny i trzeba go tylko odpowiednio nagłośnić. Owszem, o tegorocznych Transvizualiach było głośniej, miały także znacznie większy budżet, ale zabrakło konkretnej koncepcji. Organizacja szwankowała (stoisko z piwem zamykane po 23…), a ceny biletów były trochę za wysokie. Nastąpił efekt przedobrzenia. Wystarczyło dokładniej przefiltrować artystów, obniżyć ceny biletów i byśmy mieli imprezę wspaniałą. A tak, było tylko dobrze z kilkoma przebłyskami. Nadal trzymam kciuki za to przedsięwzięcie, bo jak dotychczas to jedyna duża impreza tego typu w północnej Polsce.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.