11.05.2009 22:57

Autor: marcin

The Decemberists – “The Hazards of Love”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


decemberists.jpg The Decemberists – “The Hazards of Love”

W dobie, gdy klasyczny koncept album to już tylko historia, a muzyka przekazywana na twardych dyskach i przenośnych odtwarzaczach skutecznie zabija w słuchaczach wrażliwość na odbiór albumów w całości, grupa z Portland proponuje nam coś, co wypada na tym tle zupełnie świeżo.

Nie żebym tęsknił za monstrem w rodzaju progresywnego koncept albumu z lat 70-tych, spod znaku Jethro Tull czy Yes, z obowiązkową okładką zawierającą widok na futurystyczne miasto. Jak w każdym sposobie aranżacji albumu, zdarzały się udane ujęcia tematu w formie koncepcyjnej (nawet w latach 90-tych, z przykładowym “Mellon Collie and the Infinite Sadness” The Smashing Pumpkins). Nie zmienia to jednak faktu, że zespół decydując się na nagranie koncept albumu rzuca sobie dużo większe wyzwanie niż przy komponowaniu zwykłego materiału. Dodatkowym czynnikiem warunkującym powstanie takiego wydawnictwa jest rodzaj obieranego tematu oraz stylistyki, za którą decyduje się podążyć zespół.

Colin Meloy, dowodzący The Decemberists, chociaż w 2004 zaliczył na swym koncie 18-minutową EP, stanowiącą tło muzyczne do irlandzkiego poematu “The Tain”, na późniejszych wydawnictwach wrócił do piosenkowego grania. “The Tain” ukazywał bardziej wyszukane brzmienie grupy, która z racji przygodnego charakteru wydawnictwa pozwoliła sobie na nieco więcej, jeśli chodzi o zapuszczanie się w nieodkryte do tej pory przez zespół rejony muzyczne. Późniejsze liryczno-folkowe, melodyjne utwory grupy, nie zapowiadały żadnych poważniejszych zmian.

Maloy przyznaje, że zawsze było mu bliżej do The Smiths i Morrissey’a niż wspomnianych powyżej grup. Tyle w kwestii inspiracji. To, co słychać w muzyce Deceberists to kalki hitów folkowych rozgłośni lat 60-tych. Pomysł na koncept album przyszedł podobno wraz z powstaniem pierwszego utworu, nota bene tytułowego “The Hazards of Love”. Jak sam mówił w jednym z wywiadów “tematem piosenki uczyniłem wielokrotnie przemielany motyw: dziewczyny gdzieś w polu zbierającej kwiaty; to był początek historii“. Przybliżamy się tutaj do wspomnianej ilustracji muzycznej poematu The Tain, z tym, że w przypadku “The Hazards of Love” Maloy postawił na własne umiejętności literackie. Zamiast kilku krótkich opowieści dostajemy jedną. Jak okazuje się później owa dziewczyna – bohaterka płyty, zyskuje imię Margaret. Słuchając tekstów nie da się ukryć, że najważniejszą inspiracją do ich powstania była muzyka – obie warstwy schodzą się w dobrze dopasowane harmonie.

“The Hazards of Love” jest najbardziej rockowym obliczem The Decembersits, jakie znamy. Silne folkowe korzenie wciąż pobrzmiewają w tle, jednak zespół utracił niewinność na rzecz patosu i energii. Mocniejsze rockowe momenty zapadają w pamięć (m.in. “A Bower Scene”, “The Queen’s Rebuke/The Crossing”) jednak w większości zespół uporczywie trzyma się dźwięków gitary akustycznej, unikając bardziej progresywnych rozwiązań. Podejrzewam, że wokal Maloya świetnie spisuje się w utworach o wyrównanej tonacji, jednak ma swoje granice i wyższe rockowe partie stanowiłyby dla niego problem. Trzeba przyznać, że słuchając albumu jako całości, pod względem muzycznym płyta przykuwa uwagę. Muzykom starczyło potencjału, by wypełnić kreowaną przez siebie historię odpowiednią ilością ciekawych pomysłów. Kilka motywów oczywiście zapętla się i powraca, ale ten zabieg tylko utwierdza we wrażeniu, że mamy do czynienia z czymś na miarę folk-opery czy może raczej antyfolk-opery, mającej na celu eksplorację folkowego brzmienia do granic jego możliwości.

Utwory, w których najmniej “starego” Decemberists, to odśpiewane z żeńskim wokalem m.in. “Won’t Want For Love (Margaret In The Taiga” czy “Margaret In Captivity”, gdzie w naprawdę piękny sposób oba głosy spotykają się, by odśpiewać wspólne partie wokalne. Patos patosem, ale w kulminacyjnym momencie całego albumu (zwłaszcza jeśli wyłączymy funkcję “shuffle” i damy mu się ponieść od początku) nawet banalne “oh, my own true love / can you here me love?” nabiera koloru.  W roli żeńskich głosów (bo są aż dwa) występują tutaj Becky Stark z Lavender Diamond oraz Shara Worden z My Brightest Diamond. W ramach zakończenia warto zwrócić uwagę na balladowe, przynoszące na myśl brzmienie rodem z Nashville “The Hazards of Love 4 (The Drowned)” oraz “The Hazards of Love 2 (Wager All)”. Ciężko dłużej rozpisywać się na temat poszczególnych utworów, tę płytę trzeba łyknąć od samego początku do końca.

“The Hazards of Love” to piąta długogrająca propozycja The Decemberists. Decydując się na koncept album muzycy być może mieli na celu odświeżenie nieco własnej dyskografii. Zamiast wypuszczania płyty the best of, czy nie wydanych do tej pory, poupychanych na stronach b-singli i kartkach notesów utworów, zespół postawił na propozycję wymagającą i nowatorską.

Marcin Bieniek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (11 głosów, średnio: 7,55 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.