05.05.2010 21:14

Autor: Zylka

The Hickey Underworld – “The Hickey Underworld”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


hickey_underworld.jpg The Hickey Underworld – “The Hickey Underworld”
EMI Music Poland/2009

Nie słyszałem nigdy o zjawisku pod nazwą “belgijska scena muzyczna”, nie znam też głośnych  zespołów o belgijskim rodowodzie, no może poza Hooverphonic i Soluwax. Tym większe było me zdziwienie, kiedy natrafiłem na debiut The Hickey Underworld. Debiut, który moim zdaniem niezasłużenie został przez odbiorców milczkiem pominięty.

The Hickey Underworld to czwórka chłopaków z Antwerpii, gdzie uchodzą za zespół metalowy, choć w nomenklaturze nazwijmy to brytyjskiej umieszcza się ich raczej w zakładce indie-punk czy alternative. Ale nie o terminy tutaj chodzi. THU wpisują się wolno odradzającą się po latach dominacji wylansowanych, wygłaskanych mdłych gitarowo zespołów falę bandów robiących przy użyciu swoich instrumentów zdecydowanie więcej hałasu i  gęstego nieładu (debiut Japandroids, nowa płyta Black Rebel Motocycle Club). Jako debiutanci mieli ogromne szczęście bo przy produkcji płyty pomagał im niejaki Howie Weinberg, odpowiedzialny za mastering płyt  Beastie Boys, The Mars Volta, Rammstein, czy “Nevermind” Nirvany. Lepiej trafić nie mogli, bo co do brzmienia zarzutów mieć nie można. Słychać, że album ten prezentuje najlepiej jak to możliwe dla zespołu w tym momencie  rozwoju.

Posądzenie THU o jakąś rewoltę, zmianę biegu historii muzyki rozrywkowej byłoby daleko posuniętym brakiem rozsądku, ale czy można wymagać tego od zespołu, która  swój pierwszy koncert zagrał cztery lata temu? Na pewno jednak słychać w nich świeżość, bryzę Morza Północnego, niezmąconego nowymi prądami z Wysp Brytyjskich czy Zatoki Nowojorskiej. Płytę otwiera jazgot gitar rodem z najlepszych kompozycji Fugazi. Taki kopniak na początku  znawców klimatu niemal z automatu wprawia w zdecydowanie lepsze samopoczucie. Z resztą tych odniesień, inspiracji, zaczerpnięć, kto sprawniejszy może doszukać się wiele. Najjaśniejszymi punktami na tej 10 stopniowej debiutanckiej traciliście są chyba “Blonde Fire” i “Future Words”. O ile pierwszy z nich słusznie został wybrany za singiel, bo prezentuje esencję debiutu The Hickey Underworld, wyrazista, porywająca, tak zwana miotła o tyle “Future Words” daje nam nadzieje na to, że czwórka z THU potrafi też zagrać coś w innej, lżejszej, bardziej przystępnej konwencji. I jeszcze ten wokal, gdzieś już słyszany, znany i nawet lubiany. Do złudzenia przypominający Bono, z zamierzchłych czasów, kiedy nie musiał jeszcze kryć łysiejącej głowy dzięki różnym zabiegom fryzjerskim.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

The Hickey Underworld stanowi dla młodych słuchaczy pragnących ostrzejszej muzyki pewną alternatywę. Nie tak bardzo taneczni jak White Rose Movement, nie tak wygładzeni jak Arctic Monkeys. Debiut THU to prawie 40 minut muzyki z której bije bezczelnością, bije młodością i polotem. Pobiją króla? Może kiedyś, może jakiegoś.

Krzysiek Żyła

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 7,25 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.