03.02.2017 10:18

Autor: Michał Wieczorek

“Szukałem odpowiedzi” – wywiad z Gregiem Foxem

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy: | | |


“Szukałem odpowiedzi” – wywiad z Gregiem Foxem

O planach na 2017, niewidzialnym instrumencie i Góreckim rozmawiamy z Gregiem Foxem, nowojorskim nadaktywnym perkusistą.


Z Gregiem spotkałem się przed jego grudniowym, solowym koncercie w warszawskiej Cafe Kulturalna.

Zacznijmy od tego, co wydarzy się jutro. W Katowicach zagracie z Colinem Stetsonem III Symfonię Góreckiego. Słyszałeś Symfonię zanim zaangażowałeś się w ten projekt?

Ta historia jest trochę dziwaczna, ale naprawdę dobra. Kiedy odszedłem z Liturgy w 2011 roku, byłem przerażony. Nie wiedziałem, co robić. Co prawda, miałem kilka pomysłów. W każdym razie, postanowiłem przeprowadzić psychodeliczne poszukiwania, by znaleźć odpowiedzi na trapiące mnie pytania. Towarzyszył mi w nich przyjaciel. Kiedy eksperymentowaliśmy, puścił właśnie III Symfonię. Nie słyszałem jej wcześniej. To bardzo emocjonalna i oddziałująca na słuchacza muzyka. Nawet jeśli nie znasz się na muzyce poważnej i nie znasz polskiego. Szczególnie pierwsza część jest taka, powoli buduje napięcie. To był pierwszy raz, kiedy ją usłyszałem i zacząłem słuchać jej częściej. Powiedzmy, że szukałem w niej odpowiedzi. Prawie od razu po tym doświadczeniu spotkałem się z Colinem w barze w Nowym Jorku. Mieliśmy dla siebie wzajemny szacunek, znaliśmy się od jakiegoś czasu i mówiliśmy sobie, że musimy zrobić coś razem. Colin powiedział mi wtedy, że myśli nad własną interpretacją symfonii Góreckiego i czy chcę wziąć w niej udział. Oczywiście się zgodziłem.

Czyli Górecki to projekt starszy niż Ex Eye?

Pierwsza wspólna rzecz, jaką zrobiliśmy z Colinem to trio – ja, Colin i Trevor Dunn. Nasz pierwszy koncert był jedną długą improwizacją. Wydaje mi się, że wiedziałem o pomyśle na Góreckiego, zanim Colin mnie zaprosił do projektu. A potem powstało Ex Eye.

Czym jest Ex Eye?

Od dłuższego czasu rozmawialiśmy z Colinem, że musimy zrobić coś ciężkiego, zresztą mamy podobny gust, jeśli chodzi o ciężką muzykę. Grałem już wcześniej z Shazadem Ismailym, Colin też. Na weselu Colina spotkaliśmy Toby’ego (Summerfielda, czwartego członka Ex Eye – przyp. aut.), który jest bardzo dobrym przyjacielem Colina i założyliśmy zespół.

Wydaliście już coś?

Właśnie kończymy płytę. Oddaliśmy ją już do masteringu, więc na pewno w 2017 coś się ukaże. A na razie zagraliśmy tylko cztery koncerty.

Następne występy zagracie dopiero po wydaniu płyty?

Nie, mamy już kilka koncertów zabukowanych, jak choćby na festiwalu CTM w lutym.

Co najbardziej cenisz we współpracy ze Stetsonem?

To po prostu świetny człowiek. Myślę, że to najważniejsze. Colin dba o ludzi, z którymi tworzy muzykę i jest bardzo szczodry. W pewnym sensie jest mi starszym bratem. Bardzo dużo nauczył mnie o byciu muzykiem. Poza tym, to jeden z moich ulubionych żyjących dziś muzyków.

Wydaje mi się, że często mówisz, że dużo uczysz się od muzyków, z którymi współpracujesz. Kto dał ci najwięcej?

Myślę, że nie ma takiej osoby. To znaczy, naprawdę wiele nauczyłem się od każdej osoby, z którą kiedykolwiek grałem. Czasem poznając kogoś, poznajesz samego siebie. Są za to ludzie, których nazwałbym mentorami i Colin jest jedną z nich. Shazad inną. Wiesz, trudno wybrać tę jedną osobę. Od każdego coś czerpię, nie jestem w stanie kogokolwiek wyróżnić.

Grasz solo i dużo współpracujesz z innymi muzykami. Jaka jest największa różnica między tymi obszarami?

Różnica jest taka, że gdy grasz sam, wszystko wymyślasz sam. Gdy grasz z innymi, oni zawsze mają swoje własne pomysły, które mogą wprowadzić nową jakość, a może i chaos. Wcześniej, gdy grałem sam, wszystkie dźwięki były generowane przeze mnie, bardziej chodziło o przekraczanie własnych ograniczeń i sprawdzenie, co się stanie. To się teraz trochę zmieniło. Korzystam z Sensory Percussion, który pozwala na stworzenie wirtualnego instrumentu wokół zestawu perkusyjnego. Dzięki temu dzieje się wiele na scenie, przez co nie czuję się sam, mimo że jestem sam. Jestem jedyną osobą generująca dźwięki, ale nie tylko ja je generuję. Sensory Percussion odmiennie reaguje na to, jak mocno uderzę w bęben, w jaki bęben uderzę, w jakie jego miejsce. Czasem mnie to zaskakuje. Gdy gram koncert solowy mam wrażenie, że w rzeczywistości gram w duecie z samym sobą.

Jak to działa?

Postaram się przedstawić to w najlepszy możliwy sposób. Sensory Percussion to wynalazek mojego kolegi perkusisty. To zestaw sensorów i oprogramowanie, które wykorzystuje algorytmy uczenia maszynowego. Słucha perkusisty, wyłapuje różnice w timbrze dźwięku, w jego mocy, w jego wysokości i w zależności od tego uruchamia sample. Zmienia zestaw perkusyjny w elastyczny i obdarzony ogromnymi możliwościami kontroler MIDI.

Brzmi to bardzo ciekawie.

Mam nadzieję (śmiech). Nie mogę się doczekać, by pokazać, co razem potrafimy. Nie nagrałem jeszcze żadnej płyty, ale nagrania są już w fazie masteringu.

Korzystając z Sensory Percussion musisz być bardziej skupiony niż zwykle? W końcu jak sam powiedziałeś grasz w duecie.

Nie, niekoniecznie. To znaczy, sporo czasu zajęło mi rozgryzienie tego sprzętu. Pierwsze próby z Sensory Percussion miałem jakieś dwa-trzy lata temu. Teraz mam wrażenie, że ogarnięcie tak naprawdę dwóch instrumentów jednocześnie wychodzi mi całkiem nieźle.

Jaki był dla ciebie 2016 rok?

Po***any. Jak dla wszystkich. Zaczął się od śmierci mojej babci, co mnie bardzo przybiło. W dniu jej pogrzebu urodziła się moja siostrzenica, więc teraz w moim życiu jest to wspaniałe dziecko. Na świecie działo się tyle złych rzeczy w polityce, hm, geopolityce bardziej. Czasem przerażających. Wiesz, powiedziałbym, że ten rok był wzmacniający. Jak w tym powiedzeniu. Wszystkie te straszne rzeczy, których byliśmy świadkami, bezpośrednio lub za pośrednictwem ekranu, tylko nas wzmacniają. Działy się też dobre rzeczy. Tak, po prostu działo się bardzo dużo. To był cholernie intensywny rok. Chyba nawet za bardzo i nie wiem, jak do końca to przetrawić. Chyba najlepiej poprzez rozmowę. Lubię rozmawiać z ludźmi, dowiadywać się, co mają do powiedzenia. Tak jak robimy to teraz w Warszawie. Właśnie, musimy wzmacniać nasze sieci powiązań, wzmocnić progresywnych, wolnomyślących ludzi na świecie, wtedy wyjdzie z tego dobro. 2016 – jestem gotowy na twój koniec.

A jakie masz plany i nadzieje na 2017? W trakcie naszej rozmowy zapowiedziałeś już dwie płyty.

Będzie ich dużo więcej. Skończyłem płytę z Kaitlyn Aurelią Smith, fajnie się ją nagrywało. Zagrałem na płycie Owena Palletta, która ukaże się w pewnym momencie roku. Z Colinem i Trevorem nagrywamy na początku roku. Rozmawialiśmy też o nowej płycie Guardian Alien. Wreszcie, jestem podekscytowany perspektywą solowych nagrań, jestem z nich bardzo dumny i chyba najbardziej zadowolony. Nie mogę się doczekać, by podzielić się nimi z ludźmi i grać ten materiał. Ostatnim razem poza Nowym Jorkiem grałem solo na Unsoundzie w 2015 roku.

Co jeszcze przyniesie 2017? Na pewno będziemy musieli się zmierzyć z tym wszystkim, do czego doprowadził 2016. Poznam nowych ludzi, zadzierzgnę nowe przyjaźnie. Będę też uczył, robię to od jakiegoś czasu.

Co najbardziej pociąga cię w uczeniu?

To, że ucząc gry na perkusji, sam uczę się więcej niż moi studenci. Nauczyłem się tego, że nauka gry na perkusji to nie tylko same technikalia, to coś więcej. Bardzo podoba mi się pomaganie uczniom w odnalezieniu tego czegoś.

To uczucie jest często powiązane z dyskomfortem. Wiesz, to tak, jak próbujesz pogłaskać się po brzuchu i jednocześnie uderzać w głowę. Jeśli tego nie ćwiczyłeś wcześniej, pojawia się uczucie zagubienia. Zawsze dochodzimy do tego momentu z uczniami. Wynika on z braku koordynacji. Ludzie wtedy zwykle próbują się wycofać, boją się albo tracą zainteresowanie, bo przezwyciężenie tego braku wymaga ćwiczeń. Staram się przekuć ten strach w pozytywne uczucie, bo przecież ten dyskomfort oznacza proces nauki, budowania nowych połączeń w mózgu. Dojście do tego momentu, daje mi dużo satysfakcji.

Z drugiej strony, ludzie wyrzucają z siebie różne emocje, bo granie na perkusji jest bardzo ekspresyjną czynnością. I to też jest świetne. Zacząłem uczyć gry na perkusji kilka lat temu, bo po prostu potrzebowałem pieniędzy i pokochałem to. W tym roku prowadziłem zajęcia dla grupy. Po raz pierwszy, dla dwunastu osób. Z jednej strony, bardzo się stresowałem, ale po lekcji poczułem satysfakcję. Nawet dobrze mi poszło. To znaczy, tak mówili mi uczniowie.

Granie na perkusji jest bardziej fizycznym czy duchowym przeżyciem?

Jest jednym i drugim. Dla mnie fizyczne przeżycia są jednocześnie duchowe. Przecież doświadczam duchowości za pomocą swojej fizyczności, swojego ciała. Dlatego moja odpowiedź brzmi: tak (śmiech).

rozmawiał Michał Wieczorek




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.