21.03.2010 22:36

Autor: marcin

Tiny Vipers rozniosła Forty – relacja z Krakowa

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


tiny_vipers_krk.jpg Tiny Vipers rozniosła Forty – relacja z Krakowa

Widocznie polska publiczność musiała artystce przypaść do gustu, skoro w pół roku od swojej pierwszej wizyty w (dotychczasowej) letniej alter-stolicy naszego kraju – Mysłowicach, powróciła do Polski na 2 koncerty. Sprowadzenie do Warszawy oraz Krakowa najmłodszej gwiazdy wytwórni Sub Pop, to zasługa prężnych organizatorów z Front Row Heroes.

Forty Kleparz to nowy punkt na klubowej mapie Krakowa, który funkcjonuje w dosyć niecodziennym miejscu. Stary garnizon wojskowy, rodem z C.K. Dezerterów, ze wszystkimi swoimi pomieszczeniami i zakamarkami został zaadaptowany na całkiem przyzwoite miejsce klubowo-koncertowe. W ostatnim czasie zagrali tutaj m.in. Basia Bulat, Gaba Kulka, Hanne Hukkelberg, Ryland Bouchard oraz Kawałek Kulki. Za organizacją tych koncertów stoi Front Row Heroes – agencja koncertowa, która sprowadza do kraju coraz to ciekawsze propozycje muzyczne. Nie wiem jak było z frekwencją na pozostałych koncertach, ale ilość osób, która zjawiła się w Fortach w piątkowy wieczór, by usłyszeć Tiny Vipers, powinna ich motywować, aby sprowadzić do kraju kolejnych interesujących artystów.

Niestety nie udało mi się usłyszeć koncertu Tiny Vipers, który miał miejsce ostatniego dnia Off Festivalu. Słyszałem jedynie, że Jesy grała ledwie godzinę, ale z takim zaangażowaniem, że naprawdę warto było zostać dzień dłużej i wydać na bilet kilka dodatkowych złociszy. Wybór byłby może prostszy gdyby koncert nie został wyprzedany na długo przed festiwalem. Tym samym, kiedy tylko dowiedziałem się, że Jesy ponownie odwiedzi Polskę, zdecydowałem ruszyć w najbliższe mi miejsce. Padło na Kraków.

Jako support wystąpił Crystal Hell Pool – jednoosobowy projekt, który przy pomocy laptopa i kilku bliżej niesprecyzowanych urządzeń, zaserwował 20-minutową porcję abstrakcyjnego szumu, który można by, aby ująć problem bardziej fachowo, określić mianem “electronic” oraz “noise”. Chciałoby się chociaż ten występ zestawić z czymś pozornie pokrewnym, jak chociażby Fennesz, ale propozycja CHP jest o lata świetlne zbyt uboga na takie zestawienie. Po jego zejściu ze sceny, Tiny Vipers, która występ swojego przyjaciela obserwowała z boku, zabrała gitarę i zamontowała się na skromnie oświetlonym krześle, usytuowanym na środku sceny. Koncert rozpoczęła od “Time Takes”. Z początku dało się wyczuć w jej głosie lekką niepewność i tremę, ale w połowie utworu wpadła na dobre tory i do samego końca koncert popłynął pięknie i malowniczo. Tiny Vipers, to jedna z tych artystek, która na żywo dostaje dodatkowej siły, której w żaden sposób nie da się odtworzyć na płycie. Utwory zabrzmiały jednym ciągiem, przerywane transowymi instrumentalnymi partiami, które płynnie przechodziły w kolejne kompozycje. Kontakt Jesy z gitarą nie ograniczał się do chwytania dobrze zapamiętanych dźwięków, ale czasami czuć było, że dawała się ponieść jakiejś dodatkowej fali, dzięki której kolejne przejścia i zakończenia utworów miały w sobie coś czego próżno szukać na krążkach studyjnych. Świetnie wypadł zarówno rozbudowany “Life on Earth”, jak i “CM” czy zjawiskowy “Dreamer”. Druga płyta artystki stanowiła podstawę repertuaru, który zabrzmiał tego wieczoru. Artystka rozwijała swoją opowieść przez blisko godzinę, po czym dała się jeszcze wywołać na bis.

Jest taka scena w kultowym filmie “Bracie gdzie jesteś?” z Georgem Clooney’em w roli głównej. Trzej uciekinierzy, jadąc przez pustkowie, spotykają na rozdrożu czarnoskórego muzyka, który wybrał się na to miejsce, by o północy zaprzedać duszę diabłu, w zamian za naukę gry na gitarze. Jak się okazuje muzykiem tym jest Tommy Johnson, postać jak najbardziej rzeczywista, z podobnym epizodem w życiorysie. Słuchając melancholijnego głosu Tiny Vipers,  zastanawiające jest to, skąd taka niepozorna istota potrafi wydobyć z niego tyle ekspresji oraz w tak prosty i zarazem porywający sposób, wzmocnić go swoim mocno zindywidualizowanym stylem gry na gitarze. Obserwując Jesy na scenie, pytania o udział w tym intymnym show sił pozaziemskich nasuwają się same. Jednak mocno refleksyjne teksty artystki odrzucają przypuszczenia, jakoby miały to być siły nieczyste. Tiny Vipers to kolejny przykład solowej artystki zza Oceanu, która łapiąc za gitarę, otwiera przed słuchaczem okno na nieco inaczej zarysowany świat.

Marcin Bieniek      

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.