07.01.2009 19:03

Autor: Michał Wieczorek

The Subways – “All Or Nothing”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


the-subways-all-or-nothing.jpg The Subways – “All Or Nothing”

Jesteś zmęczony dzisiejszą sceną muzyczną Wielkiej Brytanii? Nie podniecają cię Arctic Monkeys, nie znosisz Bloc Party, dance punk uważasz za najgorsze, co przytrafiło się muzyce od lat 80-tych, wolisz skakanie od kręcenia tyłkiem, tęsknisz za prawdziwymi rokendrolowcami? Mam dla Ciebie idealny zespół. The Subways.

Zaczyna się dość niewinnie, ładnym motywem gitary, nie dajcie się jednak zwieść temu, bo już po kilku sekundach dostajemy kopa w twarz, czyli metalowy wręcz riff. Moc, proszę państwa. I ten świetny patent wokalny, najpierw on, potem zaraz ona, a w refrenie razem. Nigdy nie grali tak agresywnie, indie granie zostawili daleko za sobą, przenieśli się w bardziej rokendrolowe momenty. Gdzieś tak w okolice Foo Fighters (ale przed nagraniem ostatniej płyty). Posłuchajcie dokładnie początku “Kalifornia”. Potem robi się delikatniej, ale główny riff mógłby znaleźć się na “In Your Honor”, tylko wokale za mało krzykliwe, przystępniejsze takie, co jednak nie znaczy, że Billy nie potrafi się wydrzeć. Potrafi i to całkiem nieźle, co udowodnił w “I Won’t Let You Down”, krzyczy tam, jakby był jakimś screamowcem.

Kolejny mocny kop w szczękę to “Shake! Shake!” z obłędnym refrenem i krzykiem a la Dave Grohl. Dobrze im zrobiła trasa z Foo Fighters, nie ma co. Tym bardziej, że sami przyznają, że przede wszystkim piszą w trasie. “Turnaround” to powtórka z “Oh Yeah”, tylko dwa razy bardziej i dwa razy bardziej punkowo i fufajtersowo. Żywa moc.

Nie zapomnieli o swoich indie korzeniach, “Move to Newlyn” mogłoby spokojnie znaleźć się na debiucie, taka typowa brytyjska piosenka. Następne “All Or Nothing” też. Ten pierwszy spełnia rolę spowalniacza po pierwszych czterech killerach. Tytułowy kawałek ma przygotować nas na powrót mocy w “I Won’t Let You Down” i przede wszystkim w “Obsession”, kawałku, który Billy napisał razem z Charlotte jako terapię po rozpadzie ich związku. Sam Billy przyznawał w wywiadach, że gdyby nie to wydarzenie, ta płyta nie byłaby tak agresywna. Cóż, nie to, żebym mu źle życzył w życiu osobistym, ale jeśli ma pisać takie piosenki?

Za konsoletą “All Or Nothing” usiadł Butch Vig, twórca sukcesów “Nevermind” Nirvany, “Siamese Dream” Smashing Pumpkins, o Garbage nie wspominając. Czyli jakość sama w sobie. Vig poprawił brzmienie, wykrystalizował je i wyostrzył tak, że tymi dźwiękami można ciąć drewno. Sam sprawdzałem. Butch miał też wpływ na stworzenie “Strawberry Blonde”, które miało być króciutkim przerywnikiem, ale tak spodobało się producentowi, że kazał napisać resztę piosenki. Co z tego wyszło? Prześliczna ballada, wyznanie miłości Billy’ego do obecnej dziewczyny. A na koniec zostawili “Lostboy”, przyjemnie kołyszące do snu.

Trzeba im przyznać, że wybrali idealny tytuł. Poszli na całość, żadnych kompromisów. Zdobyli wszystko, nic nie zostawiając konkurencji. Billy, Charlotte, Josh, witamy w rokendrolowej ekstraklasie. I w dziesiątce najlepszych płyt 2008 roku.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (20 głosów, średnio: 7,10 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.