04.02.2010 02:32

Autor: Michał Wieczorek

This scene is our responsibility

Kategorie: Czytelnia, Felietony, POLECAMY, Sunday at Devil Dirt, Tylko u nas


this-scene.jpg This scene is our responsibility

Od razu na wstępie pragnę uprzedzić, że będzie to tekst mocno ideologiczny. Jak kogoś te słowa zniechęcają, to może przestać czytać już teraz. Uwaga, zaczynam.

W dzisiejszych czasach coraz częściej nam się uświadamia, jak bardzo ważna jest rola jednostki w społeczeństwie. Oczywiście, wiadomo, że w grupie tkwi siła, ale mylą się ci, którzy sądzą, że poczynania jednej osoby gubią się sześciomiliardowej masie ludzkiej. Przy okazji wyborów mówi się, że każdy głos tak naprawdę ma znaczenie i dlatego każdy powinien pobiec w podskokach do urn i spełnić swój obywatelski obowiązek. Tak samo każdy ma wpływ np. na środowisko i jego ochronę czy degradację. Różne organizacje proekologiczne przypominają nam, żeby kupować produkty w opakowaniach z surowców odnawialnych lub segregować śmieci. Nieważne, że inni tego nie robią – ty sam możesz wiele zdziałać swoim postępowaniem!

Do czego zmierzam? Do tego, że takie same zależności obowiązują w branży rozrywkowej. Tak naprawdę każdy z nas – przeciętnych słuchaczy, widzów i odbiorców – ma wpływ na to, co się dzieje nie tylko w naszym kraju, ale ośmielę się powiedzieć, że na całym świecie. Bo czy zastanawialiście się kiedyś, co tak naprawdę znaczy wyświechtany do granic możliwości apel o to, by wspierać lubianych muzyków, kupować ich płyty i chodzić na ich koncerty? Czy przyszło wam do głowy, że tak naprawdę nie chodzi tutaj o to, by wasi ulubieni artyści pławili się w luksusach (kto dziś potrafi wyżyć ze sprzedaży płyt? Chyba tylko gwiazdy pokroju Metalliki). Spójrzmy na to z innej strony: każda płyta, którą kupujemy, każdy koncert, na który idziemy, są jak oddanie głosu w sondzie na to jak ma wyglądać przyszłość rynku muzycznego. To pokazanie całemu światu, co się lubi, co chciałoby się promować i co uważamy za wartościowe. To jeden wielki głos na tak.

Tym samym, wstrzymanie się od kupna płyty czy biletu może być jednoznaczne z zademonstrowaniem swojego sprzeciwu. Sprzeciwu przeciwko różnym rzeczom. NIE poszłam na koncert Marilyna Mansona (mimo że bardzo chciałam), bo ceny biletów były zbyt wysokie (protest przeciwko korporacyjnym agencjom eventowym narzucającym takie ceny). NIE kupuję składanek, które królują na listach sprzedaży polskich sieci sklepów, bo już wystarczająca ilość idiotów je kupuje i nakręca tym samym ich produkcję. NIE chodzę na Juwenalia (mimo że są za darmo), bo ich poziom artystyczny jest żenująco niski (rok w rok występują te same zespoły i prezentują to samo). NIE chodzę do kina na debilne komedie romantyczne produkcji polskiej, bo wiem, że kupując na nie bilet, przyczyniam się do powstania kolejnej szmiry. I tak dalej, i tak dalej.

Tak naprawdę nic, co robimy, nie jest pozbawione konsekwencji. I nie można sobie bezkarnie iść do kina na takie “Kochaj i tańcz” (choćby po to, żeby się odmóżdżyć) i jednocześnie narzekać na niski poziom polskiej kinematografii. Bo gdyby chociaż raz taki film okazał się klapą finansową, to może następnym razem producent by się trzy razy zastanowił zanim zainwestowałby pieniądze w tak słaby scenariusz.

Piszę to wszystko po to, żeby jeszcze raz podkreślić, jak, przy każdej, nawet najmniejszej życiowej decyzji, ważny jest nasz świadomy wybór. Tak samo w branży rozrywkowej, jak i przy kupowaniu żywności w biodegradowalnym opakowaniu lub nie. I tak samo ważne jest poparcie dla słusznej sprawy jak i ostentacyjne zaprotestowanie przeciwko, powiedzmy szczerze, chłamowi. Dlatego jeśli nie podoba się wam jak wygląda rynek/scena/branża muzyczna (lub ogólnie rozrywkowa), zróbcie najpierw rachunek sumienia: co wy robicie, żeby nam wszystkim było lepiej. Pamiętajcie, this scene is our responsability.

Monika Przybecka




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.