plagiat.jpg Splagiatuj mnie!

Temat poruszany od stuleci. Fatum czy paradoksalnie źródło kreatywności?

W lutym 2010 roku muzyczny świat obiegła sensacyjna wiadomość. Kojarzony głównie z jednym przebojem australijski zespół Men at Work przegrał proces sądowy związany z oskarżeniem popełnienia plagiatu właśnie w hicie Down Under. Sąd w Sydney uznał, iż motyw wykorzystany przez wspomnianą wyżej grupę przypomina partię fletu w piosence “Kookaburra” napisanej przez Marion Sinclair. Pani Sinclair zmarła w roku 1988, prawa do utworu trafiły do Larrikin Music, firma wytoczyła proces żądając kilkudziesięciu procent wpływów od sprzedaży piosenki w ostatnich latach. Słuszność werdyktu dyskusyjna, co wykazuje porównanie obu fragmentów:

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Wielu przedstawicieli muzyki klasycznej przyznawało się do czerpania inspiracji z twórczości innych. “Inspiracją” nazywano także inkorporowanie, w mniej lub bardziej świadomy sposób, fragmentów obcych dzieł (tutaj opisany jest przypadek Mozarta). Przebiegłością próbował się wykazać jeden z synów Jana Sebastiana Bacha, konkretnie Wilhelm Friedrich Bach. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla Albert Schweitzer w książce o “najsłynniejszym z Bachów”, wydanej po raz pierwszy w 1908 roku, wspomina także o Wilhelmie. Potomek Jana Sebastiana miał często problemy z alkoholem, chyba nie byłaby nadużyciem konstatacja “przepił swój talent”. Co jednak w ramach niniejszego tekstu bardziej interesujące, próbował zarobić na dziełach słynnego ojca podpisując je swoim imieniem. Osoby uwielbiające wypominać “kopiowanie patentów” odnalazłyby się w ówczesnym okresie bardzo prędko. Używanie fortepianu, skali molowej czy crescendo… Toż to kwintesencja “muzycznego rżnięcia”.

Plagiat był długo powszechnie akceptowanym zjawiskiem. Wzajemna korzyść artystów, a także brak informatyzacji to z całą pewnością jedne z decydujących czynników, które to umożliwiały. Wraz z postępem technologicznym i rozwojem przemysłu zmieniło się pojęcie “interesu”. W Ameryce już w połowie XIX wieku miały miejsce konflikty prawne na tym tle. Coraz śmielej składano pozwy sądowe. Nie jest zaskoczeniem, iż największa ilość spraw przypada na czasy współczesne, począwszy od lat 90 XX wieku (obszerny spis amerykańskich przypadków prawnych jest dostępny tutaj).

Trywialne jest stwierdzenie, iż nie każdy zarzut plagiatowania ma podstawy. Niejednokrotnie osoby chcą po prostu rozgłosu, pieniędzy. Czasami robią to z nienawiści do jakiegoś artysty. Gwiazdom zależy natomiast na relatywnie samowolnym kształtowaniu wizerunku, plagiat (samo oskarżenie) może pomóc ale znacznie częściej zaszkodzić. Wskutek tego celebryci, nawet kiedy nie są winni, rozwiązują nierzadko takie problemy po cichu; odpowiednia suma pieniędzy, adnotacja przy oficjalnych wydawnictwach etc.

Jakie kryteria są brane pod uwagę przy badaniu potencjalnego plagiatu? W krajach anglojęzycznych istnieje specyficzny system prawny tzw. common law. Prawnicy opierając się na historycznych dokumentach, tradycji często skłaniają sędziów do wydania absurdalnego wyroku, bo “znaleziono precedens”. Oskarżający powinien udowodnić, że plagiator słyszał oryginalny utwór. Prawo wspomina także o “podobieństwie” porównywanych kompozycji, jednakże brakuje doprecyzowania tego pojęcia. Znalezienie podobnego przypadku, owego precedensu to w common law połowa sukcesu. Wiele państw stosuje zasadę: 4 albo 5 identycznych identycznych (w odniesieniu do “plagiatowanego”) następujących po sobie taktów. Aczkolwiek i taki postulat jest problematyczny, bo czy “szum wiatru”, “przeszkadzajki” itp. należy pominąć w wypadku takiej analizy? Wszak to także “tony”.

Coraz więcej książek pojawia się w Internecie. Całkowicie legalnie, za darmo udostępniane są do przeczytania klasyczne dzieła. Zgodnie z prawem wielu państw, 70 lat po śmierci twórcy, dzieło przechodzi do użytku publicznego. Analogicznie przedstawia się sytuacja z muzyką. Za tak stare covery nie trzeba płacić, jedynie za prawo dystrybucji (konieczne jest to także w przypadku normalnych utworów). Tak jest na przykład w Niemczech, gdzie do roku 2010 wpłynęło mniej niż dziesięć (sic!) oskarżeń związanych z plagiatem muzycznym.

Do dzisiaj obrywa się Led Zeppelin, za inspiracje/zapożyczenia/plagiaty. Członkowie legendarnej formacji wielokrotnie wspominali o swoich korzeniach muzycznych, zarzuca im się zamazywanie wtórności tekstów czy melodii. Brytyjczycy  mieli de facto spory wpływ na adnotacje, przypisy na płytach. Kwestią sporną pozostaje natomiast w jakim stopniu zdawali sobie sprawę z podobieństwa niektórych kompozycji do twórczości innych artystów. Lista jest stosunkowo długa, choć nie trzeba zgadzać się z każdą pozycją.

Plagiat muzyczny to bardzo kompleksowe zjawisko, dlatego też ilość prób systematyzacji czy klasyfikacji jest ogromna. Można postrzegać plagiat wyłącznie jako totalną kalkę. Taki punkt widzenia redukuje mnogość kopii. Inna możliwość to włączenie do tego grona także “identycznych fragmentów”. W dalszej kolejności są “podobne momenty” oraz “podobieństwa klimatyczne”. Czy wymienione kategorie wyczerpują tematykę? Polemika jest dozwolona, atoli czy opłaca się wprowadzanie dodatkowych podziałów?

W 2008 roku, tuż po wydaniu przez Coldplay płyty “Viva la Vida” pojawiło się kilka protestów dotyczących tytułowej piosenki. Creaky Boards stwierdzili, że Chris Martin na pewno słuchał ich utworu. Następnie na scenie pojawił się Joe Satriani. On był pierwszy…. przynajmniej tak twierdził. Znany gitarzysta dogadał się z Brytyjczykami poza sądem. A gdzie jest Cat Stevens?

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Przyjrzyjmy się kilku innym wykonawcom (w nawiasie podany jest rok ukazania się kompozycji po raz pierwszy na albumie studyjnym):

#1 Radiohead – “A Wolf at the Door” (2003)  0:00 – 0:15

vs Howling Bells -”Ms. Bell’s Song/Radio Wars Theme” (2009) 3:32 – 3:50

#2 Pin Floyd – “Let There Be More Light” (1968) 0:06-0:25

vs Placebo – “Taste in Men” (2000) 0:00-0:25

#3 Tom Petty and the Heartbreakers – “Mary Jane’s Last Dance” (1993) 0:13-0:24

vs Red Hot Chili Peppers – “Dani California” (2006) 0:00-0:15

Zasadność obwiniania jest wątpliwa w kontekście liczebności takich podobieństw w wymiarze internacjonalnym.
takim natłokiem pracy nie poradziłyby sobie nawet połączone sądy. A na liście znajdują się m.in. takie “autorytety” muzyczne jak ABBA, Radiohead, A-ha, The White Stripes, Madonna, Green Day, Justin Timberlake czy… Modern Talking. Wymieniony w trzecim porównaniu Tom Petty, zapytany w wywiadzie o podobieństwo utworu RHCP do jego piosenki odpowiedział, iż nie ma nic przeciwko. Argumentował, że jest to powszechnie spotykane zjawisko.

Osobny artykuł należałoby poświęcić tzw. samplingowi. Korzystającym często uchodzi to na sucho, choć i tutaj nastąpił przełom. Oficjalnie konieczne jest wystąpienie o pozwolenie wykorzystania fragmentu i albo uiszczenia opłaty, albo podzielenia się wpływami ze sprzedaży. W polskim przemyśle muzycznym znany jest przypadek, kiedy o zgodę nie pytano. A dokonał tego człowiek, “który wie jak się TO robi”czyli Ryszard Waldemar Andrzejewski. Jego konflikt ze Stanem Borysem nie doczekał się publicznego zakończenia. Z “krajowego podwórka” warto wymienić także kazus Feel – Travis. Szkocki wokalista twierdzi, iż melodia do “Before You Were Young” powstała w 2003 roku, eo ipso znacznie wcześniej aniżeli piosenka polskiego zespołu. Czy Piotr Kupicha dopuścił się plagiatu? Ostatecznej odpowiedzi prawdopodobnie nigdy nie dostaniemy.

Odwoływanie się do sumienia czy rozumu byłoby aktem pełnym naiwności. Reformy prawne? Infantylna byłaby wiara w możliwość stworzenia uniwersalnego podejścia prawnego. Kilka odmiennych systemów natomiast można by potraktować jako formę niesprawiedliwości. Alternatywą jest przymknięcie oczu na cały proceder, wolność absolutna, która może zaszkodzić nie tylko wytwórniom. Rynek może zostać zalany produktami fatalnej jakości (o ile jeszcze do tego nie doszło), a w mnogości propozycji prawdopodobnie utoną te bardziej wartościowe. Kto powinien podjąć ostateczną decyzję? Większość? Nie zawsze ma rację. Ewentualne zmiany nie nastąpią z dnia na dzień. Oczywiście można pozostać w okopach i pogrążyć się w bezmyślności. A może warto zastanowić się nad wypracowaniem porozumienia?

Łukasz Stasiełowicz




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.