28.04.2011 23:12

Autor: Katarzyna Sobelga

The Dodos – “No Color”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


nocolor.jpg The Dodos – “No Color”
Frenchkiss Records /2011

Kalifornijski power.

Po wydaniu drugiej płyty długogrającej “Visiter” zespół The Dodos został okrzyknięty przez Pitchfork nadzieją amerykańskiej sceny alternatywnej. Takie wyróżnienie nie zdarza się codziennie, dlatego też następna płyta “Time to Die” bardzo rozczarowała tych, którzy spodziewali się objawienia. Tymczasem niedawno wydany album “No Color” nie rozczarowuje. Nie wywołuje także przesadnego zachwytu.

Już pierwsze dźwięki na “No Color” wskazują na to, że The Dodos ciągle podąża tą samą muzyczną ścieżką. Charakterystyczne brzmienie gitar, bardzo szybkie tempo oraz niezmienny wokal Merica Longa ucieszą zapewne tych, którzy nie lubią niespodzianek. I właśnie ten brak niespodzianek jest chyba największą wadą tej płyty. Gdyby “No Color” było  debiutem, na pewno wzbudziłoby powszechny entuzjazm, jednak biorąc pod uwagę doświadczenie oraz ogromny potencjał duetu Long/Kroeber, wszystko co charakterystyczne dla Kalifornijczyków, wszystko co decydowało o uroku poprzednich płyt, zwłaszcza płyty “Visiter” powoduje, że “No Color” wypada całkiem przeciętnie. Oprócz paru utworów, szczególnie “Companions” z gitarowym początkiem rodem z Hiszpanii  oraz “Going  Under” z ciekawą zmianą tempa, na płycie jest bardzo przewidywalnie i bardzo w stylu The Dodos. Jeśli celem duetu jest pozostanie wiernym sobie, to płytą “No Color” ten cel osiągnęli.

Na pewno trzeba docenić mulitinstrumentalne zdolności obu panów. Słuchając płyt The Dodos ciężko uwierzyć, że to duet (mimo że panowie czasem zapraszają innych muzyków do współpracy przy  nagrywaniu płyt). Oprócz oczywistej gitary oraz perkusji, w utworach The Dodos często pojawiają się instrumenty, które często niełatwo zidentyfikować. Jedno jest natomiast  pewne, z The Dodos zawsze jest dynamicznie. Nie inaczej jest na “No Color”.

Do niewielu innowacji pojawiających się na płycie można zaliczyć obecność wokalu Neko Case z The New Pornographers. Godne uwagi jest także brzmienie wiolonczeli, które szczególnie dobrze prezentuje się w końcówce piosenki “Companions”. I na tym chyba koniec niespodzianek. Tym, którzy kochają The Dodos i przyzwyczaili się do ich osobliwego folkowo-rockowego stylu płyta na pewno się spodoba. Jednak rozczarują się ci, którzy czekali na coś oryginalnego.

Katarzyna Sobelga

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 7,29 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.