12.02.2010 18:45

Autor: Zurus

The Jesus Lizard – szepty i wrzaski

Kategorie: Czytelnia, Felietony, POLECAMY

Wykonawcy:


the-jesus-lizard.jpg The Jesus Lizard – szepty i wrzaski.

Sylwetka “wielkiego i zapomnianego” zespołu, którego pewnie słuchają psychopaci. Ale kilku normalnych ludzi też.

Tak. Szepty i wrzaski to integralna część brzmienia tego zespołu. Zdaje się że to hard-core… ale nie do końca. Niby punk… ale jednak nie. - A więc, co The Jesus Lizard do cholery gra? - zapytacie, drapiąc się po głowie. Hmmm… to nie takie proste.

Ale na początek, parę wikipedyjnych wiadomości. Zespół założony został w 1987 r. w Austin (Texas), przez gitarzystę Duanea Denisona. Zrekrutował on wokalistę z noise’owego składu Scratch Acid, Davida Yow, by nagrać parę piosenek. Właściwie to Yow miał grać na basie, mowy o śpiewaniu na razie nie było. Jednak po paru próbach stanęło na tym, że David zaczął udzielać się przy mikrofonie, a pozycję samca gamma w zespole zajął były basista Scratch Acid – David Wm. Sims. Brak perkusisty zrekompensował automat perkusyjny (potem podmieniony na “żywego”, Maca McNeilly’ego). Pierwsze, pięcioutworowe EP (“Pure”) wydali w ‘89 r., pierwszy longplay – “Head” – rok później. Po nagraniu sześciu albumów studyjnych (ostatnie są niestety już średniawe), w czerwcu 1999 roku zespół się rozpadł. Sims i Yow zaczęli koncertować w reaktywowanym Scratch Acid, Denison grał m.in z którymś-z-kolei składem Mike’a Pattona (Tomahawk). W 2008 panowie zebrali się w sobie i wyruszyli w trasę.

Ten pierwszy raz

Pierwszy kontakt z twórczością tego zespołu może być dość szokujący (sam na początku stwierdziłem, że to gówno jakich mało). Co prawda stworzono dla niego ładną szufladkę “noise rock”, ale tak nazywa się zespoły tak odległe stylistycznie od siebie jak Sonic Youth czy Butthole Surfers. The Jesus Lizard brzmi… jak The Jesus Lizard. Unikalnie. Pierwsze co uderza, to wokal Davida Yow. Melorecytacja, hardcore’owy krzyk, szept, prychanie, kwilenie – facet robi wszystko, byle nie śpiewać. Głos Yowa to najoryginalniejszy element brzmienia zespołu. W części utworów wokalista zachowuje się dosyć normalnie (np. “Panic in Cicero” i “Best Parts” z płyty “Down”). Jednak momenty, w których osiąga on poziom opętańczej, szalonej recytacji nie należą do rzadkości (“Then Comes Dudley”, “Seasick”, “Mouth Breather” z “Goat”, “The Associate” z “Down”). W takich utworach tkwi niesamowita ilość podskórnej wściekłości, której nagłe wybuchy sprawiają mi wiele przyjemności. W wokalnych szaleństwach pana Davida widzę inspirację dla sławnego frontmana Faith No More, czyli Mike’a Pattona. Pewnie nieświadomie wokalista Fantomasa zaczerpnął trochę z eksperymentów głosowych szefa The Jesus Lizard. Zresztą wytwórnia należąca do Pattona, Ipecac Recordings, wydaje płyty QUI – zespołu, którego wokalistą jest nikt inny jak pan Yow.

A teraz gitary

Tło dla paranoicznego wokalu Yowa stanowi gitara i bas (perkusja w twórczości tego zespołu rzadko wybija się na pierwszy plan). Czasami partie Denisona to czysty punk i garażowy rock, jednak częściej są to poszarpane, przytłumione, skradające się riffy, w których czuć inspiracje od korzennego bluesa przez hardcore do industrialu. Brzmienie gitary Denisona to kolejny charakterystyczny element zespołu. Ważną rolę w The Jesus Lizard ma bas Simsa – to on często dominuje w piosenkach takich jak “Monkey Trick” czy “Killer McHann”. Rozpędza te utwory, nadaje im niemal metalowego ciężaru, a basista może pochwalić się umiejętnościami a la Flea (ale bez pustego popisu technicznej biegłości). Ech, bardzo trudno pisać o brzmieniu tego zespołu, bo to po prostu jeden z najoryginalniejszych zespołów rockowych jakie znam. Samemu trzeba sprawdzić i wyrobić sobie opinię.

Don’t get me wrong, he’s a nice guy (…) but he’s a mouth breather

Teksty piosenek… właściwie to powinno się nimi zająć jakieś zgromadzenie psychologów i psychiatrów, bo to, co opisuje David Yow nie jest zbyt normalne. Dominuje temat morderstw i tortur popełnianych w różnych konfiguracjach (“Then Comes Dudley”, chyba jedyna ballada zespołu, czyli “Elegy”), ewentualnie wszelkie zboczenia jakie człowiek wymyślił na przestrzeni swojego istnienia. Czasami są to niezrozumiałe relacje z koszmarów sennych człowieka cierpiącego zapewne na wiele schorzeń umysłowych. Wokalista zapytany w jednym z wywiadów o powód takiej brutalności swoich liryków stwierdził, iż to tylko objaw chorego poczucia humoru jego i innych członków zespołu (czyli podejście podobne jak w przypadku zespołów grindcore’owych). Stwierdził on też, że nie ma co zagłębiać się specjalnie w przesłanie tekstów które pisze, bo go w nich nie ma. Cóż, pozostaje nam tylko krzyczeć za wokalistą: “If It have face I won’t eat it…”.

the-jesus-lizard1.jpg Szoł

Na YouTube można podziwiać The Jesus Lizard w wersji na żywo. Wtedy to szaleństwo znane z albumów przenoszone jest w zupełnie inny wymiar. Yow co chwile robi wypady w publiczność (kiedyś kończyły się bójkami między wokalistą w co agresywniejszymi fanami), na scenie odstawia taniec rodem z zakładu psychiatrycznego. Na początku istnienia zespołu wokaliście zdarzało się paradować w stroju Adamowym, często w pozie, którą znać możecie ze sceny z trzeciego sezonu Californication. Na zeszłorocznej trasie obyło się bez podobnych atrakcji. W każdym bądź razie, The Jesus Lizard w wydaniu na żywo to czysty dynamit, o czym możecie przekonać się słuchając koncertowej płyty “Show”. Energia wprost rozsadza słuchawki.

Akapit, w którym autor wyjawia smutny fakt, iż…

… na polskim rynku zespół ten w ogóle nie istnieje. Nawet z racji zeszłorocznego remasteru płyt zespołu żadna z polskich wytwórni nie zainteresowała się wydaniem “Liar” lub “Head” w naszym pięknym kraju. Oczywiście, część polskich e-sklepów ma te wydawnictwa w swojej ofercie, ale zazwyczaj z dopiskiem “Towar trudno dostępny”, co oznacza często życie w niepewności “Czy aby dojdzie?”. Na pocieszenie dodam, iż nie jesteśmy osamotnieni w braku  dostępu płyt bandu Davida Yow – większość nakładu odnowionych albumów The Jesus Lizard został już wyprzedany, a ceny na eBay są typowo ebajowskie (czyli za wysokie). Pozostaje szperanie po zakamarkach antykwariatów płytowych, w których można znaleźć różne dziwne rzeczy (raz zdarzyło mi się zobaczyć winyl “Goat”. Raz, do diabła!).

Końcówka

Dla niektórych twórczość The Jesus Lizard może być tylko wrzaskami jakiegoś świra. Ci, którzy szukają w rocku czegoś oryginalnego, a jednocześnie mocnego, na pewno polubią popieprzone utwory Davida Yow i spółki. Na pewno warto sprawdzić ten zespół, choćby z samej ciekawości jak brzmi opętany nudysta.

Łukasz Żurek

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.