25.01.2017 09:26

Autor: Michał Stępniak

The Flaming Lips – “Oczy Mlody”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


The Flaming Lips – “Oczy Mlody”
Warner Bros./2017

Granice wyobraźni.

Każdy kolejny ruch The Flaming Lips jest zagadką. Taka strategia nie łączyła się jednak w ostatnich latach tylko z pozytywami. Pozyskanie nowych wielbicieli wydawało się trudniejsze niż strata zainteresowania wśród tych, którzy towarzyszyli zespołowi przez dłuższy czas. Koncerty, na szczęście, zespół w dalszym ciągu dawał zjawiskowe, mimo że rzucanie konfetti i przechadzanie się lidera zamkniętego w kuli po publiczności można było odbierać w kategoriach szopki. Odbiór nowych płyt rodził zdecydowanie większe trudności. Na przestrzeni ostatnich lat w dyskografii The Flaming Lips pojawiały się albumy, którym do “The Soft Bulletin” czy “Yoshimi Battles the Pink Robots” było przeraźliwie daleko. Słuchacze wystawiani byli także na kolejne próby, czego dowodem ciężko słuchalne wersje “The Dark Side Of The Moon” Pink Floyd czy karykaturalne covery. The Flaming Lips można było wprawdzie nazywać zespołem oryginalnym, poszukującym nowych ścieżek muzycznych. Od kilku lat najwięcej radości czerpali z tych podróży głównie oni, a najnowsza płyta, “Oczy Mlody”, tylko utwierdza w tym przekonaniu.

O źródle tytułu najnowszego albumu napisano już tak wiele, że ograniczę się tylko do wspomnienia, iż odwołuje się on do powieści Erskine’a Caldwella “Blisko domu”, a konkretniej do polskiego tłumaczenia książki i nagłej fascynacji polszczyzną jaka dopadła Wayne’a Coyne’a. Znajduje to ujście również w tytułach piosenek (“Nigdy nie”, “Do Głowy”) i tym, że przy okazji każdej recenzji pojawia się nazwa naszego kraju, co pewnie dla niektórych ludzi jest powodem do dumy.

Wayne Coyne opisał muzyczny świat “Oczy Mlody” jako spotkanie Syda Barretta z ASAP Rocky oraz jako pewną baśń przesłaną z przyszłości. The Flaming Lips nieustannie odkrywają nowe obszary psychodelii, ale tym razem dotarli w rejony, których poznawanie wraz z nimi nie jest przyjemne, a raczej bywa męczące. To przedzieranie się przez opary ambientowych i elektronicznych dźwięków, podpartych ambitnym popem, które nie łączą się w nic urzekającego. W kilku momentach można mieć wprawdzie wrażenie, że zespół wreszcie zmierza w dobrą stronę, ale i w konsekwencji nawet to musi popsuć. Jest to płyta, w której pojawiają się więc dobre fragmenty i wsłuchiwanie się w nie może dawać pewną satysfakcję. Najlepszym przykładem jest “How”, które początkowo hipnotyzuje, ale oczekiwanie na coś jeszcze bardziej urzekającego w tym utworze nie znajduje spełnienia. Podobnie rzecz przedstawia się w “Sunries (Eyes of the Young)”, które przywodzi na myśl Tame Impala, ale jednocześnie udowadnia, że Kevin Parker pod pewnymi względami przegonił swoich mistrzów. Jest jeszcze kończący album “We A Famly” z gościnnym udziałem ulubienicy Coyne’a, Miley Cyrus, ale tutaj wszystko co ciekawe też szybko się kończy. Na “Oczy Mlody” dominują irytujące dłużyzny (“There Should Be Unicorns”, “One Night While Hunting For Faeries and Witches and Wizards To Kill”), a w tym dziwactwie brakuje metody. Rodzić to może pewną frustrację, którą pogłębiają kolejne odsłuchy albumu. Podobnie źle jest z warstwą liryczną. Album zapowiadany był jako historia grupy ludzi, którzy po zażyciu narkotyku zapadają w długotrwały sen i doznają wielu surrealistycznych wizji. Jest tu więc coś o jednorożcach, żabach, czarownicach, motylach z ketchupem. Odkrywanie ukrytych znaczeń pozostaje jednak zadaniem ponad moje siły i chęci.

Piętnasty album The Flaming Lips zaskakuje, ale nie jest w stanie zauroczyć. To trochę “sztuka dla sztuki” bez pozytywnych aspektów z tym związanych. To być może również artystyczny onanizm, który daje radość i spełnienie zespołowi, zaś słuchaczom już niekoniecznie. Istnieje wprawdzie opcja, że ta płyta sprawdza się po zażyciu narkotyków (Coyne apeluje: Legalize it/ Every drug right now!), ale niech próbują tego już inni.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (2 głosów, średnio: 4,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.