27.07.2009 10:23

Autor: Krzysztof Kowalczyk

The Dead Weather – “Horehound”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


the-dead-weather-horehound.jpg The Dead Weather – “Horehound”
WEA/Reprise/2009

Wygląda na to, że Jack White to człowiek cierpiący na muzyczne ADHD. Zaledwie rok temu The Raconteurs zachwyciło albumem “Consolers Of The Lonley” i świetnym występem na Open’erze, a dziś White po raz kolejny prezentuje światu swoje nowe dziecko, The Dead Weather.

Określenia “supergrupa” w przypadku The Dead Weather jest komplementem. To nie zbiór rock’n'rollowych gwiazd minionego wieku, wytapirowanych facetów w skórzanych spodniach, których fryzury możecie pomylić z psem sąsiadki. Oczywiście, skórzane spodnie i kurtki też się pojawią, ale w połączeniu z surowym bluesem, który domaga się, aby słuchać go w podejrzanej, zadymionej knajpie ze szklanką whisky w ręku. W tym momencie na myśl przychodzi mi jeszcze stara szafa grająca z nieodłącznymi winylami, bowiem “Horehound” zostało stworzone, by słuchać go na mitycznych, nadgryzionych zębem czasu gramofonach.

Może kilka słów o winnych mojej analogowej nostalgii. Na wokalu i gitarze uświadczymy Alison Mosshart z The Kills, która okazała się znakomitym damskim odpowiednikiem White’a, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę podobieństwo ich głosów. Gitara, syntezatory i pianino to Dean Fertita z Queens Of The Stone Age – stojący w swojej macierzystej grupie raczej z boku, tutaj mógł w końcu w pełni się wyszaleć. Z kolei bas i chórki są działką Jacka Lawrence’a, bardzo utalentowanego multiinstrumentalisty znanego z The Raconteurs i The Greenhornes. No i w końcu jest też sam Jack White, robiący w Martwej Pogodzie za perkusistę, który nie przepuścił okazji do wspomagania swoim śpiewem Alison. Przyznajcie sami, chyba nikt po takiej ekipie nie spodziewałby się słabej płyty?

Otwierające album “60 Feet Tall” to znakomita wizytówka reszty materiału. Bluesowa monotonia łączy się tu z rozpasanymi solówkami, przesterowane gitary ściągają się z perkusją w surowości brzmienia. Potem mamy chwytliwe “Hang You From The Heavens”, które od początku zachwyca rytmem wybijanym na werblu i hi-hacie prowadzącym całość. Fertita miał okazje się popisać w “I Cut Like a Buffalo”, bowiem zostało ono oparte na melodyjnych partiach keyboardów. I nie ma co się oszukiwać, że jest to najbardziej różnorodny stylistycznie krążek, jaki usłyszycie w życiu. Ale nie zmienia to faktu, że znalazło się na nim kilka zacnych pomysłów. “New Pony”, cover Boba Dylana, jest posiadającą porządnego rockowego kopa piosenką, świetnie ukazującą talent całej czwórki do aranżowania klasyków na swój własny sposób. Innym mocnym punktem płyty jest westernowe “Rocking Horse”.

Jack White to prawdziwy muzyczny Midas. Podobno wokalista The White Stripes zaczął grać na bębnach, ponieważ musiał na jakiś czas dać odpocząć swoim strunom głosowym. Oczywiście, ta historia nie mogła skończyć się tylko na pozyskaniu samej umiejętności grania na garach. Aż strach pomyśleć, co by się stało,  gdyby nauczył się grać na skrzypcach…

“Horehound” to przede wszystkim brzmienie lat 50. i 60., bluesowa chropowatość i rockowa zadziorność. I choć nie jest to tak dobre dzieło, jak dokonania The Raconteurs – brak w nim większej ilości inspiracji (choć tę konsekwencję można też liczyć jako zaletę) – to stanowi ono piękny hołd złożony wszystkim ojcom, dziadkom i pradziadkom gitarowego grania.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (41 głosów, średnio: 7,95 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.