12.07.2010 22:53

Autor: Michał Stępniak

The Futureheads – “Chaos”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


thefutureheads_chaos.jpg The Futureheads – “Chaos”
Nul Records / 2010

Bez kroku naprzód, bez kroku wstecz. Dla The Futureheads czas wyraźnie się zatrzymał.

Gdybym miał wskazać jeden zespół na którego koncert poszedłbym na kolanach, nie zważając na wszelkie trudności, z pewnością byłoby to The Clash. Wiele bym oddał za te kilka chwil z Joe Strummerem i spółką. Smutne, że kolana mogę ścierać  w zupełnie innych okolicznościach, a moje życie nigdy nie będzie do końca spełnione. Nie będzie mi dane  obejrzeć najlepszego zespołu wszechczasów, a tym co tego zaszczytu dostąpili mogę jedynie pozazdrościć. Pewnego pięknego, listopadowego wieczoru 2008 roku w krakowskim klubie Studio dostałem jednak pewną małą namiastkę jednego z największych marzeń. Oto Barry Hyde, wokalista The Futureheads, zachowywał się i śpiewał w niemal identyczny sposób jak Strummer. Usta długo miałem otwarte ze zdzwienia, łzy wzruszenia pragnęły za wszelką cenę wypłynąć z oczu. To było piękne przeżycie, któremu jednak czegoś zabrakło, bo The Futureheads czegoś, niestety, wyraźnie brakuje…

“The Chaos” to czwarty album panów z Sunderland. Zaczyna się obiecująco. Hyde skanduje: “5-4-3-2-1 Let’s Go!” i od razu słyszymy znajome brzmienie gitar. Właśnie, ZNAJOME. Ci, co kojarzą zespół ze znakomitego coveru Kate Bush “Hounds Of Love” i kilku przebojów z poprzedniej płyty “This Is Not The World” pewnie będą uradowani. Natomiast osoby, które zdołały poznać kapelę nieco lepiej, niczego nowego na “The Chaos” nie odnajdą. Brak odwagi, odrobiny szaleństwa? Chyba tak, ale z drugiej strony nie każdy zespół potrafi być jak Foals.

The Futureheads uparcie trzymają się tego samego schematu: zwrotka, chwytliwy refren, zwrotka, refren, przejście, refren… Rock’n'roll wiecznie żywy? Z jednej strony dostajemy melodyjny wokal, a z drugiej wszechobecne i na dłuższą metę irytujące chórki. Brak zaskoczenia, powielanie starych pomysłów to nie jest raczej dobra droga. Jedyne czego nie sposób im odmówić to energii, która skondensowana w trzyminutowych utworach może imponować. Jeśli to byłby debiut, prawdopodobnie długo bym się nie mógł uwolnić od tych dźwięków. Wszystkie chwyty są tu jednak znane, słuchanie nieco bezczelnej kontynuacji sprawia, że chce się krzyknąć: “dość!”. Tym bardziej, że wielkich przebojów raczej tu nie ma. Na dłużej w głowie zostają tytułowe “Chaos”, singlowe “Struck Dumb” czy “Heartbeat Song”, ale to i tak w ramach strategii wyszukiwania hitów na siłę. O płycie szybko się zapomina, z tęsknotą patrząc w przeszłość na The Clash czy Buzzcocks, którymi The Futureheads pewnie chcieliby zostać, ale to się nie uda. Przynajmniej, nie tym razem.

Największy koszmar zespół zostawia na koniec. Piosenka nosi tytuł: “Jupiter” i odbiega stylistycznie od pozostałych utworów, przywodząc na myśl dokonania takich kapel jak Queen. Jeśli to jest pomysł na zmianę oblicza, to moja znajomość z The Futureheads właśnie się kończy. Na ich Twitterze można było w ostatnich dniach przeczytać: “Szykujemy album a capella…“. Chciałem zmian, to je dostanę. Panowie, miło było was poznać, ale to już cios poniżej pasa.

Michał Stępniak

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (3 głosów, średnio: 7,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.