19.10.2010 15:20

Autor: Michał Wieczorek

Szóstka na piątkę

Kategorie: Czytelnia, Felietony, Sunday at Devil Dirt


freeformfestival_2010.jpg Zazwyczaj po imprezach masowych spotykamy głównie głosy krytyki z cyklu “Jak nie powinno się tego robić”. Pierwszy raz mam jednak ochotę napisać “Tak to się powinno robić”. Czemu? Po prostu szósta edycja Free Form Festival wypadła na tyle świetnie, że aż wypada się tym podzielić.

Nie chcę w tym miejscu typowo relacjonować festiwalu, bo sprawozdań takich będzie zapewne dużo. Wolałbym jednak napisać o pięciu powodach, dla których organizator festiwalu Good Music Productions zasługuje na piątkę.

Powód numer jeden – organizacja. Ciężko jest dogodzić każdemu, wiadomo. Tym razem jednak nie spotkałem się z wieloma słowami krytyki, a i sam nie miałem kompletnie na co narzekać. Logistykę planował chyba jakiś festiwalowy McGyver, który niejedną imprezę nie tylko zorganizował, ale przede wszystkim przeszedł. Przewidziano wszystko: ogrzewanie, rozmieszczenie i ilość barów, toalet oraz punktów gastronomicznych. Kupienie aprowizacji nie przypominało walki o papier toaletowy w latach 80., a i przestępujących z nogi na nogę raczej nie widywałem. Co ważne, teren imprezy sprzątano na bieżąco i dzięki temu nie musieliśmy brodzić w tradycyjnej rzece odpadów wtórnych.

Powód numer dwa – line-up. Zero wsi, zero wstydu. Tak chyba najprościej można podsumować artystycznie te dwa dni. Każdy koncert można było określić mianem “warte zobaczenia”, a to co nie leżało w kręgu naszych zainteresowań i tak można było podziwiać na telebimie z czystej ciekawości. Co ciekawe, festiwal niby elektroniczny, a tymczasem mieliśmy: pop, dubstepy, techno, indie, a nawet hip-hop. Kolejne brawa za odważne bookingi. Artyści tacy jak Speech Debelle czy autoKratz to dopiero wschodzące gwiazdy, a tymczasem u nas miały możliwość sprawdzenia się przed bardzo dużą publiką, często wychodząc z tego o wiele lepiej niż bardziej doświadczeni koledzy.

Powód numer trzy – lokalizacja. Zrobienie plenerówki w środku października, kiedy temperatura w nocy zbliża się niebezpiecznie do zera to w sumie samobójstwo. A co jeśli zaoferować festiwalowiczom typowy clubbing i możliwość zwiedzania kilku miejscówek i barów jak w najlepszych zagłębiach klubowych Europy? Wszystko w genialnej, industrialnej XIX-wiecznej fabryce wódek. Aż chce się wierzyć, że mamy takie miejsce na co dzień.

Powód numer cztery – nagłośnienie. Wśród moich znajomych krąży żart, że komentarze o kiepskim nagłośnieniu można pisać na Last.fm jeszcze przed koncertem. Nawet jeśli jest znośnie, co zdarza się jednak coraz częściej, to i tak zawsze znajdzie się jakiś delikwent, któremu zepsuto właśnie koncert życia. Tymczasem po Free Form Festiwalu nie spotkałem się z ani jednym słowem krytyki! Sam jestem w szoku, bo biorąc poprawkę na ilość artystów i tempo zmiany backline?u coś musiało się wysypać.

Powód numer pięć – koncepcja. Czyli wszystkie cztery powyższe powody razem plus klimat, imprezy towarzyszące, prawie całkowity brak faszyzmu ze strony ochrony (choć mnie akurat rozbawił jeden pan ochroniarz z dobrym “refleksem”) i inne, które sprawiły, że tam się autentycznie chciało wrócić jeszcze w niedzielę. Dla mnie jako osoby nie lubiącej podróży na drugi kraniec kraju oraz kochającej środowisko industrialne ta impreza jest wprost wymarzona i mam nadzieję na grubą powtórkę za rok.

Na koniec do tej całej piątkowej oceny gruby minusik za jedno przeoczenie. Szkoda, że w sobotę imprezę skończono zaraz po secie “Króla Kanibala”, trochę przykre było szukanie afterparty po mieście o 3 w nocy. Wystarczyło przecież postawić na każdej scenie młode lokalne teamy dj-skie i każdy byłby zadowolony. A i misja promocji młodych artystów by się przy okazji zrealizowała. Zapraszamy na egzamin komisyjny w październiku 2011.

Michał Kropiński




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.