16.11.2009 21:59

Autor: Krzysztof Kowalczyk

The Big Pink – “A Brief History Of Love”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


brief_history_of_love.jpg The Big Pink – “A Brief History Of Love”
2009/4AD

Przyznam, dawno nie walczyłem z żadnym albumem tak, jak z “A Brief History Of Love”.

Walczyłem, tzn. próbowałem znaleźć w nim więcej wartości niż rzeczywiście się w nim znajduje. Próbowałem połapać się, o co w tym chodzi, czy jest jakiś klucz do tej płyty poza “Wrzućmy do miksera nasze ulubione zespoły i jazda”. Widząc te wszystkie zachwyty w necie i w mediach (NME  i Pitchfork zgodni? – niemożliwe), zacząłem pytać samego siebie, czy to ja jestem ślepy, czy to z resztą jest coś nie tak.

Przykład pierwszy z brzegu: otwierające płytę “Crystal Visions” jest oparte na shoegaze’owym zgiełku, cofniętych wokalach, a także znaku firmowym duetu, czyli wplecionej w tło elektronice. Ale poza porządna robotą producencką, nadal nie widzę w nim sensu, kompletnie tego nie chwytam. Mam wrażenie, że przy powstawaniu większości kawałków na płycie, miały miejsce takie dialogi:

- Robbie, co tam jest jeszcze napisane?
- Gitary mamy, syntezatory i popowe wokalizy też… Dorzuć soczysty rytm by ludzie mogli się do tego bujać.
- Jest.
- A właśnie, przybrudźmy to wszystko nieco, aby niebyło, że piszemy proste przeboje. Wiesz, musi być ambitnie, wszyscy powinni myśleć, że my tacy szlachetni jesteśmy. No i Azjatka – musimy mieć Azjatkę na bębnach. Ile znasz kapel, w których na bębnach gra Japonka?

Wymienię, aby mieć to już za sobą: ściany gitar jak My Bloody Valentine i The Jesus And Mary Chain, momentami psychodeliczna atmosfera znana z dwóch pierwszych płyt The Verve (zresztą wokal Furze przypominam barwą głos Ashcrofta). Praca domowa odrobiona, wpisanie się w obecne trendy zaliczone. I nie szkodzi, że niewiele z tego wynika.

Chaotyczność tej recenzji odpowiada chaosowi panującemu na “A Brief History Of Love”. Album od samego początku dryfuje. Dokąd, nie pytajcie. Zahacza o wiele brzegów, elegancko przesiąka odpowiednimi stylizacjami, ale to wszystko nie trzyma się po prostu kupy. Nie zapamiętałem żadnej melodii oprócz “Dominos” i ani razu z własnej woli, po wielokrotnym przesłuchaniu z czystego poczucia recenzenckiego obowiązku, nie udało mi się dotrwać dalej niż do piątego numeru. Ten album ma wszystko, oprócz siły, która zmusiłaby mnie, abym do niego wrócił.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 7,14 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.