05.12.2010 15:09

Autor: Maria

To publiczność tworzy koncert!

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | |


IMG_5129.JPG To publiczność tworzy koncert!

Od 21 listopada dwa zespoły z totalnie inną wizją świata, muzyki i dobrej zabawy, odwiedzają kolejne polskie miasta w ramach trasy Jam The Club Tour 2010. Do Wrocławia zawitali 1 grudnia.

D4D dopiero co wydali nową płytę (recenzja), L.Stadt rozgrzewa publiczność przed premierą 6 grudnia. Daleka byłabym od określania jednego z tych zespołów supportem albo afterem. Upierać się jednak będę, że jedni i drudzy to zupełnie inna bajka.

D4D, czyli banda jajcarzy. Przede wszystkim z tego miejsca pragnę gorąco podziękować panom za porzucenie kolekcji wiosna/lato 2010 składającej się z obcisłych legginsów w panterkę lub srebrnych, porzucenie sukienek, różowych welonów i przykrótkich surdutów. Kolekcja zimowa zespołu zakłada minimalne czernie dresu i biele koszulek, czyli w klimatach podblokowych. Prawdopodobnie image grupy ma związek z faktem, że z pierwotnego składu gra dziś w zespole tylko połowa członków, co za tym idzie, muzyka grana przez chłopaków również przeszła przeobrażenia. “Skończyła się zabawa widowiskiem teraz liczy się przede wszystkim muzyka” – powiedział w jednym z wywiadów Krystian Wołowski, basista grupy. Starych nawyków jednak trudno się pozbyć, o czym może świadczyć teatralne ściąganie koszulki Krystiana w połowie koncertu, tańce na głośniku czy figury ekwilibrystyczne między sprzętem, głośnikami i stojakiem od mikrofonu.

L.Stadt – surowe gitary z klawiszowym podkładem, lekko bluesowe rytmy, choć ku mojej radości piosenki z drugiej płyty wyzbyły się swojej aury bluesowych smutków. Czuć tu lata 60., 70., zarówno z muzyce, jak i w image’u Łukasza Lacha. W nienagannej białej koszuli i charakterystycznych ciemnych okularach, ze sterczącym włosem – pierwszy amant polskiej piosenki. Wygląd Jamesa Deana do dźwięków a’la Velvet Underground czy The Doors, dają mieszankę, na którą chce się na koncert przyjść. Panowie genialnie łączą rockowe, prawie garażowe granie, bluesowe riffy z popowymi melodiami i elektronicznymi dodatkami klawiszy. Całość tworzy energetyczną mieszankę z częstymi zmianami rytmu i stylu. Co jednak trzeba powiedzieć, tego dnia zespół nie był chyba do końca w formie. Szczególnie było to słychać przy piosence “Londyn” granej na bis. Gdzieś uciekł ten niski głos, przechodząc w już nie taki hipnotyzujący wyższy rejestr, gdzieś ulotniła się aura towarzysząca tej piosence nawet przy odsłuchiwaniu na MySpace.

Oba gatunki na swój specyficzny sposób porywają do tańca. Tylko musiałyby mieć kogo porwać. Wrocławska publiczność, nie wiedzieć czy przez aurę, czy czysty brak zainteresowania, nie dopisała. A przecież to publiczność tworzy koncert! Występ nawet największej gwiazdy spali na panewce, jeśli na sali pojawi się kilkanaście osób, z których każdy boi się wyjść poza schematyczne tupanie nóżką przy ścianie. Chyba jeszcze nie nauczyliśmy się, że muzyka, dla której warto przyjść na koncert, to nie tylko Lady Gaga i Strachy na Lachy.

Tekst & foto: Maria Grudowska

IMG_5080.JPG

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.