14.07.2009 09:26

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Szczecin Rock Festival – dzień drugi

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów, festiwale

Wykonawcy: | | | |


cornell.gif Szczecin Rock Festival – dzień drugi

Drugi dzień szczecińskiego festiwalu okazał się, pomimo niższej frekwencji, ciekawszy niż pierwszy.

Drugi dzień Szczecin Rock Festiwal przywitał wszystkich żądnych muzycznych wrażeń deszczem, który na szczęście okazał się przelotny. Nie posiadam co prawda dokładnych statystyk, ale z moich obserwacji wynika, że występujący tego dnia Manic Street Preachers i Chris Cornell przyciągnęli mniejszą ilość publiki niż Limp Bizkit… Cóż, pewnie po części była to wina kiepskiej promocji festiwalu, bo jestem pewien, że Walijczycy mogliby zachęcić znacznie większą ilość ludzi do przyjazdu, szczególnie biorąc pod uwagę, jak dobra jest ich ostatnia płyta. Niestety, impreza była reklamowana głównie na antenie Eski Rock i za pomocą pewnej ilości bilbordów, a nie zaangażowano w to większą ilość mediów, co za tym idzie skutki były jakie były.

Kolejny dzień festiwalu ponownie był otwierany przez lokalną kapelę wybraną w drodze konkursu. Co prawda na występ zespołu sPiątkuNaSobotę nie zdążyłem, ale po tym, co usłyszałem w necie, nie sądzę bym dużo stracił… Wokalista brzmiący trochę jak Piotr Kupicha, trywialne rockowe brzmienie i teksty mające być głębokie dzięki pseudo-metaforom to nie są cechy, które zapewniają im świetlną przyszłość.

Następnie na scenie pojawił się Izrael, który szczerze powiedziawszy, jest wykonawcą kompletnie nie z mojej bajki. Mimo mojego uczulenia na takie słowa jak “Babilon” czy “pokój”, przyznam, że aranże uzupełniane przez saksofon i bębny brzmiały całkiem przyjemnie. Mała garstka, bo grupą to tego nie nazwę, miłośników takiego grania bawiła się pod sceną dobrze, więc ogólnie wypadli na plus.

Następnym w kolejce był Lipali, który pozytywnie mnie zaskoczył. Nigdy nie byłem wielkim fanem dokonań Lipy, ale to, co zaprezentował weteran rodzimej sceny rockowej, zasługuje na duże uznanie. Wszystkie kawałki wykonali ze sporym kopem, dodatkowo prezentując własną wersję “Białej Flagi” Republiki.

O tym, że Myslovitz jest w świetnej formie po rocznej przerwie, miałem okazję się przekonać już jakiś czas temu. Tym razem oprócz karmienia publiki swoimi największymi przebojami z wszystkich okresów działalności grupy, nie obyło się także bez psychodelicznej jazdy spod znaku “Skalarów, mieczyków i neonków”.

manic-street-preachers-szczecin.jpg W końcu przyszedł czas na tych, dla których tak naprawdę przyjechałem na ten festiwal. “Journal For Palgue Lovers” jest dla mnie już teraz jedną z płyt roku 2009 i oczekiwania, jakie miałem wobec Manic Street Preachers były spore. Od samego początku wytoczyli ciężkie działa, bowiem swój koncert zaczęli od “Motorcycle Emptiness”. Trio było wspomagane na scenie przez jeszcze dwójkę muzyków, klawiszowca i gitarzystę, dzięki czemu takie piosenki jak “Everything Must Go” czy “If You Tolerate This Your Children Will Be Next” zabrzmiały fantastycznie. Świetnie sprawdził się także materiał z nowej płyty. “Jackie Collins Existential Question Time” grane na żywo miało w sobie większego pazura niż w wersji studyjnej. Mimo że osób porządnie bawiących się na koncercie było dość niewiele (resztę można było z powodzeniem zastąpić manekinami), zespół dał z siebie wszystko. James Bradfield był tego dnia w bardzo dobrej formie zarówno wokalnej, jak i scenicznej, co udowodnił skacząc i energicznie poruszając się po scenie. Z kolei basista Nicky Wire, mający ostatnio problemy z kręgosłupem, czuł się zdecydowanie lepiej. Podczas poprzednich występów musiał grać na siedząco, a w Szczecinie sprawnie chodził po scenie, dodatkowo łapiąc świetny kontakt z wiernymi fanami szalejącymi przy barierkach.

Bardzo obawiałem się występu Chris Cornella. Nie chciałem, aby facet, który śpiewał w takich kapelach jak Soundgarden i Audioslave, na moich oczach popełni muzyczne seppuku. Początek był niezły, intro w postaci smyczkowego wykonania “Black Hole Sun” zaostrzyło mój apetyt. Potem był bolesny upadek, czyli trzy piosenki z jego nowego albumu “Scream”. Miałem ochotę krzyczeć, ale bynajmniej nie z zachwytu… Niby cięższe aranżacje, niby bardziej rockowo niż na płycie, ale rękę producencką sam-wiesz-kogo nadal było słychać. Ulgę przyniosło “No Such Thing” z krążka “Carry On”, a reszta poszła dzięki Bogu już z górki. “Show Me How To Live” Audioslave oraz “Burned In My Hand” Soundgarden cieszyły uszy, a rewelacyjne “Hunger Strike” Temple Of The Dog było bardzo miłą niespodzianką. Jednym z lepszych momentów był “Spoonman”, w który zostało wplecione “Good Time, Bad Time” Led Zeppelinów. Oczywiście, po drodze pojawiło się kilka kawałków z “osławionej” nowej płyty, ale biorąc pod uwagę kopiące w twarz “Rusty Cage” pod sam koniec, mogę mu to ostatecznie wybaczyć. Sam Cornell nie był w tak dobrej formie wokalnej, jak przed laty, jednakże i tak śpiewał znacznie lepiej niż tego się spodziewałem.

Jeszcze kilka słów o organizacji, która eufemistycznie mówiąc, pozostawiała wiele do życzenia. Ochrona praktycznie nie miała pojęcia, co się dzieje; na widok każdej plakietki zawieszonej na szyi głupiała, o czym sam zresztą kilka razy się przekonałem. Nie przeszkolona odpowiednio i niepanująca nad tłumem ochrona – to raz. Ale czym innym jest kompletna porażka informacyjna. O tym, jak dotrzeć na teren festiwalu, jak po koncertach dostać się do miejsca swojego noclegu itd. publiczności musiała się dowiadywać na własną rękę. Poza tym, chętnie zobaczyłbym na przyszłej edycji drugi telebim przy scenie, rozumiem, że jest kryzys, ale bez przesady… I jeśli ktoś myślał, że strefa gastro na Openerze jest za mała, trzeba było widzieć co się dzieje w Szczecinie. Słowem, wystarczyło by ktoś odpowiedzialny za logistykę po prostu pojeździł po kilku festiwalach i zobaczył jakich błędów nie powtarzać.

Jestem ciekaw, czy kolejna edycja się odbędzie. Jeśli tak, to organizatorzy mają przed sobą do odrobienia wielką pracę domową. Z pewnością warto byłoby, aby szeroko pojęty festiwal rockowy miał u nas miejsce. Lecz gdy ktoś się już na tworzenie takiej imprezy decyduje, mógłby postarać się, aby atmosfera rzeczywiście była festiwalowa i nie miało się wrażenia, że wszyscy polscy wykonawcy robią za supporty kilku zagranicznym zespołom grającym pod wieczór…

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.