16.11.2008 23:18

Autor: fl23

The Song Is You – odcinek trzeci

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | |


The Song Is You – odcinek trzeci

Trzeciego dnia festiwalu “The Song is you” wystąpili : grupa KOT, Jean Luis Costes, Adrien Kessler i Arbeit.

kot1.jpg KOT - Ksiądz Wojtek Bąkowski, Wojtek “matka boska” Bąkowski i jego zespół – Piotr Bosacki i Przemysław Sanecki, oboje grają na magnetofonach marki Grundig – sprawdź to. KOT to najlepsze co mogło się zdarzyć poezji śpiewanej, gatunkowi, który ma w Polsce bogatą i ciekawą tradycję, a współcześnie wielu wykonawców ją niszczy. 10 lat temu był jeszcze Świetlicki, ale to, co robił szybko stało się nudne. Artyści wyszli na scenę, ubrani niemal w te same stroje, z grobowymi minami na twarzy. Bąkowski, jeśli popatrzeć na niego z dobrej perspektywy (trochę z dołu), wygląda prawie jak Klaus Kinski.

Do muzyki KOTa można wymyślić wiele dziwnych etykietek. Ja bym powiedział, że to jest lo-fi psycho rap z beatem składającym się z 5 sekundowych fragmentów Joy Division albo innego zimnofalowego zespołu.  Przez prawie godzinę Bąkowski recytował swoje wiersze i dyrygował swoimi muzykami. Widok człowieka o aparycji Klausa Kinskiego, który dyryguje dwoma ludźmi ze starymi magnetofonami w rękach ma w sobie coś pięknego. Bąkowski w swojej poezji opowiadał o tym, że nie jest osobą świecką, ma szczękościsk, a to wszystko nie jest śmieszne – śmieszne są pedały i Haine-Medin, że ktoś tak głupio chodzi. Pierwszy raz widziałem ich na żywo – jestem miło zaskoczony, nie spodziewałem się, że ich występ będzie tak efektowny. Polecam serdecznie nagrania grupy KOT i inne projekty członków zespołu. Na przykład Czykytę – Bąkowski rapuje i dissuje Warszawiaków z pozycji Pyrlandii.

tsiy6.jpg Jean Luis Costes – czyli najbardziej brutalny występ festiwalu. Dlaczego brutalnie? A znacie G.G. Allina? Costes zasłużył sobie na przydomek “francuskiego G.G. Allina”. W Warszawie na (nie)szczęście nie popisał się aż tak, ale i tak było niepoprawnie, obrazoburczo, boleśnie, a ci którzy siedzieli w pierwszych rzędach mogli być nawet opluci.

Przerwa techniczna przed koncertem Costesa trwała wyjątkowo długo, artysta nie mógł uzgodnić z dźwiękowcami odgłosów wydawanych przez jego fortepian. Kiedy udało mu się wszystko uzgodnić, wyszedł z sali na dwie minuty i wrócił z butelką wina, w połowie pustą . Wtedy zaczął się koncert – Jean Luis głośno uderzał w klawisze, plując we wszystkie strony, co chwilę pociągając wino i śpiewając o tym jak bardzo jest pijany i “oooo, it’s a drunk song”. I tak przez ponad 40 minut. Śpiewał o swoich zawodach miłosnych, o tym, że w swoim pięćdziesięcioletnim życiu miał tylko jedną kobietę… Kilka fragmentów zapamiętałem nawet na pamięć – “I love the dog, love the dog, I love the cat, love the cat, I love the cunt, love the cunt, I LOVE THE WET CUNT, I love the god, love the god, I love the cunt”. Jeana Luisa Costesa najczęściej porównuje się do wiedeńskich akcjonistów – i rzeczywiście coś w tym jest. Celem piosenki Costesa chyba nigdy nie była muzyka tylko przekroczenie wszelkich granic na scenie, transgresja.

tsiy2.jpg Adrien Kessler – pierwszy raz w swoim życiu wystąpił w Polsce. Mam nadzieję, że będzie dobrze wspominał ten koncert – ja na pewno będę o tym koncercie pamiętał. Mistrz szwajcarskiej awangardy (z wyglądu bardzo miły człowiek) grał między innymi z Johnem Zornem, New Model Army, Ornettem Collemanem i Legendary Pink Dots. Podczas koncertu zagrał utwory ze swojego solowego repertuaru, z którym występuję bardzo rzadko. Warszawska publiczność miała okazję usłyszeć też jego nowy, jeszcze niedokończony utwór. Jego występ spodobałby się wszystkim wielbicielom rocka progresywnego i wszystkich gatunków, które z niego wyrosły. Wyobraźcie sobie, że wszyscy muzycy z Canterbury usiedli przy fortepianie i zaczęli głosić wieści o nadchodzącej apokalipsie. Innych stosownych słów do tego koncertu nie potrafię znaleźć.

Arbeit - niemieckie electro-trio badające historię niemieckiej piosenki. Lider i wokalista Oliver Augst, perkusista Bernhard Reiss i Marcel Daemgen obsługujący sampler. Ostatni występ wieczoru i chyba najgorszy występ na całym festiwalu. Muzycy grali utwory z płyt “Jugend” i “Marx” – pierwsza płyta zawiera piosenki o młodości – od Schuberta do Weilla, a “Marx” to wybór najlepszych socjalistycznych przebojów z songami Ernsta Buscha na czele. tsiy1.jpg Konwencja, w której Arbeit przerabia stare piosenki jest bardzo fajna, ale też bardzo nużąca. Zaśpiewajmy starą piosenkę, dodajmy mocną perkusją, weźmy trochę z industrialu i trochę z electro, dodajmy parę przedwojennych sampli i będzie fajnie. Rzeczywiście jest fajnie, ale bardzo szybko się nudzi. Po dwóch pierwszych utworach już miałem dość (śpiewali głównie piosenki autorstwa Brechta i Eislera), ale na szczęście koncert skończył się jedną z najlepiej napisanych piosenek, jakie słyszałem. Czy jest osoba, której ten rytm nie wpadnie w ucho?

Arbeit – “Der heimliche Aufmarsch”
If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Trzeci dzień The Song Is You przyniósł prawie cztery godziny koncertów…

Filip Lech

Zdjęcia z festiwalu autorstwa Michała Małoty

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.