14.03.2009 22:53

Autor: marcin

The Pains Of Being Pure At Heart – “The Pains Of Being Pure At Heart”

Kategorie: Albumy zagraniczne, OFF recenzje, Recenzje

Wykonawcy:


the-pain-of-being-pute-at-heart-cover.jpg The Pains Of Being Pure At Heart – “The Pains Of Being Pure At Heart”

Ile razy słuchając albumu ulubionego wykonawcy w naszej głowie pojawia się myśl – dlaczego nie ja? Dlaczego to nie ja mogłem być pierwszym Morrisseyem, Robertem Smithem czy Billym Corganem?

Niestety pokoleniu, które przyszło na świat w czasie, gdy album ”The Queen Is Dead” The Smiths ujrzał światło dzienne, nie pozostaje nic innego, jak zasłuchiwać się w starych nagraniach lub samemu sięgnąć po gitarę i spróbować zmienić coś w tej kwestii. Myśl ta – niezależna od stref klimatycznych, szerokości geograficznej czy wyznania – dopada każdego kto choć raz marzył o pojawieniu się na scenie. Tak samo jak czwórkę muzyków z NY, którzy w 2007 roku zorganizowali się w grupę o dość niejednoznacznej nazwie The Pains Of Being Pure At Heart. Sam pomysł nazwy muzycy zaczerpnęli z tytułu opowiadania dla dzieci, autorstwa jednego z przyjaciół zespołu.

W ciągu dwóch lat zdążyli zagrać kilkadziesiąt koncertów (głównie po małych klubach i piwnicach, często dla kilku osób) oraz wydać własną EP (zatytułowaną po prostu “The Pains Of Being Pure At Heart”). Sami nie ukrywają, że to dopiero teraz, w chwili gdy ukazuje się ich debiut, mają swoje najważniejsze 5 minut. Album ukazał się w niezależnej wytwórni Sluberland (wydającą m.in. Crystal Stilts, Hood). W wywiadach muzycy zaznaczają, że nie liczą na żaden komercyjny sukces, wystarczy jeśli na ich koncertach zacznie pojawiać się więcej osób niż do tej pory. Pomimo krótkiego stażu grupa ma na koncie wizytę w Europie, grając głównie w Wielkiej Brytanii i Skandynawii.

To, co słychać na debiutanckim krążku zespołu, to nic innego, jak podróż przez brzmienia lat 80-tych. Od bezpośrednich odniesień do The Cure (“This Love Is Fucking Right” czy “Stay Alive”), przez motorykę The Jesus and Mary Chain (otwierający “Contender” i zamykający album “Gentle Sons”) po lekkość i przebojowość The Smiths (“Everything With You”). Trzeba przyznać, że grupa brutalnie bezpośrednio czerpie ze swoich inspiracji, czasem aż nadto podkreślając brzmieniowy związek ze wspomnianymi zespołami. Co jednak zaskakuje – jeśli zazwyczaj taki zabieg kończy się banalnym plagiatem – tutaj wypada świetnie. Nie wiem czego to zasługa, ale stawiałbym na zespołowy zmysł wydobywania tego, co najważniejsze w dream popie i shoegaze, i obracania tego w piosenki.

“Everything With You”
If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

I w zasadzie na tym można by było skończyć tę recenzję, gdyby nie fakt, że The Pains Of Being Pure At Heart to jednak osobny zespół, w którym od pierwszego słuchania można dostrzec próbę samookreślenia się. Wbrew pozorom jest to dosyć urozmaicony materiał. W każdym utworze, w aranżacjach, wokalu słychać próbę przemycenia pamiętliwej melodii. Można oczywiście zarzucać tej muzyce wtórność, ale broni się jakością wykonania. Można się krzywić na brak nowatorstwa, ale wystarczy wsłuchać się w refren “Stay Alive”, by poczuć, że grupa po prostu nieco spóźniła się ze swoją koncepcją kontry na disco lat 70-tych. To powiew tego, co stanowiło o odmienności i atrakcyjności muzyki rockowej w latach 80-tych.

Jeśli chodzi o warstwę tekstową, to trzeba przyznać, że muzycy stawiają na prostotę i bezpośredniość. Można psioczyć, że banał i nuda (jak w “Come Saturday” - historii o poważnym związku na odległość, gdzie Kip Berman śpiewa ”Another sunny day, and you’re 80 miles away, tuesday“), ale tak naprawdę jest w tej muzyce coś, co zwyczajnie nie pozwala słowom odlecieć zbyt wysoko. Całość przypomina raczej energetyczną bombę, taką, którą przydaje się odpalić pod koniec kiepskiego dnia. Teksty są proste, ale takie mają być, beztroskie, z pozytywnym ładunkiem.

Boję się pomyśleć co dzieje się na ich koncertach – jednocześnie mam nadzieję, że któryś z polskich organizatorów letnich festiwali pokusi się i zaprosi grupę do kraju. Wakacje + scena + “Come Saturday” - z perspektywy końca zimy, jest to niezwykle niebezpieczna wizja. Dajcie nam ich koncert!

Marcin Bieniek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (20 głosów, średnio: 7,80 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.