26.01.2009 20:40

Autor: Michał Wieczorek

The Black Tapes – “Black City EP”

Kategorie: Albumy polskie, OFF recenzje, Recenzje

Wykonawcy:


the-black-tapes-the-black-city.jpg The Black Tapes – “Black City EP”

Na słowa polski punk do niedawna reagowałem dość alergicznie. Kultowości Kultu nigdy naprawdę nie mogłem zrozumieć, oldskul i klasyka do mnie nie przemawiają, a Pidżamę Porno i podobne wynalazki pozostawię bez komentarza. Aż tu nagle pojawili się The Black Tapes.

No, nie tak z nicości, bo panowie strunowcy (gitarzysta i basista) to panowie znani choćby z mojego ulubionego Elvis Deluxe. Pozostała dwójka to też dość znane postaci warszawskiej sceny niezależnej. Nie tak znowu nagle, bo działają już ponad dwa lata, ale oczywiście jestem strasznie zapóźniony w tych sprawach.

Najbardziej rajcujące momenty to “Black Tapes” i “Love Letter”. Ten pierwszy zabija od samego początku. Wejście perkusji, zwrotki, refren, wszystko ma jedno zadanie, poderwać cię z krzesła na nogi, a potem znokautować. Taki punk to ja rozumiem. Z przytupem, melodią, energią, bez prostactwa, z nerwem, z rokendrolem. Buja dokładnie tak, jak powinien. Robicie imprezę w troszkę mocniejszych, gitarowych klimatach? To puśćcie “Black Tapes”, rozwali wszystkich, gwarantuję.

“Love Letter” to przede wszystkim niesamowita gitara i harmonie wokalne. Oraz przewrotny tekst, który traktuje o miłości nie do dziewczyny, ale do winyla. I oczywiście energia zmuszająca do czegoś więcej niż tylko tupania nóżką. Ładunek energetyczny jest porównywalny do “Relationship Of Command” (i to jedyna wspólna cecha z At the Drive-In).

“Black City” i “Starlight Story” to również niesamowite killery, jakich mało, ale nie z tak niszczącym ładunkiem przebojowości. Pierwszy zaczyna się filmową wstawką wprowadzającą w klimat wielkiego miasta nocą. Drugi zapada w pamięć przede wszystkim dzięki skandowaniu w refrenie.

No i na koniec “A-L-I-E-N-A-T-I-O-N”, które prezentuje bardziej skomplikowane oblicze Warszawiaków, dotyczące problemu wyobcowania, poważnego w dzisiejszym, pędzącym społeczeństwie.

Raduje dość przybrudzone, ale klarowne brzmienie i umiejętności chłopaków. Słychać, że to nie są debiutanci, tylko starzy wyjadacze, mimo że grają wyświechtany punk, to potrafią go odświeżyć, zagrać niebanalnie. I do tego inteligentne teksty. Dla mnie absolutna bombeczka.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼

 


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (25 głosów, średnio: 7,36 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.