18.01.2017 10:55

Autor: Michał Stępniak

T.Love – “T.Love”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


T.Love – “T.Love”
Warner Music Poland/2016

“Twój ojciec chce grać w T.Love”.

Podobno dzisiaj już nikt nie słucha tekstów / Słowa piosenki nieistotne są / Ja jednak ciągle tutaj żyję tutaj mieszkam / i w tym momencie chciałbym ci powiedzieć coś - tekst tej piosenki T.Love (“No Pasaran, 19.11.95″) liczy sobie ponad dwadzieścia lat. Na polskiej scenie rockowej w międzyczasie pojawiły się tylko jednostkowe przypadki zespołów, które miały pod względem lirycznym do zaproponowania coś więcej niż wyznania rodem z pamiętnika szalonego małolata czy notatnika narcyza, który dzięki obecności na pewnym festiwalu ma zapewniony rok bezsennych, przesiąkniętymi erotycznymi marzeniami i smutkiem nocy, wypełnionych niezaspokajalną tęsknotą.  Nie było trudno o refleksję, że mamy do czynienia z autorami, którzy nie przeżyli w życiu nic ciekawego i nie mają tym samym nic interesującego do przekazania. W tym kraju zdarzały się często ucieczki w język angielski. Pod przykrywką strategii w stylu “ten język brzmi lepiej” kryły się jednak nierzadko głupoty, przy których tekst do “Ona tańczy dla mnie” wypadał imponująco. Wiele lat temu pogodziłem się z faktem, iż od polskich zespołów rockowych, pod względem liryków, lepiej nie mieć wygórowanych oczekiwań. Czasami najlepszą reakcją stało się nawet udawanie, że się ich nie słyszy. Posiada to szereg konsekwencji.  Ostatnio przestało mnie dziwić, że kiedy na koncercie T.Love widzę salę wypełnioną po brzegi, to na “młodych, podobno zdolnych” głupio udać się niekiedy po piwo do baru, bo frekwencja pod sceną spada wówczas o kilkanaście/kilkadziesiąt/sto procent.

T.Love to zespół będący, jak sam mówi Muniek, przykładem wymierającego gatunku muzyków, którym zależy na przekazie. Jeśli wydana przed czterema laty (świetna!) płyta “Old Is Gold” (recenzja) przepełniona była tekstami poruszającymi sprawy bardziej duchowe, to “T.Love” jest w zdecydowanie większym stopniu próbą “ogarnięcia” tego, co na zewnątrz i przybiera w dużej mierze formę publicystyki, choć nazwanie albumu “politycznym” jest grubą przesadą. Muniek śpiewa więc o strachu, jaki ogarnął świat: Stary Kontynent wie, Kasandra bawi się/ czuję, że będzie wojna, prawdziwa hekatomba. Dużo uwagi postanowił poświęcić Polsce, zwłaszcza podziałowi społeczeństwa. No i się doigrał. Już po premierze płyty został zaatakowany zarówno przez tych z lewej, jak i z prawej strony, co niejako potwierdziło jedną z głównych tez “T.Love”. Można było więc usłyszeć, że np. nieopowiadanie się po żadnej ze stron jest gorsze niż zdeklarowana postawa, ale rozważanie tego zagadnienia to raczej temat do innego portalu.

Pod względem muzycznym, fajerwerków tutaj nie doświadczymy. Doskonale jednak słychać, że panowie lubią bawić się dźwiękami, kombinować i szukać rozwiązań. Muniek w jednym z wywiadów twierdził, że chcieli, by nowe nagrania brzmiały nowocześnie, a jednocześnie źródłem inspiracji miały być brzmienia Motown. O wielkiej rewolucji, w porównaniu do poprzednich nagrań zespołu, nie sposób jednak mówić. To ciągle rock w mniejszym czy większym stopniu przywodzący na myśl Rolling Stones (oczywiście, tylko “przywodzący”). Czasami wprawdzie słychać coś świeżego (“Blada”), niekiedy to odwołanie do wzorców staje się bardziej namacalne, ale nie można mówić o dominującej tendencji. Może panowie chcieli inaczej, ale finalnie T.Love brzmi jak T.Love.

“T.Love” na pewno nie należy zaliczyć do wyróżniających się albumów w bogatej dyskografii, choć są tutaj momenty, kiedy robi się ciekawej. “Bum Kasandra” może cieszyć swoją przebojowością, wpada w ucho “Siedem” i “Blada”. Oprócz utworów dobrych czy przeciętnych pojawiają się, niestety, na płycie takie, które można zaliczyć do grupy “ciężko słuchalnych”. Zaczynają one dominować przede wszystkim w drugiej części płyty. Jeśli od strony muzycznej piosenka “Moi rodzice” nie wywołuje efektu bolących uszu, to już jej tekst z pewnością nie należy do wybitnych osiągnięć. Nie przekonuje też “Warszawa Gdańska”, która wydaje się być pisaną na kolanie reakcją na śmierć Davida Bowie. Niekiedy publicystyka jest zbyt nachalna (“Ostatni gasi światło”), a czasami nie wiadomo wręcz o co chodzi (“Niewierny patrzy na krzyż”).

Można, oczywiście, uważać, że ta płyta jest światu tak potrzebna jak kolejny odcinek “Klanu”. Przez pewien czas uważałem, że może nie warto pochylać się nad “T.Love”. Spojrzałem na podsumowania roczne polskich płyt, przejrzałem złośliwe recenzje i uznałem, że jednak warto. Niektórzy lubią Taco Hemingwaya, inni Niechęć, a jeszcze inni do najlepszych polskich zespołów zaliczają T.Love. Da się z tym żyć. “T.Love” to z pewnością nie jest najlepsza płyta 2016 roku, trudno byłoby ją zmieścić nawet w pierwszej piątce, ale zespół, w porównaniu do innych będących już na scenie kilkadziesiąt lat, ciągle nagrywa rzeczy, których na pewno nie musi się wstydzić.

Michał Stępniak

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (2 głosów, średnio: 4,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.