07.02.2009 19:47

Autor: Michał Wieczorek

The Constantines – “Kensington Heights”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


the-constantines-kensington-heights.jpg The Constantines – “Kensington Heights”

Kanadyjskiej inwazji ciąg dalszy. Co prawda jest to ich czwarta płyta i została wydana w kwietniu zeszłego roku, jednak fakt ten umknął mi gdzieś w informacyjnym zalewie zeszłego roku. Dlatego dopiero teraz udało mi się jej posłuchać.

Gdyby porównać ich tylko do jednego zespołu, byliby to Kings of Leon. Ale nie Kings of Leon zarośnięci, brodaci, nieokrzesani z pierwszych płyt, lecz Kings of Leon ucywilizowani z “Only By The Night”. Jednak byłoby to porównanie krzywdzące, bo nie dające pełnego obrazu inspiracji The Constantines.

I tak “Shower of Stone” brzmi podejrzanie znajomo. Bardzo przypomina “Hypersonic” Jane’s Adddiction. Nawet wokalista nie śpiewa tu głęboko i nisko, jak we wszystkich innych piosenkach, ale wyraźnie próbuje wejść w rolę Perry’ego Farrella.

Reszta płyty to przede wszystkim ukłon w stronę tradycji, reprezentowanej tu przez dwóch panów: Bruce’a Springsteena i Neila Younga. Zresztą do miłości do swojego rodaka The Constantines otwarcie się przyznają i czasem występują jako Horsey Craze, grając wtedy tylko i wyłącznie piosenki Younga. Nie grają jednak tak zupełnie retro. Kłaniają się tradycji, ale jednocześni przypominają, że mamy XXI wiek i przerabiają tradycyjne schematy na nowoczesną modłę.

“Brother Run Them Down” to rejony Bossa, gitara, tekst, nawet pojawiają się nieśmiałe organy i charakterystyczne przejście w środku piosenki. I są jeszcze zaczątki hymnowości, ale jest to jednak ciągle dość kameralny utwór. Po drugiej stronie znajduje się “New King”, delikatna, półakustyczna ballada w stylu Younga z okresu “After the Gold Rush”, oczywiście z obowiązkowym country’owym posmakiem.

Na początku wspomniałem o Kings of Leon. Pojawiają się oni przede wszystkim w  wokalu, który mieści się między Craigiem Finnem z The Hold Steady, a Calebem Followillem właśnie, czyli bliżej mu do Bossa niż do Younga. Jednak skojarzenie z Kings of Leon to nie tylko wokal. Czasem ma się wrażenie, że chyba Kanadyjczycy za dużo słuchali Amerykanów. Choć przecież The Constantines wydali tę płytę w kwietniu, więc może to Kings of Leon za bardzo ich słuchali, a nie odwrotnie? Jednak najpewniej jest tak, że to tylko przypadek.

“Kensington Heights” to kolejny dowód na to, że kanadyjska scena muzyczna to coś więcej niż Neil Young, Celine Dion i Alanis Morrissette i że ma wiele do zaoferowania, dla każdego.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (2 głosów, średnio: 6,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.