24.02.2010 01:04

Autor: Michał Wieczorek

The Jeffrey Lee Pierce Sessions Project – “We Are Only Riders”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy: | | | | | | | | | | | |


we-are-only-riders.jpg The Jeffrey Lee Pierce Sessions Project – “We Are Only Riders”
Glitterhouse/2009

Jakiś czas temu Tony Chmelik znany bardziej jako Cypress Grove, jeden z najbliższych przyjaciół Jeffrey’a Lee Pierce’a, tragicznie zmarłego lidera The Gun Club, sprzątając strych znalazł na strychu kasetę opisaną “JLP Songs”, która zawierała szkice piosenek nagrane krótko przed śmiercią JLP. Poruszony tym Chmelik skrzyknął innych przyjaciół Pierce’a oraz artystów, dla których był on inspiracją, by razem dokończyć te piosenki.

Rzut oka na skład może spowodować szybsze bicie serca. Występują tu obok siebie Nick Cave, Debbie Harry, The Raveonettes, The Sadies, Lydia Lunch, David Eugene Edwards, Mick Harvey czy wreszcie Isobel Campbell oraz Mark Lanegan. Ten ostatni należał zresztą do kręgu najbliższych przyjaciół JLP, razem napisali “Kimiko’s Dream House”, które pojawiło się na “Field Songs” Lanegana, mieli w planach wspólne nagrania, wreszcie Lanegan scoverował “Carry Home” na swojej najlepszej płycie – “I’ll Take Care of You”. Ta wersja była moim pierwszym spotkaniem z JLP. Jeffrey współpracował z Debbie Harry (a przy okazji był także szefem amerykańskiego klubu Blondie), która tutaj zaśpiewała “Lucky Jim” jedyną znaną wcześniej piosenkę.

Wydaje się, że tych szkiców nie było zbyt wiele, bo 3 piosenki pojawiają się trzykrotnie w różnych wykonaniach. Z tych wykonań najbardziej wyróżnia się “Free To Walk” w wersji The Raveonettes. Duńczycy podeszli do piosenki z szacunkiem, ale przerobili ją na swój styl, czyli połączyli słodkie wokale z hałaśliwymi gitarami. W porównaniu z nimi wykonania Marka Lanegana z Isobel Campbell i Nicka Cave’a z Debbie Harry wypadają dość zachowawczo. Obydwa są utrzymane w bluesowo-country’owej tonacji całej płyty. Z nich bardziej przemawia do mnie wersja Lanegana i Campbell przede wszystkim dzięki eterycznemu głosowi Isobel i pięknemu banjo. Ta piosenka bez przeszkód mogłaby się znaleźć na którejś płycie tego duetu. Zresztą zagrali ją w Łodzi na przykład.

Lanegan bez Isobel wykonuje “Constant Waiting”. Ta wersja tego utworu najbardziej mi odpowiada, ale to pewnie dlatego, że jestem ogromnym jego fanem. Za to wersja Johna Dowda zupełnie traci urok przez użycie automatu perkusyjnego i powoduje wrażenie niespójności. Jak przetworzenie na własny styl “Free To Walk” przez The Raveonettes wyszło bardzo dobrze, tak tu zupełnie. Wersja The Sadies z grubsza odpowiada Laneganowej. Trzeci z powtarzających się utworów to “Ramblin’ Mind”, a jego 3 wersje są do siebie dość podobne, ale przecież David E. Edwards, Cypress Grove i Nick Cave poruszają się po podobnych muzycznych obszarach. Lydia Lunch wykonuje “My Cadillac” i “St. Mark’s Square”, które są jednymi z najlepszych piosenek na krążku. Mick Harvey dodał trochę gitarowego hałasu.

Teksty JLP to przede wszystkim opowieści, zarówno autobiograficzne, jak i wymyślone, dziejące się gdzieś na preriach, małych miastach czy na szlakach. Opowieści najczęściej o niezbyt przyjemnych stronach życia. Z tymi tekstami koresponduje muzyka – bluesy, chropawe country, muzyka prerii, pełna banjo i gitary lap steel. Dość blisko jest do out law country czy “Nebraski” Springsteena. Właśnie takie były solowe płyty JLP, mocno zakorzenione w amerykańskiej tradycji.

Zwykle mam problem z oceną wydawnictw pośmiertnych, szczególnie, gdy zmarły zostawia tylko szkice, które potem ktoś wykorzystuje do stworzenia czegoś nowego. Przeważnie widzę w tym tylko skok na kasę. Takim skokiem były prequele “Diuny” Franka Herberta, które napisał jego syn wraz z zawodowym pisarzem na podstawie kilku szkiców. Dwie powieści kończące cykl powstały z dwustronicowego szkicu. Nowopowstałe pozycje są dużo słabsze od oryginału. Rozwiązania fabularne kuleją, kunszt już nie ten. Została też utracona magia niedopowiedzeń. Często też tak dzieje się w muzyce, w tribute’ach. Też często są na słabym poziomie artystycznym, nawet jeśli zaangażowani są bardzo znani muzycy.

Tutaj tak nie jest. Przyjaciele zebrali się, by uhonorować JLP i zinterpretować te kilka utworów, które po nim zostały. Każdy odcisnął na nim swoje piętno, pozostając jednocześnie wiernym temu, co prezentował JLP. A na dodatek ta płyta po prostu jest świetna, niezależnie od historii powstania.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 7,25 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.