22.10.2009 10:04

Autor: mss

The Sounds – “Crossing the Rubicon”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


sounds-crossing-the-rubicon.jpg The Sounds – “Crossing the Rubicon”
Arnioki Records/2009

The Sounds złagodzili swoje brzmienie, ale wciąż grają w swoim stylu i są w stanie rozkręcić każdą imprezę. Nawet pomimo faktu, że pod koniec płyty zaczyna mocno wiać nudą.

The Sounds pochodzą ze szwedzkiego Helsingborga i grają razem już od dziesięciu lat; większą popularność zdobyli jednak dopiero po wydaniu drugiej płyty – nagranej w 2006 roku “Dying To Say This To You”. Popularność grupy wykroczyła wówczas poza rodzimy kraj, a Maja Ivarsson i jej koledzy zaczęli robić karierę w USA. W Polsce jest to jednak wciąż kapela relatywnie mało znana, choć i tu coś zaczyna się zmieniać i The Sounds zaczynają być coraz bardziej kojarzeni, czego dowodem mogą być dwa planowane na grudzień koncerty, które już cieszą się sporym zainteresowaniem.

Na swoich poprzednich albumach The Sounds prezentowali świeże podejście do wymyślonych dwie dekady wcześniej patentów, mieszając nową falę z punkiem, popem i bardziej konwencjonalnym rockiem. Ubarwione gustownymi klawiszami granie sprawiało bardzo sympatyczne wrażenie i nie dziwi mnie, że spodobało się fanom niezależnego rocka na całym świecie. Dało się jednak zauważyć, że z biegiem czasu zespół zaczął łagodzić swoje kompozycje i prezentować coraz bardziej przystępne dla przeciętnego słuchacza brzmienie. The Sounds kontynuują kroczenie tą ścieżką, w związku z czym “Crossing the Rubicon” brzmi najbardziej popowo ze wszystkich wydawnictw grupy. Podejrzewałbym że to presja wydawcy, gdyby nie fakt, że zespół sam wyprodukował tę płytę i wydał ją we własnej wytwórni.

Czy zmiękczenie brzmienia to wada? Jak dla mnie – niekoniecznie. Na pierwszy rzut oka (ucha) wszystko jest tak, jak wcześniej: melodyjne gitary wsparte klawiszowymi melodiami, prosta gra sekcji rytmicznej, chóralne refreny i charakterystyczny wokal Mai Ivarsson. Utwory są jednak bardziej wygładzone w stosunku do tych z dwóch pierwszych  dwóch płyt. Dla części słuchaczy może to być wada, dla reszty – wręcz przeciwnie. Sam stoję gdzieś pośrodku, wciąż niezdecydowany, z jednej strony zadowolony, że zespół nie nagrywa non-stop takich samych albumów, z drugiej – trochę jednak zawiedziony brakiem mocniejszego uderzenia w stylu “Seven Days a Week” czy “Living in America”. Nie mam jednak wątpliwości, że na żywo utwory te brzmią tak jak trzeba, czyli ostro i z pazurem – wystarczy sprawdzić klikając tu lub tu. Wygląda na to, że The Sounds podążają podobną ścieżką co Blondie, do którego tak często się ich porównuje – coraz łagodniej, jednak wciąż niezwykle przebojowo i bez wkraczania w rejony zarezerwowane dla sezonowych gwiazdeczek z MTV. Odnoszę jednak wrażenie, że w pewnym momencie zespołowi skończyły się pomysły i postanowił wrzucić na płytę typowe zapchajdziury, czego dowodem są pojawiające się pod koniec przynudnawe balladki, bez których album mógłby się bez problemu obejść.

Fanom zespołu z pewnością “Crossing the Rubicon” się spodoba, choć nie gwarantuję tak rewelacyjnych wrażeń, jak podczas przesłuchiwania “Living in America” i “Dying To Say This To You”. Ci, którzy The Sounds nie trawili już wcześniej, raczej jednak przejdą obok niego obojętnie.

Michał Karpowicz

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 6,90 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.