14.06.2010 11:18

Autor: marcin

The National – “High Violet”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


highviolet.jpg The National – “High Violet”
4AD / 2010

The National w swoim najlepszym wydaniu.

Wraz z wydaniem swojego najnowszego albumu, The National znaleźli się prawdopodobnie w najlepszym momencie swojej kariery. “High Violet” jest dla zespołu tym czym “Ok Computer” był swego czasu dla Radiohead, “13″ dla Blur, “Urban Hymns” dla The Verve. By się o tym przekonać wystarczy przyjrzeć się atmosferze, która panowała przed premierą krążka. Około-pitchforkowe media na żywo relacjonowały każdy krok zespołu, który zapowiadał nowe wydawnictwo. Efekt tych poczynań najlepiej ujmują miejsca sprzedaży, które “High Violet” zdobył w poszczególnych krajach: USA – 3, Kanada – 2, Wielka Brytania – 5, itd. “Boxer” mógł pomarzyć o podobnych wynikach.

Billboard billboardem, przyjrzyjmy się jednak artystycznej zawartości najnowszego dzieła Nowojorczyków. Styl w jakim The National komponują swoje utwory, z płyty na płytę nabiera wyrazistości i charakteru. Wspomniany album “Boxer” wydaje się być pod tym względem przełomowy. Krążek od początku do końca, zaskakuje poziomem kompozycji. Muzycy w zasadzie nie dokonali żadnej rewolucji – poprzestawiali jedynie kilka rytmów, wykorzystali kilka nowych instrumentów, a przy tym włożyli w wyprodukowanie płyty sporo słyszalnej na krążku, mozolnej pracy. To wszystko złożyło się na album, który wyraziście pokazał zakres możliwości zespołu.

Praca nad “High Violet” okazała się dla zespołu ważnym sprawdzianem. Oczekiwania fanów plus ciśnienie pompowane przez media sprawiły, że muzycy spędzili w studiu prawie rok. Efektem tej pracy jest najbardziej wysublimowany krążek grupy, w którym miodne melodie przeplatają się z duszną od emocji atmosferą. Bez radykalnych zmian i cięć, za to z udziałem Justina Vernona, Sufjana Stevensa oraz Richarda Perry’ego z Arcade Fire.

Otwierający płytę “Terrible Love” prowadzi słuchacza przez mozolną gitarową zwrotkę, do pięknie wybuchającego refrenu. W kolejnym “Sorrow” robi się już bardziej przestrzennie – utwór ma spore ambicje singlowe. Podobnie wypadałoby napisać o 5 kolejnych piosenkach, które poprzez rytmiczno-melodyjne kombinacje tworzą spójną, wciągającą całość. Wystarczy wsłuchać się w dynamiczne “Bloodbuzz Ohio” czy zwieńczone świetnym refrenem “Anyone’s Ghost”. Końcówka albumu rozpływa się w spokojniejszych dźwiękach, ubarwionych delikatnymi wstawkami smyczkowymi.

Matt prawdopodobnie przesadził z ilością czerwonego wina, które pomogło mu wylać z siebie emocje – płyta niebezpiecznie wzrusza. Dla niektórych może się to okazać barierą nie do przejścia, ale myślę, że mimo wszystko warto zmierzyć się z tą płytą.

Marcin Bieniek

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (31 głosów, średnio: 7,77 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.