18.05.2009 23:44

Autor: marcin

The Horrors – “Primary Colours”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


the-horrors1.png The Horrors – “Primary Colours”

Jeśli The Horrors byli do tej pory brani za niepoważną imitację punkowej grupy, to swoim nowym albumem całkowicie odcinają się od tych skojarzeń. Pokazują, że pod makijażem i wystylizowanymi ubraniami ukrywają pewien niemały potencjał.

Tak wiem, spytacie – a co z energią upchniętą w utwory znane z debiutu, jak “Jack The Ripper”, “Count In Fives” czy “Gloves”? To też było udawane i nieważne? No nie do końca. Na swoim debiucie zespół, pomimo dosyć naciąganego wizerunku, zaprezentował kilka dobrych piosenek, odświeżając nieco granie spod znaku The Kinks, The Sonics, Sex Pistols. Fakt, poślizgnęli się sporo w czasie. Taka prowokacja z pewnością zapisałaby się (w mniejszy lub większy sposób) w muzycznej historii, gdyby zespół debiutował pod koniec lat 70-tych (wspólna trasa z Joy Division?). Z drugiej strony pojawienie się w 2007 albumu “Strange House” nie przeszło bez echa. Trudno było rozgryźć, na ile zespół został “odkryty” przez NME szafujące z tygodnia na tydzień określeniami “debiut roku”, “album dekady” itd., a na ile sukces zawdzięczają własnym staraniom. Potrzeba było im czegoś więcej. Potrzeba było drugiej płyty, różniącej się od debiutu, która uwolniłaby zespół od metki dodatku uatrakcyjniającego okładki popularnych czasopism.

I tym sposobem, gdzieś w niewielkim mieście Bath na zachodzie Anglii, zespół zabrał się za przygotowania materiału na drugą płytę. Nad całością czuwał Geoff Barrow znany z Portishead, mający na swoim koncie produkcję ostatniego albumu swej macierzystej grupy zatytułowanej “Third” oraz współpracę z grupą The Coral podczas produkowania ich trzeciego albumu “The Invisible Invasion”. Zatrudnienie kogoś takiego jak Barrow nie mogło zaowocować niczym innym jak zwrotem w stronę mrocznej, nastrojowej psychodelii. Dodajmy, że o ile wierzyć plotkom Barrow w studiu jest szaleńczym perfekcjonistą,  The Horrors trafili na odpowiednią osobę, która wyciągnęłaby z ich muzyki dostępny w niej potencjał.

Zaskoczeniem numer jeden okazał się utwór “Sea Within A Sea”, do którego teledysk został zaprezentowany na oficjalnej stronie zespołu 14 marca. Ośmiominutowy numer oparty na pulsującym rytmie i chłodnym brzmieniu gitar oraz klawiszy rozwijał się w epicką ścianę dźwięku, a zarazem zupełnie różną od tego, do czego muzycy z Southend zdążyli nas przyzwyczaić. Utwór uzupełniała sekwencja wideo prezentująca zamazany obraz muzyków stopionych ze swoimi instrumentami, utrzymana w klimacie wczesnych klipów rodem z wytwórni 4AD. Ta cicha erupcja kolorów i dźwięków, pojawiająca się nagle, bez szumnych zapowiedzi zaostrzyła apetyt na całość. W końcu The Horrors zdołali przykuć do siebie uwagę nie tylko wyglądem, ale muzyką napędzającą wzmacniacze.

“Sea Within A Sea”
If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Otwierający album “Mirror’s Image”, a zwłaszcza jego ambientowa część przypomina wczesne dokonania Briana Eno. Można by wymienić całą plejadę inspiracji, które mniej lub bardziej ewokowały materiał na “Primary Colours”. Od wczesnego The Cure, po Jesus and Mary Chain czy Psychodelic Furs – nazwy tych zespołów od kilku lat regularnie pojawiają się przy okazji debiutujących zespołów. The Horrors, czerpiąc z tych samych źródeł co większość nowych brytyjskich formacji, dokonali czegoś o co niezwykle trudno. Nagrali materiał dorównujący poprzednikom, a jednocześnie stworzyli wokół zespołu atmosferę i image o niebanalnym charakterze. Image utrzymujący atmosferę odrębności i indywidualizmu.

Nie wiem w jaki sposób muzycy komponowali piosenki na ten album, ale podejrzewam, że obeszli się bez większego koncepcyjnego założenia. Mniej tu logiki, dosadności, a więcej próby sterowania emocjami słuchacza. Ciekawie na tym tle wypadają wycieczki w gitarowe rejony My Bloody Valentine, jak w “Scarlett Fields” czy “Three Decades”. Jazgoty i metaliczne jęki poukrywane gdzieś na drugim planie pod pozornie melodyjnym śpiewem Farisa, utrzymują słuchacza we wrażeniu, że album rozwija się w kilku kierunkach jednocześnie. Nie są to oczywiście podróże bardzo rozbudowane, muzycy nie popisują się umiejętnościami, ale jak już wspomniałem starają się operować klimatem jak tylko się da. W kwestii odbioru album z pewnością na tym zyskał.

Kiedy wszyscy Editorsi i Łajt Lajsi wciąż starają się wygrzebać z szufladki z napisem Joy Division, Horrors biorą się po prostu za robienie muzyki. “Primary Colours” to płyta robiona z ambicjami, by wyjść poza obręb inspiracji i wnieść coś swojego do szerokopasmowego nurt rock’n'rolla. I może to nie nowa epoka lodowcowa dla fali “zimnego grania”, ale niektórym, mniej wrażliwym na zmiany temperatur radziłbym się bać.
Marcin Bieniek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (47 głosów, średnio: 7,77 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.