30.07.2009 11:12

Autor: Zylka

The Prodigy – “Invaders Must Die”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


PRODIGY_CD_8PR1-b The Prodigy – “Invaders Must Die”
Take Me To The Hospital/2009

Królowie powrócili na tron, przed nami – The Prodigy, bogowie muzyki elektronicznej. I to by mogło posłużyć w sumie za całą recenzję, żal jednak byłoby tak szybko skończyć.

“Invaders…” zaskoczył chyba nawet największych fanów Brytyjczyków, bo kto spodziewałby się po psychodelicznym, mrocznym i troszkę jednostajnym “Always Outnumbered, Never  Outgunned” sprzed 5 lat, tak radykalnego i widocznego powrotu do początku lat 90-tych i  tanecznych rytmów? Mimo że wiele z utworów na “Invaders Must Die” jest delikatnie utrzymanych w klimacie z poprzedniej płyty, dodano jednak do nich szczyptę tego czegoś, co sprawia, że The Prodigy z pewnością na nowo staną się monopolistą na rynku zespołów psycho-tanecznych. Jeżeli ktoś z Was jednak miałby co do tego pewne wątpliwości, to rozwieje je już w pierwszym utworze Maxim Reality zapraszając nas do albumu pewnym głosem, oznajmiającym nam, że o to “We are, The Prodigy”.

Co do poszczególnych utworów – w “Thunder” zaskoczy nas główny wokalista – Keith Flint, który z manierą sędziwego Jamajczyka sylabizuje słowa tak, że gotowi jesteśmy uwierzyć, że na moment zamienił się on z kimś z rodu Marleyów na wokale. “Colours” – brzmi znajomo, prawda? A jakże, przecież towarzyszy nam tam ten sam sampel, który wykorzystany był w “Spitfire” sprzed pięciu lat, można się doczepić, że używanie dwa razy tego samego sampla to obciach – ale jeżeli ma to służyć do produkcji takich hitów, podpisuję się pod tym pomysłem obiema rękami. Ale to nie koniec retrospekcji, następny song i… “Take Me To The Hospital” brzmi niezwykle podobnie to kultowego “Out of Space”. Dobrze to czy źle? Nie wiem, ale znów mi się podoba, nawet bardzo. Także w “Warriors Dance” kto bardziej wprawny (i uparty) doszuka się pobrzmiewań “Breathe”.

Ale, żeby niezamierzenie nie wprowadzić Was w błąd, nie chcę upierać się przy tym, że “Invaders Must Die” to tylko odkurzone, stare gdzieś pominięte w dawnych płytach kompozycje. Płytę podzielić można dychotomiczne (przynajmniej ja tak zrobiłem). Cześć pierwsza – kontynuacja “nowego” Prodigy z tanecznym zaciągiem. Część druga – powrót (i to niezwykle udany) do “starego” legendarnego Prodigy. Kto inny by się na to odważył? Oni akurat mogą, mają na tyle mocną pozycję (i zasobne portfele), że trio pozwoliło sobie nagrać album niewymuszony, naturalny i prawdziwy a przez to… niezwykle udany. Nie muszą oni szukać swojego stylu, wyczuwać trendów, bo po prostu mają to, co potwierdza ich jestestwo. Chyba nie raz zdarza się Wam opisując kumplowi jakiś band mówić “wiesz, coś jak Prodigy”. Komu nie spodobał się “Always Outnumbered, Never Outgunned”, a chciałby dać Brytyjczykom jeszcze jedną szansę – to jest idealny moment.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Robisz domówkę? Puść “Invaders…”, a nawet goście, którzy na co dzień nie gustują w tego rodzaju muzyce nie wyjdą, dopóki ta płyta nie zapali się w odtwarzaczu – chyba, że wcześniej, na parkiecie w przedpokoju spalą się koleżanki i koledzy, bo niewątpliwie ten album działa jak miotacz kuli, który co roku kupujemy na Sylwestra, z tym że Prodigy zapewniają nam naprawdę serię, zaskakujących, wielobarwnych wystrzałów.

Krzysiek Żyła

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (26 głosów, średnio: 7,19 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.