01.12.2009 00:37

Autor: fl23

The Song is You, dzień pierwszy

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | |


red8.jpg The Song is You, dzień pierwszy

Dzień pierwszy festiwalu piosenki odbył się pod banderą litewskiego postminimalizmu i francuskiego bluesa.

1.
Pod koniec pierwszego dnia festiwalu “The Song is You” mogliśmy zobaczyć wspólny występ-improwizację poprzednio występujących artystów: Ghédalii Tazartes i Red razem z perkusistą Tonim Marinescu. Brzmiało to trochę nieskładnie i mało interesująco, szczególnie po świetnym solowym koncercie Ghédalii, który odbył się przed chwilą.

Ghédalia Tazartes wystąpił z akordeonem, samplerem, dużą ilością zabawek i perkusyjnych przeszkadzajek. Ghédalia tworzy piosenki śpiewając w wymyślonym przez siebie języku (ale nie tylko, śpiewa też po francusku – ostatnio nagrał nawet płytę z wierszami Rimbauda i Verlainea), a muzyka, którą wykonuje, jest niedefiniowalna – właśnie dzięki temu, że jest j e g o  w ł a s n a. Organizatorzy przywołali opinię, że: “jest to żydowski blues zrodzony z hiszpańskich rodziców mieszkających w Paryżu”. Do tego można dodać, że G.T. jest “orkiestrą i zespołem pop w jednym”.

Jego język brzmi jak tajemnicza mieszanina francuskiego, egzotycznego ladino i upiornego, niezrozumiałego języka potworów z mitologii Cthulhu. W przypadku tego muzyka lepiej używać słowa rytuał, obrzęd, ceremonia czy może misterium i pokrewnych niż koncert czy występ. Na swojej ceremonii Ghédalia jodłował, wył i krzyczał, nucił dziecięce piosenki, a wszystko to wydobywało się prosto z trzewi. Melodię z najgorszych koszmarów mieszały się z kołysankami – gdyby ktoś pisał książkę o G.T. mógłby ją zatytułować tak, jak wcześniej nazwał swoją książkę pewien noblista o bardzo podobnych korzeniach – “Ocalony język. Historia pewnej młodości”. Podczas ubiegłorocznego “The Song…” wystąpił nieziemski baskijski śpiewak – Benat Achiary. Razem z Ghédalią mogliby stworzyć wspaniały duet! Ryt odprawiony przez G.T. poprzedzał o niebo gorszy występ, wręcz jedyny kiepski koncert festiwalu.

red9.jpg Red & Tonio Marinescu pochodzą z Lille, grają blues – gdzieś tak w połowie drogi pomiędzy Tomem Waitsem a Noëlem Akchoté. Ale właściwie nigdzie nie dochodzą. Trochę hałasują, ale w granicach przyzwoitości, wokalista jęczy i cały czas ślizga palcami po progu swojej gitary. A przecież każdy gitarzysta wie, a raczej wiedzieć powinien, że jak cały czas robi się to samo, to słuchacz może się znudzić… Czasami Red zamieniał palce na kufel z piwem, czasami kładł się na podłodze i brzęczał odpadkami potrzaskanego przez siebie szkła. Ta muzyka nie miała w sobie ani prostoty i wdzięku, ani emocji bluesa, wydobywanych do dzisiaj w delcie Missisipi. Nawet bluesowy klasyk “St. James Infirmary Blues” wykonany (sprofanowany) przez duet brzmiał nieciekawie.

Festiwal otworzył (a programowo zamknął) występ Arturasa Bumšteinasa z wiolonczelistą Mikołajem Pałoszem, perkusistą Hubertem Zemlerem, XV Parówek i Gębofonicznym Chórem Kameralnym pod dyrekcją Gęby Gębofonu Antoniego Beksiaka (innymi słowy zespół wokalny Five Songs, a w nim między innymi sam Beksiak czy beatboxowiec TikTak). A o utworze opowie sam kompozytor:

“Każdy z artystów wysłał mi swoją ulubioną piosenkę – od popu po autentyczny folklor. Materiał każdego z tych utworów przetworzę i wykorzystam na bardzo różnych poziomach. Analiza spektralna posłuży mi do wydobycia materiału harmonicznego dla partii instrumentalnych. Oryginalne partie wokalne po przetworzeniu posłużą za “dźwiękowe partytury” dla solistów. Każdy z nich będzie imitował to, co usłyszy przez słuchawki. Ale pojawią się też brzmienia samplowane z wyjściowych nagrań. Ważne, że istnieją pewne artefakty z własną strukturą i narracją, które można twórczo wykorzystać”.*

I tak mogliśmy wysłuchać dźwięków podobnych do Franka Wornera, folkowej piosenki o Jasiu i Marysieńce czy kabaretu Starszych Panów, a także mieliśmy okazję usłyszeć najbardziej apokaliptyczny beat-box świata. Zapętlający się pomiędzy piosenkami (czy ich krótkimi wycinkami, fragmentami) hałas sprawił, że utwory, które dobrze znamy (niektórych mogą one nudzić, niektórzy się do nich przyzwyczaili i przechodzą obok nich obojętnie), zabrzmiały w nowy, ciekawy sposób. Zapraszają do powolnego rozkładania piosenki na nowe, interesujące formy muzyczne.

Filip Lech

*Glissando nr.15, wywiad z  Arturasem Bumšteinasem przeprowadzony przez Michała Mendyka.

Dzień trzeci i drugi festiwalu The Song Is You – relacja

Zdjęcia z festiwalu:

taz6.jpg

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.